RSS
 

Archiwum - Marzec, 2013

Bałwany wielkanocne.

31 mar

Ever worry that it might be ruined?
Does it make you wanna cry?
When you’re out there doing what you’re doing
Are you just getting by?
Tell me are you just getting by, by, by?

 

Marzec. 
Miesiąc do szczęśliwych ogólnie nie należał. Ale na pewno dużo się działo: wyjazd do Zakopca, rezygnacja z pracy, weekend w Sztokholmie, zmiana dentysty… Zaczęłam nawet b i e g a ć! No poważka! Nastąpił przełom w mojej aktywności fizycznej i bardzo byłam dumna z dwóch wieczorów, kiedy wskoczyłam w adidaski i wyruszyłam na krakowskie chodniki ;D Niestety pogarszające się ostatnio warunki pogodowe uniemożliwiły mi kontynuację mojego sportowego trybu życia, a każdy doświadczony biegacz wie, że pogoda musi być dobra, podłoże odpowiednie etc. No trudno, tego nie przeskoczę. :D
W każdym razie ogłaszam zakończenie *ujowego miesiąca marca, następne tygodnie m u s z ą być lepsze.

Tymczasem święta. Dziś mamy spotkanie rodzinne przy stole. Tak się denerwuję, że aż muszę sobie coś mocniejszego chlapnąć (już teraz), bo na trzeźwo to ja nie uniosę tego przełomowego momentu jakim jest przyprowadzenie do domu chłopaka na święta… ;P
Na dodatek temat śniegu nie schodzi z tapety i w sumie mnie to nie dziwi, bo takich cudów o tej porze roku to jeszcze nie widziałam. Powiem szczerze, że ta zimna zaczęła mnie już przytłaczać, bo ileż można machać łopatą przed podwórkiem, ubierać się jak na Syberię i brodzić w pośniegowej chlapie? Nieskończenie wiele – najwyraźniej. Z drugiej strony tak sobie myślę, że ta długa zima musi być jakimś znakiem. Może trwa tak długo, żebym się wreszcie zabrała za pisanie pracy magisterskiej? Bo przecież jakby było ciepło i słonecznie, to raczej bym w domu nie siedziała. A tak siedzę i nie piszę ;D Logiczne.

 

P!nk

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Powoli. Małymi kroczkami.

25 mar

T: Halo, słucham?
J: (szeptem) Tato, to ja…
T: Co tak cicho? Mów głośniej!
J: Nie mogę… Tato… bo ja jestem na imieninach.
T: Jakich imieninach?
J: Wujka Zbyszka.
T: Ty nie masz wujka Zbyszka…
J: No ja nie. Ale S. ma. I tato…ja się wstydzę, nie wiem jak mam się zachowywać.
T: No jak to jak? Tak, jak żeśmy cię z matką nauczyli.
J: Aha… ale ja bym jednak chciała, żeby oni mnie tu jeszcze kiedyś zaprosili… :D

 

Byłam wczoraj na imienianach  j e g o  wujka. Wyobrażacie sobie?! Ja! Czy to normalne zabierać swoją dziewczynę na rodzinną imprezę po ponad sześciu latach bycia w związku? A może to nienormalne, że dopiero teraz?! No nic, klamka zapadła, jak już mnie zobaczyli, to już zostanę na zawsze :D. Nawet nie miałam czasu się postresować całym tym wydarzeniem, bo S. wziął mnie z zaskoczenia. Muszę jednak przyznać, że było bardzo sympatycznie i mogę tam jeździć już do końca życia. A  j e g o ciocia Alinka jest najlepszą ciocią jaka chodzi po Ziemi :). 

Minimalnie się uspokajam jeśli chodzi o tamtą sprawę. I zaczynam myśleć troszkę inaczej. Lepiej. Choć jeszcze bardzo niepewnie. Bo wystarczy lekki podmuch wiatru, zbita szklanka, przesolone ziemniaki, albo rzucone mimochodem pewne imię, a już muszę biec do łazienki. Ale wcześniej w ogóle z niej nie wychodziłam, więc jest już lepiej;D. Mama zastanawia się nad zabraniem mnie do psychologa. Bez nacisku. Jak będę chciała. I tak sobie myślę, że to pomysł nie najgłupszy, bo przecież gorzej mi już chyba być nie może? A jak może być lepiej, to czemu nie..?

 

‚Zawsze jest coś, czego nie powinno być.’

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Chora z urojenia.

22 mar

Choć właściwie była szczęśliwa,
to w głębi duszy
dręczył ją trudny do wyjaśnienia niepokój.

 

Nie mam ochoty o tym pisać. Wcale. Ale muszę to gdzieś zanotować, żeby później do tego powrócić i przypomnieć sobie, jak było mi cieżko. I jak mam już NIE robić. Prawie miesiąc temu całe moje jestestwo owładnęła pewna zła myśl. Myśl ta pochłaniała 90% czasu, który miałam przeznaczony na myślenie o tym, co naprawdę ważne, więc generalnie zdominowała ona wszystkie inne myśli. Pozostałe 10% mojego czasu stanowiła próba zaprzestania myślenia o tej myśli. Bezskutecznie. Jestem na siebie zła, że doprowadziłam się do takiej zapaści psychofizycznej w jakiej byłam przez trzy ostatnie tygodnie. Ale nie do końca bezpodstawnie… Wciąż wyrzucam sobie, że potrafiłam nie jeść, nie spać, wylewać litry łez, opuszczać zajęcia i nadwerężać i tak już szwankujące zdrowie z powodu sprawy, na którą nie mam wpływu. Tzn jakiś tam wpływ mam i wydaje mi się, że ze swej strony zrobiłam wszystko co w mojej mocy, by później nie wypominać sobie, że nawet nie otworzyłam buzi, nie próbowałam walczyć. Wiem, że potrzebna mi pomoc i wsparcie, a ci, od których tego najbardziej potrzebuję – już działają ;*

Jeśli rozmowa uzdrawia, to ja teoretycznie powinnam już stanąć na nogi, ale i tak wiem, że przede mną jeszcze długa droga…

 

‚Niepokoją nas nie rzeczy, lecz nasze mniemania o rzeczach.’

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Zawsze jest za późno, żeby się poddać”

19 mar

- Joanna K.

No to oficjalne hasło weekendu w Sztokholmie mamy wybrane ;D

 

Weekend na Północy był niesamowicie intensywny. Trzy doby chodzenia i deficyt snu chyba jeszcze odbijają się na moim samopoczuciu i zdolności myślenia. A może to co innego? Anyway… razem z D., K. i M. miło spędziłyśmy czas spacerując i p a t r z ą c. Bo na Sztokholm się patrzy. Delektuje. Przeżywa. Wszystkie wakacyjne wspomnienia powróciły, a ja cały czas łapałam się na tym, że buzia sama mi się uśmiecha : ).

Co się tyczy hostelu, to… był w centrum. I to chyba jedyna jego zaleta ;D. Ale kto by tam patrzył na klaustrofobiczne katakumby bez okien, w których nogi można wyciągnąć jedynie wzdłuż łóżka, bo w poprzek pokoju było to raczej niemożliwe ;D Zaprawdę naprawdę miałyśmy to gdzieś, byłyśmy przecież w Wenecji Północy! Goście hostelowi byli natomiast jacyś niemrawi. Wiekszość dnia i nocy (!) wegetowali na fotelach przed tv, popijając sobie piwko i wydając z siebie od czasu do czasu coś w rodzaju słów :D Podejrzewam, że my – biegające w tę i nazad z ręcznikami, kosmetyczkami, suszarkami i jedzeniem – stanowiłyśmy dla nich zjawisko co najmniej kuriozalne. W każdym razie hostel był w centrum :)

Nasze walizki okazały się workami bez dna i naprawdę nie wiem, co musiałybyśmy tam jeszcze wpakować, by przekroczyły dopuszczalne 10kg. Wszystko już w nich miałyśmy, a najwięcej to książek i czekolad. Czyli standard.

O cenie wiśniówki na bezcłowym, kompletnym braku ogranizacji na Okęciu, stewardzie Miguelu, przewidzianej kontroli biletów w tunnelbanie i moim grzebaniu w kontenerze raczej wspominać nie będę, bo kto był, ten wie :D

 

P.S. Sztokholm zawsze spoko.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zapobiegać czy leczyć?

14 mar

Nigdy nie możemy być do końca pewni.
Niczego.

 

Staję tu w obronie człowieka myślącego, dając mu jednocześnie wotum nieufności, bo przecież nigdy niewiadomo, co strzeli mu do głowy. W całym obecnym bałaganie moich myśli nie tracę nadziei i wierzę. Wierzę w szczerość i wierność. Mimo wszystko. Wierzę, że jeśli człowiek postawi sobie granice, to żadna siła nie spowoduje, by te granice przekroczył. Wytyczenie granic jest często podstawą, rzeczą najpierwszą, czymś czego się trzymamy, do czego się odnosimy, do czego wracamy. Wierzę, że gdy człowiek zna uczucia bliskiej mu osoby, to w imię miłości do niej potrafi iść na ustępstwa. Że może nawet nie do końca rozumie, ale w gruncie rzeczy wcale nie musi rozumieć, by czynić tak, jak pragnąłby ten drugi. A to cholernie trudne. Wierzę dalej, że człowiek myślący ma swój rozum i często z niego korzysta. Odróżnia dobro od zła. Wierzę jeszcze w słowo mówione, wierzę, że nie trzeba wszystkiego spisywać, by później udowadniać sobie kto miał rację. Najlepiej w ogóle nie udowadniać. Wierzę w obietnice. Trzymam się ich kurczowo, bo obietnica jest dla mnie najważniejszą formą zapewnienia, jest silna jak pakt przypieczętowany krwią. Wierzę, że jeśli ktoś składa mi obietnicę, to gotów jest zrobić wszystko, a nawet więcej, by jej dotrzymać. Składanie obietnic na odczep się i dla czystego sumienia pogarsza sytuację tak bardzo, że nie widać już nawet tej garnicy, cośmy ją sobie wytyczyli…

Wierzę, że ludzie potrafią się dogadać, jeśli tylko dobrze zaczną…

Wierzę. A życie pokaże czy jestem naiwna…

 

P.S. Sztokholm, trzymaj się, nadjeżdżam!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Koniec dowodzi czynów.

13 mar

A więc stało się
i odchodzisz…

 

A więc stało się i odeszłam. Rzucanie pracy jest frustrujące jednak. Człowiek nie do końca wie co powiedzieć, jak się zachować. Rozwodzić się na temat minionych czterech miesięcy? Rozczulić się? Zachować pokerową twarz? Wyjść po angielsku? :D Poszło mimo wszystko bardzo gładko i w przyjaznej atmosferze. Dostałam nawet prezent od teamu (!), co było już ostatnim krokiem do mojego płaczu :P A Baśka powiedziała mi na ucho, że czasem za mną zatęskni, ale żebym się tym za bardzo nie podniecała, bo poprzez moje odejście będzie miała wreszcie święty spokój :D.

A więc znów jestem bezrobotną studentką na utrzymaniu rodziców i S. Nie mam planu na życie. A właściwie to mam, ale jest nie do zrealizowania. Zawsze będą jakieś bariery…

 

Piosnka.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nim stanie się zło…

09 mar

…i będzie już za późno.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

…to take you out of this palce.

04 mar

wędrować szlakami.
grać w ‚jakie to zwierzę?’
wino pić. piwo pić.
dobrze zjeść.
zagrzać stópki przez indukcję.

 

Oficjalnie oświadczam, że to był najlepszy weekendowy wypad od niepamiętnych czasów. Mam po nim jakąś taką zajawkę na górskie wędrówki. I na bieganie! I na zakup odzieży sportowej z prawdziwego zdarzenia.
I plecaka! W najpierwszej jednak kolejności zainwestuję w Isostar w tabsach wielkości krążka do hokeja. Będę je rozpuszczać w bidonie z przegotowaną wodą. Nie można oczywiście pominąć batonów białkowych i innych proszkowych aminokwasów. Słodki Mojżeszu, w co ja się przeistaczam?!

Odpoczęłam. A teraz od nowa. Ta karuzela nigdy nie przestaje się kręcić. Nie mogę wysiąść…

 

P.S. Legenda głosi, że ten, kto nie odgadł żaby w zabawie w zwierzaki, sam się w nią zamieni :P

 

‚pan płaci, pani płaci, wszyscy płacimy.
i co? i nic nie ma.
i robić nie ma komu.’

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS