RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2013

Idź sobie już, 2013!

31 gru

Wśród wielu godzin niepowodzeń
zawsze znajdzie się minuta szczęścia.

 
Jeśli kiedyś jednak będę miała dziecko, to będzie to bardzo sprytne dziecko. A przynajmniej na tyle łebskie, że znajdzie tego bloga bez niczyjej pomocy. Daj Bóg, żeby umiało czytać, bo nie wiem, czy będę miała siłę opowiedzieć mu całe moje życie. Domyślam się, że po przeczytaniu wpisów z tego roku podbiegnie do mnie
i powie „mamo, dziwie ci się, że nie dawałaś sobie w żyłę w 2013!”

Istotnie, ten rok jest w czołówce najbardziej pechowych. Od lutego zmagałam się z nieustanną niepewnością, zazdrością i nieufnością. Moje poczucie własnej wartości leżało na dnie i ciągnęło muł. Później nadszedł marzec i odejście z pracy. W kwietniu doznałam nieszczęsnej kontuzji kolana, która właściwie zadecydowała o tym, jak wyglądała reszta tego roku. W maju zakolegowałam się z K., który z czasem stał się moim najlepszym przyjacielem. W czerwcu były pogrzeby i kolejne kontuzje kolana. I okazało się też, że nie jestem na tyle zorganizowana, żeby ukończyć studia o czasie. A ja nie lubię być spóźniona. Wakacje w Sztokholmie były akurat fajne, choć napiętnowane myślą, że  t r z e b a  p i s a ć  p r a c ę. Obroniłam się po dwóch miesiącach wyczekiwania na ten sądny dzień. Listopad i grudzień spędziłam na daremnych próbach znalezienia pracy powiązanej z moim wykształceniem albo zainteresowaniami. Albo źle szukałam. Albo po prostu nie chciałam jej dostać… 

2014 będzie lepszy. Musi być. Nawet jeśli tylko sobie to wmówię. Ale ta właśnie myśl trzyma mnie jeszcze w kupie i sprawia, że tak bardzo chcę dożyć przyszłego roku. Już najwyższy czas wyjść do świata z tej klatki niepowodzeń, nie?

 

Są takie Perełki wśród bliskich mi osób, którym szczególnie dziękuję za wsparcie i dobre słowo w tym roku ;*

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dzwonią dzwonki…

26 gru

I’m giving you a nightcall
to tell you how I feel… 

 

Tegoroczne Święta sponsoruje Play.

Nigdy tyle czasu nie spędziłam na telefonie.
Nigdy nikomu nie chciałam się tak wygadać… 
Nigdy nikomu nie czułam się tak bardzo potrzebna jak teraz.  

 

Umrę. Jeśli któregoś dnia nie będę mogła tak po prostu chwycić za słuchawkę… 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

…bo najważniejsze to umieć się zaprezentować.

23 gru

 

Do mojej wczorajszej notki o modłach na Jasnej Górze nie dodałam, że zaraz po powrocie z Częstochowy trafiłam na osiemnastkę Pawła, brata S. Seriously, nadal się zastanawiam jak dałam radę. Było już po 22, a ja byłam niemiłosiernie zmęczona i do tego lekko wstawiona po różowym ElSolu wypitym w autokarze ;D. Z tym ostatnim oczywiście nie było problemu, bo jak dotarłam na imprezę, to wszyscy siedzieli lub leżeli już w zaawansowanym stanie upojenia. Przestałam się też przejmować, że zdążyłam w domu umyć tylko grzywkę, a reszta włosów żyła własnym życiem. Tego, że założyłam dwie różne podkolanówki też nikt nie zauważył. Łącznie ze mną. 

Ale ale! Osiemnastka? Powaaażnie? Ja już zapomniałam jak się rozmawia z młodzieżą! Na szczęście alkohol connecting people i… już po kilku głębszych zniknęła chronologiczna różnica wieku ;D Po biesiadowaniu przy stole padła propozycja, żeby iść na bilard do pobliskiego baru. Ja oczywiście nie idę, bo nie mam siły. Ja idę spać. Siadłam sobie zatem na kanapie w pokoju, gdzie siedzieli dorośli i rodzina i przyjaciele rodziców jubilata i tam po cichutku wegetowałam słuchając powojennych opowieści. Nagle siostra Pawła weszła do pokoju i zapytała, czy idę z nimi. „Tak, mogę iść, muszę tylko przebrać skarpetki!” Wykrzyczałam(!) machając moimi różnokolorowymi stopami przed nosem wszystkich zgromadzonych. Dosłownie. :lol:
No czy można się bardziej zbłaźnić?
Można. 

Wychodziliśmy już do tego baru, a mama S. pyta:
- Asia, ty jesteś tak lekko ubrana, nie będzie ci zimno?
- Nie, proszę pani! Mam akurat okres, jest mi gorąco!

Tatę S. poprosiłam natomiast, żeby pilnował mi torebki, bo słyszłam, że u nich w mieszkaniu wszystko ginie. Albo po prostu ktoś kradnie. Po powrocie z baru położyłam się na łóżku, zarzuciłam nogi na ścianę i zaczęłam mu opowiadać (względnie bełkotać) o odsłonięciu obrazu Matki Boskiej. Byłam przecież w Częstochowie jeszcze kilka godzin temu! Nalegałam nawet, żeby zobaczył filmik. Słodki Jezu, tak się zrobić na oczach przyszłych teściów to mało kto potrafi ;D . 

 

Zasypiałam z uśmiechem na ustach. Someone fell in love with me, kurde! ; )))))

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Serca były czyste, a intencje najszczersze.

22 gru


Nikt nie ma większej miłości od tej,

gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.

 

Z wiarą ostatnio u mnie na bakier. Daleko mi do przykładnej i praktykującej katoliczki. A dużo chciałabym w tym temacie zmienić i wrócić do mojego duchowego stanu sprzed kilkunastu miesięcy. Bo jestem przecież       d o b r y m  c z ł o w i e k i e m. Tylko trochę zagubionym…

By doznać duchowego oczyszczenia, wymodlić się za wszystkie czasy, wypisać litanię intencji i wreszcie klęknąć przed Świętym Obrazem wybraliśmy się na Jasną Górę. Ja i mój Krzyż. Wycieczka jak najbardziej spontaniczna, bo planowana od tygodni ;D Z plecakami, termosami, kanapkami no i kompletem odzieży termoaktywnej wsiedliśmy do pekaesu przejeżdżającego przez moją wioskę. Ja i mój Krzyż. Bo każdy dźwiga swój. Nikt nas oczywiście nie widział w ciągu tych dziesięciu minut kiedy staliśmy na przystanku… Co takiego ważnego mają do załatwienia ludzie o ósmej rano w sobotę? 

Dojechaliśmy. Ja i mój Krzyż. Nie obeszło się oczywiście bez braku miejsc siedzących, przesiadkowych przygód do zimnego autokaru i dziwnych współpasażerów, no ale chciało się ujrzeć Matkę Boską, to trzeba było trochę pocierpieć ; ) Pierwszym celem było oczywiście miejsce, które każdy szanujący się katolik musi odwiedzić po przyjeździe do Częstochowy, czyli… McDonald’s. I właśnie przez ponad godzinną wizytę tam nie zdążyliśmy na mszę, na którą przejechaliśmy taki kawał kraju. Brawo!

W Kaplicy czekała na nas jednak miła niespodzianka – otóż ktoś wybrał sobie tę właśnie sobotę na dzień swojego ślubu i odprawiono dodatkową mszę, za co serdeczne Bóg zapłać zarówno O. Paulinom jak i Młodej Parze : ). Po ponad dwóch godzinach modlitw i wypisywania intencji udaliśmy się na ostatni tego dnia bus powrotny, zahaczając jeszcze o monopolowy ; )

Droga powrotna na tyłach autokaru jest momentem w moim życiu, którego nigdy nie zapomnę i usłyszanych tam słów nigdy nie wyrzucę z głowy i wypowiedzianych przeze mnie zdań także nigdy się nie wyprę. Gesty będę pamiętać jak długo będę żyć. Było dokładnie tak, jak to powinno wyglądać. Tylko czemu w moim życiu nie wygląda..? : (

 

A z życia Częstochowy? Chleb jest tam tani jak barszcz, a mieszkańcy nie umieją robić zdjęć ; P

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szukanie pracy: robisz to źle.

14 gru


Dążenie jest ważniejsze niż osiągnięcie,

bo jest ruchem,
podczas gdy osiągnięcie to stagnacja.

 

Jestem w zaawansowanej fazie bycia nikim. Już nie studentka, jeszcze niezatrudniona. Ale poszukuję. Intensywnie. Moje samopoczucie zmienia się z dnia na dzień. Parabola emocji. Skrajność. Na dodatek widzę, że nikt w domu już nie może ze mną wytrzymać. I vice versa. Ba!  Nawet JA sama ze sobą wytrzymać nie mogę, co jest chyba najgorszą z możliwych opcji. Moja taktyka szukania pracy też przybrała wektor kowboja na rodeo i skacze jak połechtana. Jednego dnia podchodzę do sprawy po najniższej linii oporu i wzięłabym cokolwiek, bo przecież do niczego się nie nadaję, a następnego jestem tak ambitna, że próbuję sklecić list motywacyjny na jakieś kierownicze stanowisko. Najlepiej jest jednak po alkoholu. Wtedy nie ma żadnych barier. Wtedy jest: że niby ja się do niczego nie nadaję? Moje kompetencje wykraczają poza wszystkie wymagania pracodawców! Po alkoholu moja pewność siebie pnie się do góry jak penis o poranku, a ja wysyłam aplikacje na takim flow, że nawet firmy finansowe mi nie straszne (dodam, że ledwo radzę sobie z ułamkami). Polecam, naprawdę. 

Byłyśmy z Dredem na uroczystym wręczeniu dyplomów. Na takim, co to zarzuciłyśmy na siebie togi za 2 koła i birety. Poszłyśmy jako jedyne reprezentantki naszego kierunku i… wyczytano nas jako filologię germańską!  :evil: . Żal600. Ta zniewaga krwi wymaga! Ale teraz to już nie ma się co pienić – i tak pewnie nikt nas nie zapamiętał, a my sie tam szybko nie pokażemy. Natomiast widok biretu przypiętego wsuwkami do dredów Dreda zrekompensował mi całe to niemieckie przysposobienie. ;D

 

rozbita.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kontrola emocji.

12 gru


Najciekawsze myśli przychodzą z zaskoczenia.

 

„Pokazał biało czerwone spodnie reprezentacji i powiedział, że w styczniu wylatuje do Kuopio na cztery miesiące. Na Puchar Kontynentalny. Kuopio… gdzie to kurwa w ogóle jest? Finlandia to, czy Rosja już? I jaki puchar?! Nieważne. On powiedział, że wyjeżdża, a ja dosłownie tyle byłam od rozpłakania się. Jedna łza nawet popłynęła, ale szybko złapałam ją w rękawiczkę. Serce mi się zatrzymało też, źrenice powiększyły, a jelito krzyknęło, że musi do toalety. 

No.
A później powiedział, że żartował.
Tak mocno go wtedy nienawidziłam. Nie wiem, czy za to, że udało mu się mnie oszukać. Czy za to, że w ogóle pomyślał o jakimś kiepawym wyjeździe. Ale… najbardziej zastanowiła mnie moja reakcja, bo przecież… dlaczego niby..?”

 

?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Naprawdę.

05 gru

 

Umrę ci kiedyś.
Oczy mi zamkniesz.
I wtedy – swoje
Smutne, zdziwione,
Bardzo otworzysz. 

 

 

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS