RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2013

No i zrobiło się poważnie.

30 wrz

 

Praca wydrukowana. Oprawiona. Złożona. 

Wszystko w ostatni dzień. Nie obyło się oczywiście bez problemów. Bo przecież zajrzałam do załadowanej już do systemu pracy i… znalazłam błąd. Masz ci babo pomarańcze! Proces cofania danych i ładowania pracy od nowa nie zajął dużo czasu, ale tyle nerwów, co mi zeżarł, to jego. No ale udało się. Praca oprawiona w granatową skórę tylko czeka na nasze ponowne spotkanie. 

Myślę, że najwyższy czas zakupić w aptece Meliski, bo mimo wszelkich zapewnień ze strony bardziej doświadczonych w temacie koleżanek, nie wydaje mi się, aby obrona była tylko formalnością. Po egzaminie śmiało będę mogła poddać się przetoce jelita, bo nie wróżę sobie ani jemu prawidłowego funkcjonowania przed końcem tego roku. Życie w stresie jest naprawdę super^^!

O ironio, w ciągu pięciu lat studiów zostawiłam w naszym okolicznym ksero jakiś tysiąc złotych. Może nawet dwa? Lekką ręką. A oni w dzień drukowania pracy, na sam koniec mojej przygody z tamtym miejscem podarowali mi kartę stałego klienta! No boki zrywać. Nie wiem, czy jeszcze się tam kiedykolwiek pojawię, ale na karcie mam 30% zniżki dopiero jeśli przyjdę wydrukować/skserować coś za ósmym razem. A takich było już z osiemdziesiąt! Oddajcie mi moje pieniądze!

Z tego miejsca pozdrawiam też Annę T. aka Dred’a, która (podobnie jak ja) pobija rekord w przeglądaniu Internetu i oglądaniu seriali. I wspiera mnie bardzo w mej przeprawie przez drogę magisterską odpowiadając na idiotyczne nieraz pytania. Dziękuję ;*

 

Piosenka piękna, ale nie kojarzy się tak samo.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nastały nowe porządki.

12 wrz


Nie dziwi mnie, że ludzie wariują.

Dziwi mnie, gdy tego nie robią.

 

Odkąd wróciłam do Polski, systematycznie wdrażam się w nowy system, który zapanował w domu. Ojciec postawił sobie za cel podreperować domowy budżet poprzez wprowadzenie planu oszczędzania – krótko mówiąc – na wszystkim. Tata zachowuje się jak rasowy ekolog w połączeniu z upierdliwym dusigroszem. Doprowadza nas wszystkich do szewskiej pasji, a właściwie to wywołuje porządny ból brzucha. Dekalog Ekologicznego Domownika zawiera wszystkie postanowienia dotyczące naszego nowego, lepszego życia.

Pieniądze. Zmieniły się zasady dzielenia kosztów utrzymania domu. Teraz opłaty za wszystkie rachunki dzielimy na cztery. Nieważne, że 1/2 domowników jest bezrobotna, a ta druga (pracująca) połowa zarabia śmieszne pieniądze. Każdy liczy sobie ile kilowatogodzin spędza przed komputerem, ile hektolitrów wody poświęca na zdrapanie z siebie brudu i skrupulatnie notuje na karcie obserwacyjnej. 

Śmieci. Jest też nowa ustawa śmieciowa. Mój ojciec ma bzika na tym punkcie. Każdy z domowników przeszedł u niego kurs doszkalający z segregacji śmieci, który kończył się egzaminem. Nie muszę chyba dodawać, że wszyscy żeśmy go oblali i musimy teraz doczytywać broszury, bo kurs był jednorazowy. Mamy 7 worków w różnych kolorach, a spróbuj wrzucić śmiecia do nieprawidłowego, to poznasz co to gniew tytanów.

Kaloryfery. Nie można wieszczać niczego na nowych kaloryferach. Bo są nowe, emaliowane i jeśli wieszamy na nich mokre rzeczy, to zdziera się farba, albo dochodzi do zafarbowania śnieżnie białych żeberek. Tata codziennie chodzi i kontroluje, czy moje majtki nie zawisły przypadkiem na którymś z nich. Jeśli zawisną – poznasz co to gniew tytanów.

Ogrzewanie włączamy gdy jest zimno. Granica, od której zaczyna się zimno, jest jasno ustalona: jesteś lodowaty i siny jak trup, a jedyne, co odróżnia cię od trupa, to świadomość zimna… Wcześniej nie włączamy, bo byłoby to bezsensownym marnowaniem energii i pieniędzy. I tak oto siedzę tu w trzech polarach i w modlę się w ukryciu, by ojciec nie zajumał mi farelki, która stoi pod łóżkiem i jest odpalana przy każdej możliwej okazji : D

Czujnik dymu. Ojciec zainstalował go w kuchni, w okolicach kuchenki, co było chyba najbardziej absurdalnym z jego pomysłów. I tak oto dziś (nie wspominając już o innych dniach) czujnik się uruchomił, gdy mama płukała pod kranem gorącą patelnię. Zaczęło to to wyć na taką skalę, że aż wyszłam z domu i poszłam pod bramę przeczekać te megaherce. Sąsiadka zamknęła okno. Mama z Edkiem siłowali się z czujnikiem, jednak nic to nie dało. Tata wybiegł z garażu, gdy tylko usłyszał co się dzieje, wpadł do domu, wyłączył czujnik i podsumował: beze mnie, to byście tu spłonęli żywcem! Edek: Chyba ogłuchli…

Światło. Generalnie wszyscy żyliśmy według norweskich zasad, czyli świateł nie gasiliśmy NIGDY. Teraz ma się to zmienić. Prąd nie jest już za darmo, gasimy światła. Funkcjonujemy w półmroku, obawiam się, że niedługo w pokoju zobaczę nietoperza. 

Lodówka. Zawsze, ale to zawsze ma być zamknięta. Jeśli już jednak dopuścisz się tego karygodnego czynu jakim jest jej otwarcie, to natychmiast ją zamknij. Jeśli chcesz z niej coś wyjąć, to najlepiej, żebyś miał dokładnie przemyślane co i wiedział, na której półce to coś się znajduje. Zajęcia z orientacji w lodówce przeprowadzane są po każdych większych zakupach. Lodówka jest wtedy otwarta trochę dłużej, żeby się napatrzeć i zapamiętać gdzie co leży. Legenda głosi, że ktoś kiedyś otworzył lodówkę i zdążył wyjąć jedzenie jeszcze zanim zapaliło się w niej światło.

Podwórko. Na podwórko nie wjeżdżamy samochodami, bo będziemy mieć całą kostkę upizganą gliną. W tym punkcie odrobinę zgadzam się z moim tatą. Mamy akurat remonty na uliczce i przeprawa przez te złote piaski przypomina trochę podróż przez stepy akermańskie. Na dodatek jak pada deszcz, to robi się całkiem przyjemne błotko, które odgradza nas od głównej drogi, a tym samym od cywilizacji. Najlepiej, żeby samochód był myty po każdej przeprawie przez błoto, jeszcze przed bramą, zanim wjedziesz na kostkę.

 

Tato…?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Być jak Carrie Bradshaw.

05 wrz


Dziewczyna,
która opanowała mechaniczną skrzynię biegów,
poradzi sobie w życiu.

 

Seks w wielkim mieście był stałym elementem każdego wieczoru przez ostatnie dwa miesiące. Nie, niestety nie mój. Za to Carrie i jej przyjaciółki miały zdecydowanie dużo do powiedzenia w tym temacie. Oglądając ten serial, zwłaszcza po alkoholu, miałam wrażenie, że mogę wszystko. Albo przynajmniej tyle, ile dziewczyny z Manhattanu : ). Mogę przecież wyjść z koleżankami na brunch gdzieś w centrum, wydać ogromne pieniądze w butikach największych projektantów, jeździć tylko taxówką, sypiać z poznanymi na dyskotece facetami, podbiec do jakiegoś na ulicy i umówić się na randkę, pójść od czasu do czasu do kasyna i przede wszystkim: być zadowoloną ze swojej pracy, w której zarabiam wystarczająco dużo, aby zapłacić za własne mieszkanie, w którym oczywiście mieszkam sama. Dwa odcinki serialu każdego wieczoru przed snem robiły ze mnie panią moich marzeń, kobietę z wysokim poczuciem własnej wartości, nie bojącą się wyzwań. 

…no. A rankiem był zimny prysznic : D. Dosłownie i w przenośni. Moment zejścia na ziemię. Bo przecież zamiast brunchu trzeba było iść do pracy, nie miałam aż tylu pieniędzy, żeby pozwolić sobie na kolejne buty od Louboutin’a, nie umiem nawet chodzić na obcasach, jestem zbyt nieśmiała, by rozmawiać na ulicy z obcymi mężczyznami, nie utrzymałabym się z pisania bloga (a na pewno nie tego), a do kasyna nikt by mnie nie wpuścił w moich zielonych trampkach. Nie wspomnę już o tym, że w życiu nie będzie mnie stać na własne mieszkanie w centrum miasta. Także Carrie Bradshaw nie będę na pewno. Może chociaż Charlotte? ; )

 

Piosenka z reklamy.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cudze chwalicie i rację macie.

02 wrz

 

Dlaczego pozwalamy, by to, czego nie mamy, 
psuło nam radość z tego, co mamy?

 

Tak to już bywa, że im więcej jeździ się po świecie i obserwuje życie w innych krajach, tym bardziej jest się wkurzonym na swój. Nie chcę tu wyjść na wiecznie niezadowoloną i narzekającą, ale naprawdę – nie odwiedziłam jeszcze kraju, w którym ludzie mają gorzej niż my. Zależy to oczywiście od kierunku, jaki sobie obieram, bo w takim Kazachstanie albo Syrii na pewno zatęskniłabym za polskimi drogami, polityką, systemem podatkowym, wynagrodzeniem miesięcznym i brakiem wojen. No ale, na miłość boską, trzeba mierzyć ciągle wzwyż, a nie pocieszać się biedą innych. Doprowadza mnie to do niesamowitej frustracji. Podczas tegorocznych wakacji ten temat nie schodzi z tapety, a ja cały czas łapię się na tym, że żyję i myślę według Polaka, czyli mogę pozwolić sobie na piwo w knajpie, czy lepiej kupić w Systemie i zaoszczędzić 30sek? Albo na wyjazdach: dopłacić 100sek i mieć łazienkę w pokoju, czy zaoszczędzić i biegać w ręczniku po korytarzu? Zaprawdę powiadam – bycie Polakiem na zagranicznym wyjeździe uświadamia mi mój ból życia i bezsens pochodzenia. W takiej Szwecji na przykład – wiadomo, że wszystko jest trochę droższe, ale nie jest to przebitka o 100% na produkcie, za to zarobki są pięć razy wyższe. Szwed nie ma dylematu na temat piwa w knajpie, czy łazienki w hotelowym pokoju. Szwed ma dylemat które Volvo kupić w tym roku: srebrne, czy granatowe?  Z resztą nie tylko Skandynawia. Cała Europa Zachodnia zdaje się być mniej zdeprymowana w kwestii tego, no co jej mieszakńcy mogą sobie pozwolić i jak duże będą mieć przez to wyrzuty sumienia. Tutaj taki oto ciekawy artykuł o tym, ile dni musi pracować Europejczyk na swoje wakacje. Dla poprawy nastroju. Enjoy!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS