RSS
 

Słownik terminów wspomnieniowych.

12 wrz

 

Tak między Bogiem a prawdą, to mam cichą nadzieję, że ten blog został już trochę zapomniany przez dawnych czytelników. Bo on ma być dla mnie. Ja mam sobie przypominać, co mnie spotkało na ścieżkach życia. Ja mam parskać śmiechem albo wybuchać płaczem czytając archiwalne wpisy. Mogłabym oczywiście nie upubliczniać notek, ale znam siebie już na tyle, że wiem, że za trzy tygodnie zapomniałabym do nich hasła. Mogłabym też zacząć całkiem nowego bloga, ale przecież yanielka jest tylko jedna. A ja nie lubię się rozdwajać. 

Jeśli zatem już tu jesteście i nie chcecie przy okazji kolejnych wpisów błądzić po tym blogu jak dzieci we mgle, to powinniście wiedzieć o kilku wydarzeniach.

Barcelona. W stolicy Katalonii byłam co prawda w październiku zeszłego roku, ale skutki spontanicznej urodzinowej wycieczki odczuwam do dziś. Pozytywne, oczywiście! Sinikka dalej w swoim szalonym świecie tłumaczki hebrajsko-fińskiej, oddana Bogu bardziej niż niejedna zakonnica. Obecnie podlewa kwiatki i serwuje śniadania w najlepszych hotelach w Izraelu i czasami zaprasza mnie do siebie na msze święte : )

Wszystkich Świętych. Największa w naszym związku kłótnia. Idealną datę sobie wybraliśmy na koniec.

Vasa/Åbo. Byłam na rejsie do Finlandii. 24-godzinna impreza, na którą wyruszyłam już wstawiona i właściwie nie wiem, jak zeszłam na ląd. To, co jeszcze pamiętam: mnóstwo pysznego jedzenia, ciasne kajuty, moje bieganie po pokładzie z kołdrą, wieczne szukanie kajuty, panowie, którzy zapraszali do swoich siebie na bliższe poznanie, bezcłowy, spóźnienie się na śniadanie z powodu zmiany czasu na fiński. Polecam!

A. Tak się jakoś dzieje, że jedną trzecią mojego życia spędzam w środkach komunikacji. Wszelakich. Od roweru po samolot. Tam też nawiązuję znajomości, które nieraz trwają jeszcze długo po zakończeniu podróży. W ten sposób, tuż przed końcem zeszłego roku, spotkałam A. - najinteligentniejszego mężczyznę, jakiego dane mi było poznać i największego gentlemana jakiego nosiła ta ziemia. Nie przesadzam. Nie będę się tu nad nim rozwodzić, bo musiałabym też napisać, że czuję się przy nim jak ostatni młot. A On i tak nadal się ze mną koleguje. : )

Przeprowadzka dziewczyn. Dokładnie w ostatni dzień zeszłego roku dziewczyny musiały się przeprowadzić z jednego końca Sztokholmu na… no cóż – drugi koniec Sztokholmu. A ja, że mam dobre serce, chętnie im w tym pomogłam. Nigdy, ale to nigdy nie zapomnę jak to popołudnie wyglądało i jak my wyglądaliśmy przemieszczając się z punktu A do B. Otóż wyglądaliśmy jak tutejsze szwedzkie Rumuny. Sorry, nie obrażajmy Rumunów. Wyglądaliśmy gorzej! Każdy z nas miał cztery sztuki czegoś: walizka, plecak, torba z Ikei, reklamówka. Na Centralnym się pogubiliśmy, ale to chyba nawet lepiej, bo ludzie przynajmniej nie myśleli, że jesteśmy z tej samej paczki : D Na imprezie sylwestrowej byliśmy półmartwi i nie zauważyliśmy, że już nowy rok… ; )

 

cdn…

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS