RSS
 

Archiwum - Październik, 2013

Taka jestem tył na przód.

14 paź


Tak, tak, proszę sobie wyobrazić,

że w zasadzie niechętnie zbliżam się z ludźmi,
takim już jestem dziwakiem,  
że bliższy kontakt z człowiekiem nawiązuję opornie, jestem nieufny, podejrzliwy.
I proszę sobie wyobrazić,
że przy tym wszystkim nieuchronnie zawsze przypadnie mi do serca ktoś nieprzewidziany, zaskakujący,
diabli wiedzą do czego podobny i ktoś taki spodoba mi się zgoła wyjątkowo.

 

Nie wiem w czym to leży. Ta cała moja aspołeczność. Odmienność. To myślenie na opak. Bycie wolnościową ponad wszystko. W poprzednim wcieleniu byłam chyba ptakiem. Może kotem. A na pewno facetem. Diabelnie nierozgarniętym do tego. Dlaczego ja nie potrafię się na nic zdecydować? Obrać azymut, podążać za wymarzonym, realizować się jakkolwiek? Nie, nie, przecież ja nie chcę stabilizacji. Stabilizacja jest dla mnie przeogromnie niestabilna.  

Ludzie mnie przerażają. Z nimi tragicznie, ale bez nich też jakoś nie do końca fajnie. Może po prostu jeszcze na odpowiednich nie trafiłam? Rany boskie, dziczeje na tej wsi, chyba muszę gdzieś wyjść, dołączyć do trójwymiarowych istot. Ale przecież rozmowa z ludźmi na obecnym etapie mojego życia traktuje tylko o jednym: Co dalej? Jakie plany? Przecież gdybym wiedziała, to chyba nie robiłabym nikomu na złość i powiedziała od razu..? Chociaż… diabli wiedzą, ze mną nigdy niewiadomo ;P 

Mama już zapowiedziała, że nie widzi mnie w innej pracy jak tylko za biurkiem. No śmiech na sali. Widział kto kiedy ptaka za biurkiem? Przecież wyfrunęłabym z tego przybytku na pierwszej lepszej przerwie na lunch. Tata natomiast podtrzymuje swoje nawoływania, że za kilka tygodni ma mnie już nie być w tym kraju. Domyślam się jak to zabrzmiało dla osób, które nie znają mojego ojca. Ale spokojnie, to z troski. Tata po prostu nad wyraz boi się, że skończę w jakiejś pracy za biurkiem… Babcia także zajęła stanowisko w sprawie mojej przyszłości: albo zaręczyny, ślub i dziecko, albo piekło. Bo przecież ja tak wszystko nie po bożemu.  

 

Myślę, że spokojnie mogłabym zwariować… 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

‚I pamiętajcie: warto zagadywać!’

08 paź


Do tych beztroskich chwil w Zakładzie…

Tęskno mi, Panie!


Mija pierwszy tydzień października, a ja nie mieszkam w wynajętym mieszkaniu z jakimiś podejrzanymi ludźmi, nie wstaję na zajęcia, nie przemieszczam się tramwajami, nie widzę się codziennie z Anią, nie znajduję w swojej lodówce nieświeżych rzeczy, nie ustalam koleki na zakup papieru toaletowego, nie stoję przed odwiecznym dylematem: piwo, czy chleb? Jest tak bardzo dziwnie. Tęskni mi się do czasów studenckich. Wiedziałam, że tak będzie… 

A dziś znalazłam moj kalendarzyk z 2009 roku. Sama się zaskoczyłam, że każdego dnia odnotowywałam sobie gdzie byłam, co robiłam, z kim piłam ;D Przy niektórych notatkach uśmiałam się po pachy. I okazało się, że zapisywałam epickie teksty moich wykładowców i znajomych. Pragnę w tym miejscu zacytować naszego literaturoznawcę, profesora KB., który tak oto omawiał nasze prace egzaminacyjne na pierwszym roku (kto zna, ten zrozumie <3) :

Jeśli kiedyś w życiu nam się wyda, że coś nam się uda zrobić, to i tak będzie to anagnorisis; Oni przecież nie spotkali się w Galerii Krakowskiej!; Otwierali państwo wiersz wytrychami, którymi nie powinni; Tęsknię za gąsienicą z sąsiedniego listka; To taki humor w majteczkach; Gąsienica ani razu nie mówi, że ma jakieś lęki; Wiśnia się z Japonią kojarzy, a czereśnia z polskim sadem; Ja myślę, że Marię Stewart sobie dziś odpuścimy. Czują państwo to samo, co ja?; W domu się nie przelewa, trzeba wszystkiego pilnować; Jak państwo myślą? Aha, nie mogą państwo myśleć…; Ja chyba za często mówię „prawda”, prawda?

 

Serce pęka : (

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dzieje się, mówi się…

06 paź


Po co mieszkasz za miastem,

jeśli nie możesz zerżnąć ogrodnika..? 

 

Prowadzę wiejskie życie pełną gębą. Ostatni miesiąc. Później wyfrunę i będę tu pewnie zaglądać tylko od czasu do czasu, przez co już pęka mi serce. W domu rodzinnym czuję się trochę jak w macicy: bezpiecznie mi tu, ciepło mi tu, jest jedzenie, jest głaskanie po główce, spanie do południa i szeroko pojęte nicnierobienie. Tzn. nie takie od razu nic, bo przecież gotuję obiady. Dla całej rodziny! A wszyscy doskonale wiemy, że gotowanie oznacza dla mnie codzienną próbę nie otrucia najbliższych mi osób. Tyle. Bo to nie chodzi nawet o to, żeby im smakowało (a smakuje!), tylko żeby syci wyszli z kuchni i na drugi dzień znów do niej weszli : )

Ogólnie rzecz biorąc nie oglądałam wiadomości od pięciu lat. Nie, nie dlatego, że się nie interesuję. Ja się bardzo interesuję tym, jak nas politycy robią w chu., jak władze utrudniają nam życie, ile złotych emerytury przewidują dla mojego pokolenia. Bardzo. Tylko jakoś nie mam siły na to patrzeć teraz, więc popatrzę za kilka następnych lat – na pewno nic się nie zmieni i za dużo mnie nie ominie. Ale nie o polityce tu. Bo ja ostatnio często odwiedzam dziadków, a u nich niczego innego niż wiadomości się nie ogląda. Teleexpress, Informacje, Fakty, Wiadomości, Panorana, a w międzyczasie TVN24. I tak oto wyłapałam dwa główne problemy polskiego społeczeństwa: pedofilia i patologia. Na każdym kroku ksiądz molestuje dzieci, a matki mordują swoje maleństwa. Na potęgę! Myślcie sobie co chcecie, ale dla mnie to nie jest cywilizowany kraj. Litości, Bóg przecież na to wszystko patrzy, łapie się za głowę i nie pomaga, bo sam nie wie jak! Ludzie mają poważne problemy psychiczne i jeśli państwo nie zacznie ich leczyć, to tylko patrzeć jak nasze dzieci wrócą zapłakane z popołudniowych prób chóru kościelnego….

Tymczasem ja też muszę coś zrobić. Dla siebie. Zacząć działać, zająć się czymś. Bo przecież jak się dobrze zacznie, to można osiągnąć niemożliwe. Chwilowo jednak żałuję, że nie mam ogrodnika…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS