RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

Trzymana za rękę.

28 cze

 

Wczoraj przeszłam Drottninggatan. Z otwartymi oczami. Pierwszy raz od kwietniowego zamachu w Sztokholmie. Ta ulica już nigdy nie będzie dla mnie tą samą ulicą… 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dziękuję :)

23 mar

 

 

Każdego dnia w pracy dziękuję Ci w duchu, że zabierałeś mnie na wycieczki po Polsce. Naprawdę. Każdego dnia. Dziękuję.

:)

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Słownik terminów wspomnieniowych.

12 wrz

 

Tak między Bogiem a prawdą, to mam cichą nadzieję, że ten blog został już trochę zapomniany przez dawnych czytelników. Bo on ma być dla mnie. Ja mam sobie przypominać, co mnie spotkało na ścieżkach życia. Ja mam parskać śmiechem albo wybuchać płaczem czytając archiwalne wpisy. Mogłabym oczywiście nie upubliczniać notek, ale znam siebie już na tyle, że wiem, że za trzy tygodnie zapomniałabym do nich hasła. Mogłabym też zacząć całkiem nowego bloga, ale przecież yanielka jest tylko jedna. A ja nie lubię się rozdwajać. 

Jeśli zatem już tu jesteście i nie chcecie przy okazji kolejnych wpisów błądzić po tym blogu jak dzieci we mgle, to powinniście wiedzieć o kilku wydarzeniach.

Barcelona. W stolicy Katalonii byłam co prawda w październiku zeszłego roku, ale skutki spontanicznej urodzinowej wycieczki odczuwam do dziś. Pozytywne, oczywiście! Sinikka dalej w swoim szalonym świecie tłumaczki hebrajsko-fińskiej, oddana Bogu bardziej niż niejedna zakonnica. Obecnie podlewa kwiatki i serwuje śniadania w najlepszych hotelach w Izraelu i czasami zaprasza mnie do siebie na msze święte : )

Wszystkich Świętych. Największa w naszym związku kłótnia. Idealną datę sobie wybraliśmy na koniec.

Vasa/Åbo. Byłam na rejsie do Finlandii. 24-godzinna impreza, na którą wyruszyłam już wstawiona i właściwie nie wiem, jak zeszłam na ląd. To, co jeszcze pamiętam: mnóstwo pysznego jedzenia, ciasne kajuty, moje bieganie po pokładzie z kołdrą, wieczne szukanie kajuty, panowie, którzy zapraszali do swoich siebie na bliższe poznanie, bezcłowy, spóźnienie się na śniadanie z powodu zmiany czasu na fiński. Polecam!

A. Tak się jakoś dzieje, że jedną trzecią mojego życia spędzam w środkach komunikacji. Wszelakich. Od roweru po samolot. Tam też nawiązuję znajomości, które nieraz trwają jeszcze długo po zakończeniu podróży. W ten sposób, tuż przed końcem zeszłego roku, spotkałam A. - najinteligentniejszego mężczyznę, jakiego dane mi było poznać i największego gentlemana jakiego nosiła ta ziemia. Nie przesadzam. Nie będę się tu nad nim rozwodzić, bo musiałabym też napisać, że czuję się przy nim jak ostatni młot. A On i tak nadal się ze mną koleguje. : )

Przeprowadzka dziewczyn. Dokładnie w ostatni dzień zeszłego roku dziewczyny musiały się przeprowadzić z jednego końca Sztokholmu na… no cóż – drugi koniec Sztokholmu. A ja, że mam dobre serce, chętnie im w tym pomogłam. Nigdy, ale to nigdy nie zapomnę jak to popołudnie wyglądało i jak my wyglądaliśmy przemieszczając się z punktu A do B. Otóż wyglądaliśmy jak tutejsze szwedzkie Rumuny. Sorry, nie obrażajmy Rumunów. Wyglądaliśmy gorzej! Każdy z nas miał cztery sztuki czegoś: walizka, plecak, torba z Ikei, reklamówka. Na Centralnym się pogubiliśmy, ale to chyba nawet lepiej, bo ludzie przynajmniej nie myśleli, że jesteśmy z tej samej paczki : D Na imprezie sylwestrowej byliśmy półmartwi i nie zauważyliśmy, że już nowy rok… ; )

 

cdn…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Trudno jest wrócić.

07 wrz

Chyba nawet trudniej niż odejść.

 

Długo mi to wszystko zajęło. Poukładanie bałaganu w mojej głowie. Poukładałam może połowę, a nie było mnie tu prawie dwa lata. Intensywne dwa lata mojego życia, w którym świat przewrócił mi się do góry nogami za sprawą przeprowadzki do innego kraju. I tak strasznie żałuję, że odstawiłam bloga na ten czas, bo był to przecież jeden z najciekawszych okresów w moim życiu. Wydarzyło się tyle dobrego, zabawnego i zaskakującego. Przeżyłam też, niestety, chwile załamania i poważne kryzysy. Panorama moich uczuć od przeprowadzki do Szwecji byłaby niezłym materiałem na film. Kolejny o mnie, zresztą. Ale o tym nie dziś. Nie robiłam notatek i teraz nie wiem, czy za parę lat nadal będę to wszystko pamiętać. Zdarzy się na pewno, że w kolejnych wpisach będę wracać do minionych miesiące temu wydarzeń. Zrobi się chaotycznie, ale to przecież tylko jedna chaotyczna rzecz więcej w moim kramie. 

 

To co, zaczynamy? : )

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Maj ’14

29 maj


Jeśli kogoś kochasz, powiedz to.

Nawet jeśli boisz się, że to niewłaściwe, nawet jeśli boisz się, że wywoła to problemy. 
Nawet jesli boisz się, że przewróci to twoje życie do góry nogami.
Powiedz to, powiedz jak najgłośniej.
A potem idź za ciosem. 

Tak się nieszczęśliwie stało, że w dniu powrotu do Szwecji pod koniec kwietnia… przewróciłam się i naderwałam sobie więzadło w kolanie. Drugim, bo przecież jak nie móc chodzić, to na obydwie nogi. Do czasu pierwszych odwiedzin na szwedzkim pogotowiu byłam jakoś tak wewnętrznie spokojna. W mojej głowie zagnieździło się przekonanie, że skoro państwo ładuje trudne do zliczenia miliony w opiekę zdrowotną, że lekarze tatuują sobie na piersi ‚po pierwsze nie szkodzić’, to gdzie jak gdzie, ale tu na pewno mnie wyleczą. Myślałam, że przecież gorzej niż w Polsce być nie może. Gdybym wiedziała jak bardzo się wtedy myliłam… Może tylko napomknę, że przysłali do mnie praktykanta, który moje kolano chciał oglądać i macać w nieco innych okolicznościach, niż te, przez które znalazłam się w szpitalu. 

Nie bawiło mnie stawianie sobie samej diagnozy (w czym jestem naprawdę świetna), dlatego z miejsca zabukowałam bilety i poleciałam do Polski na leczenie. Spędziłam tam prawie miesiąc oddając się laserowym zabiegom kolanowym i ciągłym rozmyślaniom nad tym, co dalej. I dlaczego nie tak, jak chcę. Boże, pozwól mi się ogarnąć.

Maj był także miesiącem, w którym S. spełnił jedno ze swoich marzeń, czyli przebiegł Maraton. Bardzo mnie to wszystko wzruszyło i byłam z niego ogromnie dumna. Bo chciał, zapracował, wymęczył, wypocił. Bo u mnie sama myśl o czyms takim wywołuje ból w kolanach. Nie będę tu może cytować „cholera, ale o 5 minut dłużej, niż planowałem”, bo niektórzy znów mogliby się położyć ze śmiechu : D.

 

Nie powiedziałam.
To znaczy powiedziałam. W myślach. Najgłośniej jak mogłam.
Z piętnaście razy, siedząc koło Ciebie i patrząc w te cudne oczy.
Ale wiem, że zamiast iść za ciosem – sama bym go dostała.
Dlatego nie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kwiecień ’14

27 kwi

Detox.

 

Aśka, jest nowy miesiąc, zacznij go z czystą kartką jeśli chodzi o Twoje uczucia. Ogarnij się. Zacznij żyć. Tak miało być. Mieszkasz w Sztokholmie, mieście z Twoich marzeń, masz przy sobie najwspanialsze koleżanki, najczystszą wodę w kranie, najdroższe bilety na komunikację miejską i najdziwniejsze zasady dotyczące płacenia podatków. Nie tego chciałaś? Zaszalej. Zrób tak, żeby głowa bolała Cię tylko przez alkohol po udanych imprezach. Albo od seksu (heh, a jednak zostało mi jeszcze coś z autoironii). 

Kwiecień zleciał na rozmyślaniach. Na pracy podobno też, ale nie dokońca pamiętam przez te wszystkie myśli. Święciłyśmy z dziewczynami jaja w polskim kościele. Koszyczek z Comviq’a okazał się strzałem w dziesiątkę :D. Spotkałam tego dnia w Sztokholmie siedem osób z mojej wsi w Polsce, ludzie się chyba za mną tak przeprowadzają ;P W Wielkanoc wylądowałam w Katowicach, a cała wizyta w Polsce na Święta okazała się bardziej pozytywna, niż zakładałam. Może się już wyleczyłam? Może mi już minęło? (ależ dziś bryluję w żartowaniu ; ) )

 

Tak sobie czasem myślę, żeby Cię pobłagać. 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Marzec ’14

30 mar

Też bym chciała,
żeby ktoś kiedyś tak niecierpliwie na mnie czekał,
że z tej wielkiej tęsknoty aż nie mógłby usnąć…

 

Bez wątpienia jeden z najtrudniejszych miesięcy ever. Daleko od domu, z niepewną jeszcze pracą, w ciągłych ciemnościach sztokholmskich. Wyprowadziłam się od Jonasa, bo czułam, że tak trzeba. Zamieszkałam u zboczeńca Jana, który ubzdurał sobie, że pracuję w burdelu. Zostałam tym zgwałcona psychicznie, na dodatek rzucona w kąt przez tych, na których jeszcze niedawno najbardziej liczyłam. Nic tylko świętować. Od Jana wyprowadziłam się do Jadwigi. Od niej zaś spowrotem do Jonasa. No czy zna ktoś większego rumuna ode mnie? Gdybym sobie tego nie zapisywała na bieżąco w notesie, to nie wiedziałabym, na który adres mam akurat wracać po pracy. 

Wizyta w Polsce też do wesołych nie należała, ale przynajmniej rozwiała wątpliwości i zakończyła niepewność, w której żyłam od dwóch miesięcy. Jest mi tak nieopisanie źle i tak smutno, że… no właśnie nawet nie umiem tego opisać. I niby nic się nie stało, niby nikt mnie nie skrzywdził, oficjalnie nie porzucił. Nieoficjalnie -zgasła bezpowrotnie jakaś część mojej duszy i tak trudno mi się z tym pogodzić…  

Edkowi też się powaliło w związku i akurat będąc z Polsce zostałam zmuszona przez mamę zadzwonić do Gwiazdy i dowiedzieć się, co się właściwie stało. I zapytać, czy nie da się tego jeszcze jakoś uratować. Szczyt ogłady. Także tak sobie wieczorami siedzieliśmy w trójkę przed telewizorem, każdy ze swoją paczką chusteczek i własnym krzyżem, który przyszło mu dźwigać. 

 

Dred/Pachoł, dziękuję, że jesteście. ;*

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wyglądam wiosny. Słońca. I szczęścia.

28 lut

 

I’m fine, thanks for asking!

Dziś mijają dwa tygodnie w mojej nowej pracy w Szwecji. Trochę mnie już zdążyli przetarmosić, a trochę z własnej głupoty się zajeżdżam. Bo przecież zapisuję się na każdą możliwą dniówkę, a później trochę umieram ze zmęczenia. Ale czekałam tak długo i starałam się tak bardzo, że teraz nie mogę narzekać i nie pisnę słówka – nawet jeśli coś nie będzie mi pasować, a tego raczej nie przewiduję. 

 

No i wczoraj przyjechała Ania z Karoliną i fajnie będzie nam się tu żyło na zagranicznej ziemi! : )

 

_____________________
Tak bardzo się wszystkiego domyślam, ale potrzebuję to usłyszeć od Ciebie…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Byłeś moją armią…

24 lut


Być może prawdą jest,

że los, zamykając przed nami jedne drzwi, otwiera drugie,
ale jakże nieznośny jest ów przeciąg… 

 

Ściska mi żołądek, nie mogę jeść. Boli mnie serce. Niepewność zabija. Tak bardzo potrzebuję wiedzieć co się dzieje, inaczej piekło w mojej głowie się nie skończy… Co wydarzyło się w ciągu trzech ostatnich tygodni i dlaczego wszystko zmieniło się tak diametralnie? Stawiam sobie milion pytań i na żadne nie znajduję odpowiedzi. Racjonalnego wytłumaczenia. Czy ja znowu dałam się nabrać i za łatwo komuś zaufałam…? Nie ma godziny, w której o tym nie myślę. Najgorsze są poranki, zaraz po przebudzeniu. Bo już w pierwszych sekundach uświadamiam sobie, że to nie był sen. Koszmar dopiero się zaczyna.

 

Męczy mnie mój milczący telefon… 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Toczy się. Bardzo powoli. Zbyt wolno.

10 lut


Wytrwałym śmiertelnikom
bogowie spieszą ze skwapliwą pomocą. 

 

Chwilowo nie pozostaje mi nic innego, jak tylko w to wierzyć. Zdaję się na Zaratustrę – najwyraźniej wiedział, o czym mówił. Jestem cierpliwa. Naprawdę. Nie poddaję się, bo wiem, że pewne rzeczy wymagają czasu. Nie od razu Sztokholm zbudowano, prawda? Wplątałam się w tą całą dorosłość, to teraz sobie muszę jakoś poradzić, a nie twierdzić, że to bez sensu. Patrzę na moje walizki i wmawiam sobię, że nie będę ich zawracać przez Bałtyk. Jeszcze nie teraz. Nie otworzyłam jeszcze konserw i nie zdążyłam zjeść babcinych pierogów. Schabowe też nadal leżą w jonasowej lodówce. Jeszcze nie czas…

_____________

13/02 Update:
Dostałam pracę! Dziś miałam rozmowę, jutro zaczynam! Dzięki, Zaratustro! :)

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS