RSS
 

Archiwum - Luty, 2013

Dzień, w którym zaplanowałam morderstwo.

28 lut

…jeśli napiszę kiedyś książkę,
to taki właśnie będzie miała ona tytuł.

 

Książkę napiszę raczej za kratkami, a trafię tam na pewno, bo przecież zbrodnia doskonała i moja niegramotna osoba nie idą razem w parze. Ja popełniając ten karygodny czyn, jakim jest odebranie życia bliźniemu, przez pomyłkę zostawiłabym jeszcze na miejscu zbrodni kartkę z napisem „Tu byłam. Asia K. W razie wątpliwości dzwonić. Numer telefonu”. A zatem siedząc w więzieniu, do którego K. będzie mi przesyłać pilniki w torcie, opiszę sytuację, która spowodowała, że moje życie obróciło się w piekło. Sytuację, przez którą nigdy już nic nie będzie tak, jak dawniej.

Przeżywam aktualnie najgorszy tydzień od ponad dwóch lat, a wiem, że to dopiero początek. Nie zachowuję się normalnie, nie myślę racjonalnie. Łapię się na tym, że boję się swoich myśli : o. A gdy dziś przyznałam się szefowi dlaczego spóźniłam się do pracy godzinę(!), i co robiłam w tym czasie, to zapytał, czy aby nie potrzebuję konsultacji u psychiatry. Potrzebuję. Oczywiście. Zdecydowanie. Tak. Bo dziś przeszłam samą siebie…

Recz jasna przydałoby mi się trochę wsparcia, ale trudno tu prosić ludzi o coś, co zafunduje im bilet do ciupy, pasiaste geterki, prysznic raz na tydzień i brak dostępu do neta.


Zatem siedzę z rozmajganą psychiką i zastanawiam się jak długo i jak bardzo będzie mnie to jeszcze boleć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie ma nieba nad Krakowem.

17 lut

Chyba już nigdy nie będzie lepiej,
nie będzie dobrze, więc się nie śpieszę…

 

Weekend w domy był bardzo sympatyczny. Byłam u fryzjerki, która wykosiła mi połowę włosów, bo przecież każdy fryzjer tak robi, gdy się go prosi o podcięcie końcówek. Zauważyłam, że fryzjerzy już tak mają, dla nich bez sensu jest tępić nożyczki na końcówkach, oni mając cudze włosy w rękach są nieobliczalni, myślami są w innym wymiarze, w swoim chorym świecie :D. ‚Nie po to żeśmy się uczyli na rzemieślników, żeby sobie teraz nie poużywać’ – zdaje się być hasłem Międzynarodowego Związku Fryzjerów. No ale nic… włosy odrosną i nie może być aż tak źle skoro dotychczas tylko dwie osoby powiedziały mi, że wyglądam jak chłopaczysko :o

Byłam też na zakupach. Takich większych. A jeśli na większe zakupy, to tylko na Śląsk, chociaż podobno to jeszcze Zagłębie, w każdym razie dla mnie to jeden wielki magazyn ubraniowy :) Chodząc od sklepu do sklepu uświadomiłam sobie trzy rzeczy: nie byłam na zakupach od sierpnia(!), szkoda mi pieniędzy na ubrania(!) i nic mi się nie podoba! Do tego doszły kolejne przemyślenia: nie mam nowoczesnych gadżetów, bałabym się obsługiwać tableta, iphone to dla mnie czarna magia, niedługo muszę wymienić moją starą Nokię na coś bardziej reprezentatywnego. Odczuwam wewnętrzny strach przed nowinkami technologicznymi. Co będzie później? Wyrzucę do kosza suszarkę i prostownicę, jedzenie będę trzymać na balkonie zamiast w lodówce? Jednym słowem zamieniam się w amisza…

Nie mogę już oddychać tym krakowskim powietrzem. Głowy już nawet nie podnoszę, bo wiem, że w górze zobaczę jedną wielką szarą plamę. Słońce nie przebiło się przez nią od kilku dobrych tygodni. A wystarczy wyjechać z miasta, żeby przypomnieć sobie, że świat jest kolorowy… W tym temacie: widziałam ostatnio akcję na fcb, taki apel skierowany do władz Krakowa, aby przegonili smog. Da się tak…?

Biję się z myślami. Wieloma. I nie idzie mi najlepiej. Już niedługo, coraz bliżej…


M: A jak tam pisanie pracy magisterskiej?
J: Nijak.
M: A co? Jakieś problemy są?
J: Tak, jeden. Nie chce mi się…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

The girl who sailed around her soul.

15 lut

T: Klikamy, klikamy!
J: No tak, klikamy!
T: Asia, a w co ty klikasz?
J: No nie wiem, ale wszystkim mówisz, żeby klikali, to ja też zaczęłam… :D
T: :D :D :D …ale przecież ty nie masz Toola… przestań juz klikać, bo umrę!

 

Na walentynki dostałam od szefa Toola. Tool to taki program, który rejestruje każdą minutę mojej pracy. Jest zajebiście skomplikowany, ale w tej firmie wszystko jest skomplikowane, a do tego urgent. Minie wiele dni, zanim nauczę się go obsługiwać. W czwartek na przykład zapomniałam zaznaczyć, że wróciłam z przerwy i mój Tool zarejestrował, że byłam na niej cztery godziny. Po czym w piątek przychodząc do pracy w ogóle zapomniałam go odpalić, więc na raporcie u szefa widnieje, że wcale w niej nie byłam :D Jestem do niczego.

Czy tylko ja się jaram całą tą papieską abdykacją? Wygląda na to, że tak. No luuudzie, jesteśmy świadkami historycznych wydarzeń na Stolicy Piotrowej, za kilka dni nasz Kośćiół będzie bez przywódcy, później zobaczymy biały dym : ), a niektórzy podchodzą do tego tak, jakby co tydzień słyszeli „Habemus Papam”. Dziwię się, że jeszcze nie dzwoniła do mnie babcia. Ani jedna, ani druga. A szkoda, bo chętnie bym podyskutowała :)

Mam tyyyle posesyjnych planów, że głowa mała! Nie wiem od czego zacząć, ale najpierw to się chyba porządnie wyśpię. Nadrabiam zaległości serialowe też. I stała się rzecz okropna: jesteśmy już z Anią tak przyzwyczajone do jedzenia posiłków z włączonymi Przyjaciółmi w tle, że nasze żołądki nie potrafią normalnie trawić, gdy serial nie jest odpalony. Mamy odruch Pawłowa! :D

Tak to już jest, że ludzie odzywają się do mnie tylko wtedy, gdy czegoś chcą. Albo gdy im się akurat nudzi. Natomiast na moje apele lub pytania odpowiadają półsłówkami. No to ja, idąc za ciosem, także spróbuję żyć według zasady miej wyjebane, a będzie ci dane. O, już zaczęłam! Ciekawe czy coś zyskam, ale coś w tym musi być, bo niektórzy zbijają na tym fortunę.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Best day, worst day.

10 lut

L: Woli pani zastrzyk, czy kroplówkę?
J: Zastrzyk! Kroplówkę! Nie, zastrzyk! Albo kroplówkę może lepiej…
L: Ona tak zawsze? Toś se pan kobietę znalazł…
X: No…często. Ale to nie moja kobieta.

 

Trochę mnie nie było. A trochę się działo.
Dziś o 19:35 wraz z wysłaniem pracy egzaminacyjnej do Jona zakończyłam sesję zimową 2012/13 :) .
Tzn. miejmy taką nadzieję, ale Jon nie ma w zwyczaju udupiać. Rzadko się nawet zdarza, że czyta te nasze prace, jednak przezorny zawsze ubezpieczony. Pozostały jeszcze dwa egzaminy z hiszpańskiego, z którego raczej no hay problema, ale jak wszyscy wiemy – życie zaskakuje. Koniec sesji oblewam właśnie herbatką miętową, bo na wszystko inne mam na razie odgórnego bana. Ale przyjdzie taki dzień, a przyjdzie na pewno, że odbiję sobie za cały ostatni miesiąc wyjęty z życia.

W piątek około południa udało się pewnemu klientowi doprowadzić mnie do płaczu. Mailowo!!! Jak się można domyślić – nie były to łzy radości, chociaż z jego głupoty pozostaje się już tylko zaśmiać. U mnie poszło to niestety w drugą stronę i sama sobie pokazałam, że jestem słaaaba ;/. Chyba nie wyrobiłam w sobie jeszcze takiej obojętności i olewackiego stosunku do klienta, którym mogą się pochwalić inni i dzięki temu na pewno lepiej im się żyje. No nic, ważne, że miałam osobę, do której mogłam zaesemesować i zadzwonić, by uzyskać odrobinę wsparcia, to najważniejsze (zdanie to aż rąbie po oczach ironią, chyba każdy dostrzegł :)).

Od kilku dni podnosi nam się z Anią ciśnienie i serce zaczyna dziwnie kołatać, gdy słyszymy charakterystyczne ciężkie kroki na klatce schodowej. A to wszystko po czwartkowym poranku, godz. 6:30, gdy ktoś nacierał nam na drzwi wejściowe waląc w nie pięściami. Zaręczam, gdybym była sama, to zrobiłabym pod siebie leżąc na łóżku. O-oł… no tak, dziś nocuję sama, zajebiście. Tylko czekać aż ktoś przyjdzie ze szpadlem i da upust emocjom na mnie za grzechy poprzednich lokatorów…

Skończyłam dziś oglądać Przyjaciół. Dziesiąty raz całe dziesięć sezonów. Ask me anything! :D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS