RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2012

Najsmutniejsze w Szwecji są pożegnania.

31 sie


W wieczornej ciszy, w świetle gwiazd,
Ostatni uścisk rąk…


Trzydziesty pierwszy sierpnia. Dwa miesiące temu nie miałam pojęcia jakie emocje zawładną mną pod koniec lata - gdy będę opuszczać mury Siggebo. Byłam wystraszona, nie wiedziałam jak rozmawiać ze starszymi ludźmi, czułam się niepewnie za każdym razem, gdy tylko miałam powiedzieć coś po szwedzku. Wszystko niepotrzebnie. Dziś już wiem, dziś po raz ostatni wdziałam na siebie uniform, by służyć obczyźnie.
Mimo tego że ostatnie trzy dni pracowałam na innym dziale, to były to najbardziej wzruszające dni podczas całego pobytu. Te trzy dni zweryfikowały wszystkie relacje pomiędzy mną a koleżankami i kolegami, z którymi pracowałam dwa miesiące. Bycie ‚nową’ i najmłodszą oznaczało same zalety, naprawdę ciężko mi doszukać się wad. Z każdym problemem mogłam się zwrócić do którejś z koleżanek, zawsze znalazł się ktoś, kto martwił się czy dostałam wypłatę, czy mam czym zapłacić za mieszkanie, czy nie jestem przypadkiem chora, czy mam co jeść, czy potrzebuję godzinnej drzemki na sofie po imprezowej nocy :D. Można powiedzieć, że byłam tu pod opieką ośmiu rodziców :). Wczoraj wzruszyłam się ogromnie, gdy po dniówce na D0 przyszłam na mój dział, wyglądałam jakbym cały dzień orała pole i Merhef od razu zaproponował mi obiad. Siedliśmy z nim i z Senait, zjedliśmy obiad, który nam się nie należał :P i… rozmawialiśmy tak półtorej godziny. O życiu. Dzisiaj natomiast ja wzruszyłam cały personel listem pożegnalnym i czekoladkami:). W przerwach na D0 przybiegałam do moich i pękałam ze śmiechu, bo na dniówce były akurat dwie największe artystki :D
O tym, że trochę się popłakałam przy pożegnaniu (szczególnie z Estelle) mówię Wam na ucho. Ja wiem, że może wygląda to tak, jakbym żegnała się z miejscem, w którym pracowałam dziesięć lat, ale ja naprawdę zżyłam się z tymi ludźmi. Jest jeszcze masa historii, do których będę tu wracać, ale to przyjdzie z czasem… :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sztokholm.

28 sie


To jest moje niebo, ledwie ponad ziemią.
Moje przejaśnienia wśród burz.
To jest moje niebo. Nie chcę mieć innego.
Blisko mi do niego.
Tuż, tuż…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czas na wódkę.

26 sie


- Cześć Johanna, co tam u ciebie?
- Aaaa nic szczególnego, dostałam dziś autograf od Andreasa Wilsona.
- Cooo? Opowiedz jak to wyglądało!
- Podgrzewałam sobie akurat obiad, więc zastał mnie z głową w mikrofalówce. 
  Na dodatek biadoliłam, że kurczak jak zwykle jest za mało słony. A potem
  się jakoś potoczyło…
  

:)))

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

One woman is not enough.

25 sie

Fałszywie.
Kłamliwie.
Zdradliwie.

Jestem głucha na zawołania.
Przestałam też ufać.
Za jedną można tęsknić,
drugą mieć pod nosem.
Flirtować.
Dobrze mieć furtkę, oczywiście.
To już nie ten sam Ty.

Ciągle informują mnie. Oni.
Wszystko widzą.
Nie chcę tych raportów.
Nie mogę się tak wkurwiać, bo później robię rzeczy, których żałuję.

Nawet nie musisz dawać znać na którą się zdecydowałeś.

Może od razu idź z nią do łóżka?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Starość.

21 sie

Ktoś kiedys ogłosił, że starość jest brzydka i wszyscy mu uwierzyli.
Mnóstwo jest takich wzorców, którym się bezmyślnie ulega.

To niewiarygodne jak dużą radość sprawia mi praca w domu spokojnej starości. Chociaż spokojnej starości to ci pensjonariusze nie mają – zwłaszcza, gdy ja jestem na dniówce :D. Weźmy na przykład takiego Ingemara, który uwielbia jeść. Lunch pochłania w 3 minuty, prosi o dokładkę, a jak ktoś coś zostawi na talerzach, to pyta, czy może dokończyć. Kilka dni temu wkręciłam go, że przespał porę lunchu i że musi czekać 3 godziny na obiadokolację. Uwierzcie lub nie – prawie byłam przyczyną zawału. Ingemar dostał takich spazmów, że myślałam, że zjem sobie rękę ze śmiechu :D Boże, jestem podła :D
Następna jest Karin, która zawsze prosi o herbatę z mlekiem do pokoju. Często jednak sama o tym zapomina. Kiedyś w natłoku pracy umknęło mi, że wysłała mnie po tą hebatę, więc zaniosłam jej ją z trzygodzinnym opóźnieniem, na co ona: Johanna, ty jesteś tu najbardziej zorganizowana ze wszystkich! Nawet się jeszcze ubrać nie zdążyłam, a Ty wracasz z herbatą! na co ja:
aaa.. akurat była zagotowana woda…:D
No i Estelle, moja ulubiona babcia :) Nie ukrywam, że witamy się jak stare przyjaciółki z jednego podwórka, albo jeszcze milej :). Trzy dni temu pipczy nam w dyżurce alarm, że Estelle potrzebuje pomocy. No to biegnę, lecę, pukam do drzwi, nie widzę nikogo w pokoju więc krzyczę: hej, moja mała księżniczko, co tam?! I w tym momencie zza filaru wyłania się pewna pani, która wybucha śmiechem na mój widok (tudzież słodkie powitanie): a ty pewnie jesteś Johanna. Moja mama ciągle o tobie mówi! I tak oto poznałam mamę (później także tatę) Andreasa-aktora. Poznałam jego rodziców, j e s t e m  c o r a z  b l i ż e j :DDD

Chciałam jeszcze dodać, że domy seniora nie są w Szwecji takim tematem tabu, jak w Polsce. Tutaj oddanie krewnego pod opiekę takiej instytucji oznacza dokonanie najlepszego dla wszyskich wyboru, oznacza troskę i świadomość, że będzie mu/jej tam dobrze. To najnormalniejsza w świecie kolej rzeczy. Rodziny odwiedzają pensjonariuszy kilka razy w tygodniu, przyjaźnią się z personelem i nikt tu nikogo nie nazywa samolubem. W Polsce natomiast lepiej powiedzieć znajomym, że mama/tata/babcia/dziadek nie żyją, niż przyznać, że oddało się ich do domu starców. No chyba, że chce się być nabitym na pal chamem i prostakiem. U nas za takie coś rozszarpuje się żywcem. Twoja mama opiekowała się tobą całe życie, jak możesz ją tak po prostu usunąć ze swojego życia? Jesteś taki wygodny! Poczekaj sam, życie pokaże… Ehh, te zderzenia kultur.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Obecnie boli mnie wszystko.

18 sie


J: Tylko popatrz, M., jak ja pracuję. Co za idiota stworzył mój grafik?
M: Właściwie to… ja układam wszystkie grafiki.
J: Yyy, hehe, naprawdę? Kurcze, Ty to masz łeb! :D


Trudno mi ogarnąć wydarzenia dwóch ostatnich dni i nawet nie będę tutaj próbować. Chcę po prostu zapamiętać, że to było szaleństwo i czuję, że odbije się ono na moim zdrowiu. Nie mówiąc już o sumieniu. Ośmiogodzinna faza bez kropli alkoholu. Leżę i dogorywam. Za każdym razem, gdy się rozbieram, odkrywam nowego siniaka. Skąd, pytam, skąd?

Wciąż szukam.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

‚I know places’ :D

15 sie


Kilka dni temu uświadomiłam sobie, że w wolnym czasie to zawsze tylko Sztokholm i Sztokholm. A przecież mieszkam na wyspie i to ją w pierwszej kolejności powinnam mieć w małym placu. Wyruszyłam zatem na zwiedzanie Lidingo. Była godzina 19 :D, więc nie chciałam się o tej porze i to za pierwszym podejściem porywać na drugi koniec wyspy. W dodatku nie miałam mapy. Moim celem było jezioro, które znajduje się niecałe 2 kilometry ode mnie, a dokładnie to 3 ulice dalej :D. Przestudiowałam mapę na internecie i wsiadłam na rower. W plenerze wpadłam na genialny pomysł jechania od przystanku autobusowego do kolejnego, bo tak wydaje mi się najbezpieczniej i najrozsądniej. Na pewno trafię. Wyobraźcie sobie – jadę, pedałuję – a tu żadnego jeziora! A jadę już dobre 30 minut! Mijam kolejne przystanki, jestem w lesie (dosłownie i w przenośni), zza drzew czają się dziki. Mija kurwa godzina, a ja nadal pedałuję. Dwa kilometry nie mogą być aż tak długie, nawet jeśli są to szwedzkie kilometry, pomyślałam. W końcu zapytałam kogoś gdzie znajduje się jezioro i okazało się, że jestem już od niego rzut beretem. I wiecie co? To była prawda:)! No to dojeżdżam, zsiadam z roweru, odpoczywam, moczę nogi, robię zdjęcia, cieszę się, że udało mi się dotrzeć tam, gdzie zaplanowałam. Chciałam nawet objechać całe jezioro (i w jednej trzeciej mi się to udało), ale zaczynało się ściemniać, więc wolałam nie ryzykować. Wróciłam do domu i spojrzałam na mapę… Dotarłam kurwa nie nad to jezioro, nad które jechałam. To leży jakieś 5 kilometrów dalej i trzeba się nieźle napocić, żeby znaleźć do niego drogę. Naprawdę? Oczywiście pojechałam okrężną :D O ironio, dziś na spacerze natknęłam się na tablicę informacyjną, przy której była cała skrzynka darmowych map po Lidingo… Jaki wniosek z tej wyprawy? Zawsze weź do plecaka kanapki w razie głodu i nóż w razie dzików.

Co to się dzieje na tym świecie w internecie?! Zaraz zmienią mi design bloga bez mojego przyzwolenia, już zmienili mi tablicę na fejsie na jakąś pożalsięBoże oś czasu, nie działają mi filmiki na youtube, a komp uruchamia się z prędkością światła. Nie wspomnę już o tornadzie w mojej polskiej wiosce i tym, że rodzice nadal nie przygarnęli żadnego kota. Niedługo się dowiem, że w ogóle mnie stamtąd wymeldowali, a mój zdaje-się-jeszcze-chłopak jest zaręczony z jakąś Góralką. Yay!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie zdążę.

12 sie

Czas mija powoli,
kiedy czeka się na odpowiedź.

Mam przed sobą jeszcze ponad trzy tygodnie w Szwecji, a już teraz wiem, że nie zdążę zobaczyć wszystkiego, na co się napaliłam. Nie zdążę. Syndrom braku czasu dopada mnie przy planowaniu każdej wyprawy na miasto. Powinnam wykorzystywać każdą wolną chwilę na zwiedzanie, robienie zakupów, robienie zdjęć, a ja tymczasem o d p o c z y w a m po ciężkim dniu w pracy. Nawet teraz powinnam nie jeść śniadania, tylko wsiąść na rower i popedałować tam, gdzie mnie jeszcze nie widzieli.
Byłam wczoraj na Vasastan i oczywiście pojawił się ten sam problem, który pojawia się przy zwiedzaniu kolejnej dzielnicy Sztokholmu: oBoże, TUTAJ muszę zamieszkać. Stwierdziłam, że najlepiej będzie mieć mieszkanie w każdej dzielnicy, a na Sodermalmie to nawet dwa! Mężu-Miliarderze, gdzie jesteś?

Miałam tylko podlewać kwiatki. Nic więcej. Jednak gdy Jonas poprosił mnie o to na początku mojego pobytu, to nie wiedział jeszcze, że u mnie w domu mam odgórny zakaz zbliżania się do wszystkiego, co jest w doniczkach. Rośliny czują, że ich nie lubię, że nie wiem jak się nimi zająć i chcąc pokazać jaka jestem dla nich zła – usychają. Tak też się stało tutaj. Jonas miał na parapetach bujny kwiatostan, teraz natomiast pozostały tylko kikuty. W te upały podlewałam je co dwa, trzy dni a one tak po prostu umarły. Rozumiecie, że nawet kaktusy nie przeżyły mojej pielęgnacji? W panice przed przykrymi konsekwencjami mojej nieudolności zadzwoniłam do kobiety, dla której rośliny to trzecie dziecko, dla której ogród stanowi najlepsze pole do popisu, która zapomina o bożym świecie gdy zajmie się sadzonkami, która nie wie co to internet i jak się w nim poruszać, ale o badylach wie dosłownie wszystko. Zadzwoniłam do mojej mamy. Jest sposób – kupić nawóz do roślin kwitnących. Nie wiem, czy te można jeszcze nazwać kwitnącymi, ale spróbuję szczęścia. Trzymajcie kciuki!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

If I am a river, you are the ocean.

06 sie


S: Gdzie się wybieracie na to piwo, dziewczyny?
M: Myślałyśmy o Soft Barze na Malmskillnadsgatan.
S: Na Malmskillnadsgatan? Niedawno oglądałam reportaż o tej ulicy. Najwięcej prostytutek tam jest…
M/J: :o :D:D:D

Update:
Byłam na Paradzie Równości! Słodki Jezu, co to się nie działo, czego tam nie było! Koleżanki wypuściły mnie z pracy dwie godziny wcześniej, żebym sobie pojechała i popatrzyła na gejów i lesbijki paradujących w takich przebraniach, że głowa mała! Wszędzie były ciężarówki, na których wyżej wymienieni manifestowali swoją orientację seksualną, pomysłowość i… talent krwiecki :D. Pochód ciągnął się w nieskończoność, było chyba z milion ludzi, a gdy już odnaleźliśmy się ze znajomymi to… dołączyliśmy do parady :D. Tańczyłam nawet z idealnie wypielęgnowanymi golasami, ale co ja wam będę opowiadać :D. Mama nie za bardzo chciała przyjąć do wiadomości mojego uczestnictwa w tym wesołym wydarzeniu, tacie natomiast w ogólę o tym nie wspomnę. W trosce o jego zdrowie :).

A teraz o tym jaki świat mały i zabawny: dwa tygodnie temu oglądałam z moimi fińskimi znajomymi film Zło (szw. Ondskan). Oglądałam go już chyba dwudziesty raz, bo należy do tych filmów, które nigdy mi się nie znudzą. :D. Uważam go za majstersztyk i naprawdę gorąco polecam. Trzy dni temu szperałam w szufladach mojej ulubionej babci – Estelle – w poszukiwaniu suszarki do włosów. Zamiast suszarki znalazłam zdjęcie pewnego mężczyzny. Rozpoznałam go natychmiast, widziałam go przecież ponad dwadzieścia razy… Jednak dla pewności zapytałam Estelle kim jest ów przystojny młodzieniec. „To Andreas Wilson, mój wnuk. Może go kojarzysz, on grał główną rolę w filmie Ondskan…” Może go kojarze?! Był obiektem moich westchnień na pierwszym roku studiów! A teraz codziennie opiekuję się jego babcią! Trzeba było widzieć mój wybuch radości połączony z podnieceniem i n a k a z e m zaproszenia go w ciągu najbliższego miesiąca. Muszę go poznać! Teraz codziennie rano przed pracą myję włosy i mój makijaż jest jakby staranniejszy, bo kto wie… :D

Czy to źle, że z każdym dniem podoba mi się tu coraz bardziej?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

These feelings won’t go away.

03 sie

Ostatnio wspominałam, że odwiedzi mnie S. No i zrobił to :). Pokonaliśmy pieszo chyba połowę Sztokholmu podczas jego pobytu. W Skansenie spędziliśmy dobre trzy godziny. Później wypożyczyliśmy kajak i przepłynęliśmy taki kawał wody, że do dziś się dziwię, że nie odpadły mi ręce. Piliśmy wino na wybrzeżu i wódkę w parku w środku najbardziej odjazdowej dzielnicy miasta po zmroku :D. No i zdjęcia <3. Oczywiście byłam kapryśna i nie do wytrzymania, ale tak, to już leży w mojej naturze.  :)

Miałam też opowiedzieć o Jonasie. Jonas to właściciel mieszkania, w którym przyszło mi żyć te dwa miesiące. Zajebistość Jonasa jest jednak odwrotnie proporcjonalna do zajebistości mieszkania, no ale przecież nie mogę wymagać żeby wszystko było idealne. Eller hur? Jonas jest typowym Szwedem: rozwodnik z dwójką dzieci, ma dziewczynę, u której spędza większość czasu, z kranu leci mu kasa (niestety nie wtedy, gdy ja go odkręcam), ma dwa samochody, jacht i smartfona w każdej szufladzie w kuchni. Już pierwszego dnia pobytu poinformował mnie, że musi przemalować ściany w pokoju gościnnym, bo kupił nowe zasłony i chce, żeby wszystko do siebie pasowało. Tak, on dobiera kolory ścian pod kolory zasłon, nie można przecież iść na łatwiznę. Pokój został przemalowany trzykrotnie, bo Jonas to perfekcjonista w każdym calu i odcienie m u s i a ł y się zgadzać z barwami tulipanów na zasłonach. Ciekawe czym kieruje się przy zakupie samochodów :P Jest też bardzo nieufny w stosunku do mnie i mogę się założyć o cokolwiek, że za każdym razem, gdy wraca z delegacji, w duchu dziękuje Bogu, że go nie okradłam. A przecież to już miesiąc! Pod tym względem nie zalicza się do typowych Szwedów :P

A jutro jest w Sztokholmie Parada Równości i ja taaaaak bardzo chciałam iść w pochodzie, ale niestety pracuję :((( Lipa straszna, a miał być wielki coming out…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS