RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2014

Na drugie mam Włóczykij.

29 sty


Żeby liczyć na wygraną w przyszłości,

trzeba zaryzykować to, co los dał nam dziś.

 

W ciągu ostatnich dwóch tygodni mieszkałam w czterech różnych miejscach. Mam dość tachania tego ogromnego plecaka przez cały Sztokholm, chcę wreszcie gdzieś spocząć! Najpierw zatrzymałam się u Kristiny, która bez niczego dała mi klucze do swojego pięknego mieszkania w centrum miasta i ani razu nie skontrolowała, czy przypadkiem jej nie okradłam. Każdego dnia dzwoniła natomiast zapytać, co chciałabym zjeść. Pięć dni spędzonych u niej były jedną z najlepszych lekcji szwedzkiego, historii i kultury razem wziętych. Kristina była osobą dość skromną, skrytą i raczej nie opowiadała czym trudni się w życiu. Dopiero później dowiedziałam się, że zasiada w zarządzie Kościoła Szwedzkiego, publikuje książki na temat migracji ludności i jest tłumaczką NATO. W wolnych chwilach wyjeżdża na misje humanitarne do Afryki. W sam raz.

Kolejna ‚ofiarą’, u której miałam zaklepane darmowe noclegi, był Mats. Ciągle żałuję, że w ogóle do niego pojechałam, żałuję nawet, że to jeszcze pamiętam. Żałuję, że nigdy tego nie zapomnę. Nie mam nic do człowieka, ale jego styl życia jest oddalony od mojego o długość równika. Conajmniej. Bo wyobraźcie sobie jeden wielki śmietnik, pośród którego stoją meble, rowery, sprzęty muzyczne i klatki z królikami i świnkami morskimi. Ubrania zawieszone nawet na lampie. Do łóżka trzeba się dokopać. Istny chlew. Sodoma i Gomora czułyby się obrażone. A w środku tego wszystkiego ja i mój plecak. Od razu chciałam stamtąd uciekać, ale była już noc, a do hotelów daleko. Zostałam więc na noc, śpiąc we własnej pościeli i nie dotykając niczego. Wygooglowałam sobie Matsa, u którego się znalazłam – wykładowca historii na Uniwersytecie w Uppsali i Sztokholmie, pisarz, dziennikarz najpoczytniejszego dziennika szwedzkiego, członek komisji przydzielającej nagrody literackie imienia kogośtam. No, w sam raz. Następnego ranka uciekłam do hostelu, gdzie dopiero trzeci prysznic zmył ze mnie doświadczenie tamtej nocy.

Ostatnie pięć dni spędziłam w moim drugim miejscu na ziemi, czyli w mieszkaniu Jonasa. Tam mi najlepiej, tam pragnę zostać. Było ciepło, czysto, przytulnie, było jedzenie, a pod łóżkiem nie ganiały mi żadne gryzonie.

 

Pracy nie znalazłam, ale mam jeszcze czas, nie?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kiedy, jeśli nie teraz?

11 sty


Prawdziwa dorosłość 

oznacza rozważenie ryzyka
dużo wcześniej niż nagrody…

 

…więc nie wiem, czy jestem już tak w pełni dorosła. Ale zaryzykuję. Szwecja nie leży przecież na końcu świata, a moi rodzice powiedzieli, że jakby coś, to zawsze mogę do nich wrócić. Tacy są mili! ;D 

Załatwiam sobie właśnie darmowe noclegi, dopinam ostatnie sprawy, pakuję plecak i lecę do Sztokholmu. Jeśli teraz nie ruszę z miejsca, to nigdy tego nie zrobię. Będzie co ma być. Jak mnie tam nie zechcą, to sami będą tego żałować. Ja natomiast zawsze mogę powiedzieć, że przecież poleciałam tam w celach turystycznych (czemu by nie zobaczyć miasta sześćdziesiąty raz?), a nie za chlebem. Nie?

 

To trzymajcie kciuki przez najbliższe dwa tygodnie. ; )

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z reguły się nie chwalę, ale dziś się pokuszę :D

07 sty

 

Dostałam w prezencie koszulkę z podpisami Reprezentacji Polski w piłce ręcznej mężczyzn.
Z dedykacją dla Joasi. :D I z ręcznie namalowanymi flagami Polski i Węgier <3.

WY TAKIEJ NIE MACIE.

 

Takiego mieć Przyjaciela! Tyle wygrać! :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Uśmiech śmierci w ‚Mieście Żywiołów’.

02 sty

 

Sylwester? Już mówię.

S. i G. zrobili imprezę na mieszkaniu w Krakowie. Wróć. To G. ją zorganizował, a S., z racji tego, że jest jego współlokatorem, został na nią zaproszony. Ze mną. Wszyscy chyba znają już mój stosunek do sylwestrowania i wiedzą, że tego dnia najchętniej zniknęłabym z powierzchni ziemi i nie oglądała żadnego człowieka. No ale tym razem się nie udało. Tym razem byli ludzie.

Posiedzieliśmy na mieszkaniu do 23, a później wyruszyliśmy na Rynek. Bo czemu by nie iść gdzieś, gdzie nie ma miejsca wcisnąć szpilki już od kilku godzin. Na pewno się zmieścimy! Nie pytajcie czyj to był pomysł, ale na pewno nie mój. Dotarliśmy na miejsce i zaczęła się masakra wieczoru. Znaleźliśmy się w tłumie pijanych ludzi, którzy napierali bocznymi uliczkami na Rynek. Z Rynku natomiast nacierała na nas masa ludzi nie mieszczących się przed sceną główną. Jedym słowem chaos i zagubienie. Wszyscyśmy się rozłączyli i nikt nikogo nie mógł znaleźć. Mnie oczywiście przydzielono do niesienia szampany, których pilnowałam jak wilczyca, zamiast po prostu wyrzucić. Ale nie, dla dobra grupy lepiej wcisnąć sobie te butelki pod żebra ; ). Gdy tłum wyrzucił mnie w boczną uliczkę niczym maszynka wyrzuca zmielone mięso – zauważyłam G. i jedną z koleżanek. Później znalazł się też S. Resztę grupy wchłonął ten ludzi kołowrotek i tak między nami – nadal nie wiemy co się z nimi stało…

Z godziny 00:00 pamiętam tylko ludzi rzucających w siebie odpalonymi petardami, wymiotujących na potęgę gdzie popadnie, trzaskające butelki i mój przeraźliwy płacz w kącie kamiennicy. Płacz do telefonu, bo przecież pragnęłam, żeby ktoś mnie stamtąd zabrał… NIGDY SIĘ TAK NIE BAŁAM O SWOJE ŻYCIE. 

Poranne wiadomości donosiły „Sylwester w Krakowie przebiegł w tym roku niezwykle spokojnie. Nie odnotowano żadnych incydentów z udziałem pijanych osób, a na Rynku wszyscy bawili się w szampańskich nastrojach. Impreza zakończyła się bez ofiar w ludziach.” Seriously..? Ja osobiście uważam się za największą ofiarę tej całej nocy (i losu w ogóle). 

Jakie szczęście, że w tym roku to ja decyduję gdzie i z kim spędzamy następnego Sylwestra. -.-

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS