RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2013

thisisnothappening.

25 kwi

 

Naprawdę nie wiem jak to się dzieje, że ja na zakrętach życia zawsze ląduję w rowie. Od maleńkości. Coś w tym jednak musi być, bo przecież żaden normalny, nieobłożony klątwą, zrodzony ze zdrowej matki i zdrowego ojca człowiek nie tułał się jeszcze po tylu doktórach, specjalistach i innych znachorach ile ja. Nie poznał się jeszcze na tej machinie jaką jest polska służba zdrowia. Polska służba zdrowia to tylko górnolotna nazwa polskiej służby znieczulicy społecznej, kolejnej po ZUSie i skarbówce instytucji doprowadzającej człowieka do białej goraczki. Nigdy nie dopuść do tego, by Twoje dziecko zachorowało. Jeśli się tak stanie, nie pozwól, by leczono je w naszym kraju, winno być wyryte na każdym oddziale noworodkowym w Polsce.

Zatem znów jestem uziemiona, tym razem z powodu kolana, bo przecież kolana jeszcze nie było. Odwiedziłam już specjalistę ortopedycznego, ale coś mi mówi, że na nim swojego leczenia raczej nie zakończę. Bo on nie jest peeewien, tu nie ma czasu, proszę przyjść jutro, a najlepiej to prywatnie – wtedy pomyślimy. Why, why me?

Zacznę teraz na okrągło wpieprzać żelatynę. Może być nawet tak o, prosto z opakowania, w postaci suchej, bezsmakowej. Albo galaretkę. Od dziś (obok mentosów) znajdziecie u mnie w torebce paczkę owocowej Gellwe…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dwadzieścia czy i pół.

20 kwi

 

… i tyle mi już w zupełności wystarczy, dziękuję.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nihil novi.

15 kwi

 

Kolejny poniedziałek, a postanowienia wciąż te same. Ogarnij się, kobieto!

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

S.!

13 kwi

 

 Take me out tonight
Oh, take me anywhere, I don’t care
I don’t care, I don’t care
Driving in your car
I never never want to go home…

 

 

There is a light…

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

‚Nie wiem, czy to nasz dźwig, czy dźwig prawa…’

09 kwi

 

Ja bardzo proszę, porozmawiajcie z trzecim rokiem na temat prac magisterskich. Bo na początku zawsze są wielkie plany i każdemu się wydaje, że zrealizuje w pracy całe swoje jestestwo. A później zderza się z rzeczywistością i uświadamia sobie, że tak się jednak nieee da. KB <3  

 

Tegoroczny Wieczór Bellmana był przesympatyczny. Jak i dwa poprzednie zresztą. Pierwszy raz natomiast zdarzyło się, że zabrakło wina. Wszyyystko wypiliśmy. A teksty KB. do dziś dźwięczą nam w głowach; prawdziwe perły wśród jego polskich wypowiedzi :D.  
Bellmana lubię chyba bardziej niż Łucję, bo jest tak kamerlanie i swojsko. Natomiast łucjowe tłumy ‚znajomych znajomych’ z zewnątrz przychodzących jedynie na darmowego grzańca i szwedzkie wypieki, nie mających pojęcia dlaczego białe alby, dlaczego korona ze świec, dlaczego akurat 13-ego sprawia, że wieczór traci magię. Z drugiej jednak strony staje się przedsięwzięciem edukacyjnym, coś tym ludziom w głowach zostaje. Oprócz wina :D. Anyway… Bellman się udał, nikt nie zaciągnął nas do Fashion, nikt nie wymiotował do rękawa ;D. Mam nadzieję, że jeszcze nas kiedyś zaproszą na wspólne świętowanie, aczkolwiek osobiście nie dociera do mnie, że już niedługo będę się tytułować absolwentem, a nie studentem. Tzn mam taką nadzieję. Ale no. Wiecie o co chodzi. Szkoda trochę będzie…

 

Gdzie jesteśmy? Co z nami będzie..?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

a więc tak.

07 kwi

 

tak będzie już do końca. końca mojego, albo końca wszystkiego. przyjmuję zakłady.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Każda strona boli…

05 kwi

 

 

…to tyle na temat odczuć towarzyszących mi w pisaniu pracy magisterskiej.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mokre żarty ; )

01 kwi

…i po Świętach.

 

Muszę przyznać, że tegoroczna Wielkanoc należy do najbardziej pozytywnych przeżyć ostatnich tygodni. Bardzo mi było radośnie za sprawą kilku osób. Może przyszedł do nich Jezus i przemówił im do rozumu? Może zmartwychwstał specjalnie po to, żeby coś do nich dotarło? Albo do mnie? Jakby nie było to święta zawsze są jakieś takie magiczne ;). Stresu było wczoraj co niemiara w związku z zaproszeniem do nas Seby i Eweliny. Rodzice przygotowywali się do popołudniowego spotkania przy stole co najmniej tak, jakby S. miał mi się oświadczać. Albo brat Ewelinie. Na szczęście żaden się na to nie porwał. Planowane dwugodzinne siedzenie przy stole przedłużyło się do czterech, więc chyba dobrześmy się bawili? :) Ja na pewno, przecież z tego całego napięcia machnęłam kilka kieliszków więcej i świat stał się taki piękny ;D

Dziś natomiast świętowałyśmy z mamą u babci. Miałyśmy nadzieję, że unikniemy tłumów, ale gdzie tam. Byli WSZYSCY, łącznie z psem! Dostałam kilka razy śmigustówką po głowie, dobrze chociaż, że jamnik się na mnie nie zesikał. Ogólnie miło. Tylko pies jakiś nadpobudliwy, ale to chyba normalne jak się ma 3 miesiące. Najlepszym momentem rodzinnego spotkania było zdanie babci: „Ale Asia przecież wcale nie jest chuda! Nie jesteś szczupła, dziecko!” Hmm…nie wyglądało mi to na prima-aprilisowy żart, ale jeśli nim był, to był bardzo okrutny. W każdym razie podziękowałam babci za komplement, a jak wróciłam do domu, to wpieprzyłam połowę blaszki sernika. Tak na przekór. 

I muszę MUSZĘ się pochwalić, że udało mi się dziś obudzić S. wylewając na niego kubełek z zimną wodą. Ciul z tym, że 3 godziny pościel suszyłam, warto żyć dla takich chwil, bo nie wiem, czy jeszcze kiedyś zobaczę go tak podskakującego i oszołomionego :D Jestem paskudna xD

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS