RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2012

Goście, goście.

24 lip


Morze przy zachodnim wybrzeżu Sztokholmu
NIE jest słone.
- sprawdziłam ja i D.

Myślę, że powinnam tu odnotować weekendowy pobyt Dreda w Sztokholmie :)
Bardzo miło było spotkać się z koleżanką ze studiów po siedmiu miesiącach rozłąki. Dred była bowiem na Islandii. W raju na Ziemi według niej… czemu nie zaprzeczam – patrząc wyłącznie na fotki i słuchając opowiadań. Pomyślę nad wyprawą na ów rajską wyspę gdy już wrócę z wycieczki po Stanach. Islandio, witaj za dziesięć lat :D Czas w STHLM spędziłyśmy spokojnie i z gracją. Żołądkowa Gorzka z plastikowej butelki po napoju witaminowym plus sok pomarańczowy pite na wybrzeżu pozostaną długo w mojej pamięci :) Dred kontynuuje swój pobyt w Szwecji na kursie językowym połączonym z literaturą. Ma tam dziwnych i nadambitnych Polaków, życzmy jej powodzenia. Ja tymczasem kontynuuję z przygłuchawymi Szwedami ;)

Za dwa dni przylatuje Seba. Już nie mooogę się doczeeekać :) Zaczęłam robić porządki w mieszkaniu, bo przecież wypadałoby, żeby zobaczył, że sobie radzę. Udowodniłam też rodzicom, że jestem mega samodzielna podczas gdy dyktowałam im całą listę tego, co mają podać S. :D Ojciec się prawie opluł ze śmiechu jak usłyszał, że potrzebuję szynkę, pasztet, kotlety, ryż i lakier do włosów… Ale co ja mam poradzić na ceny w tych sklepach? Sam mieszka w Norwegii, więc wie, że polski student ich nie przeskoczy…

Za miesiąc odwiedza mnie też mama. Pielgrzymki do Sztokholmu stają się coraz popularniejsze wśród polskich katolików :D Zapraszam, miejsca na rozbicie namiotu przed blokiem wystarczy dla każdego! :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jak u siebie. A może nawet lepiej :)

20 lip


Najtrudniej jest zacząć.
Potem już leci.

Miałam dziś wolne, więc pojechałam do miasta. Weszłam na chwilkę do galerii handlowej Åhléns i przepadłam na dwie godziny. Ahh, gdybym już była po wypłacie! Wszędzie same wyprzedaże, wszędzie SALE i REA, ale co mi po tym, jak w portfelu mam jedynie pięć koron na toaletę..?

Po „zakupach” zdecydowałam się na dawkę kultury z wyższej półki i… załapałam się na darmowe zwierdzanie budynku Parlamentu Szwedzkiego. „Załapałam się” jest tu jednak niewłaściwym słowem. Doskonale wiedziałam, że co godzinę jest zbiórka pod bocznym wejściem i już dwadzieścia minut wcześniej stałam metr od ochroniarza, żeby być pierwsza :DDD To już drugi raz gdy odwiedziłam te polityczne mury, ale wiecie co…? Czuję, że mi się to nigdy nie znudzi, budynek jest osom!

Później wskoczyłam na rower i odnalazłam plażę, na którą wybierałam się od pierwszego dnia pobytu w Sztokholmie. Plażą to ja bym tego jednak nie nazwała, bo jak tu porównywać dwie garstki piasku i trochę trawki z tym, co mamy przy Bałtyku? No ale może tak właśnie wygląda plaża w mieście, co ja tam wiem. W każdym razie było bardzo miło i gorąco. Do godziny 18:00, gdy zrobiło się bardzo mokro i daleko do domu. Dawno tak nie wyżymałam wody z ubrań jak dziś po rowerowym powrocie do mieszkania. Dlaczego, do diabła, nie wsiadłam w metro? I właśnie dlatego dziś wieczorem zamiast piwa był Fervex ;)

W tym momencie muszę się położyć spać. Natychmiast.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Poznanie. Przystosowanie. Życie.

17 lip


J: Tam masz szafki, możesz zostawić rzeczy.
M: Ok. Ejj, ale tu trzeba wrzucić 10 koron.
J: No tak…
Chwilowa refleksja…
M: Ale… przecież w Szwecji nie ma takiej monety!
J: No nie ma, faktycznie!
Ochroniarz muzeum: Panie chyba nietutejsze? Proszę, oto 10 koron szwedzkich.
J i M: :DDD
(Dalsze zwiedzanie muzeum nie miało dla nas już sensu :D)

Pogoda w Sztokholmie przypomina tą londyńską: wyglądam przez okno – z nieba leje się żar. Biegnę do szafy, wskakuję w sukienkę, pakuję manatki i wychodzę na miasto. Opuszczam budynek – zbierają mi się nad głową czarne chmury. Dochodzę do roweru gdy akurat zaczyna padać deszcz. Wracam do mieszkania, czekam pół godziny na poprawę pogody. Oczywiście przebieram się, bo na sukienkę jest już za zimno. Wychodzę. Przy rowerze okazuje się, że misternie układane przeze mnie włosy trafia szlag. Wracam do mieszkania po kurtkę i parasol na wszelki wypadek. Nie obejdzie się też bez adidasów. Takim oto sposobem docieram do miasta 1,5h póżniej, niż planowałam. I to za każdym razem, gdy mam wolne! No ale takie już uroki Skandynawii.

Od pogody do mody. Ulice tego miasta to istna rewia mody. Ludzie ubierają się tu przeróżnie, jednak najczęściej mam wrażenie, że nie przeglądają się w lustrze przed wyjściem z domu. Albo nie robili tego już od baaardzo dawna :D. Oczywiście krążą tu modnie ubrane, wymuskane jednostki, które zdają się pędzić na ważne biznesowe spotkanie, podczas gdy naprawdę wyskoczyły do supermarketu po papier toaletowy. Ja natomiast bardzo przejmuję się tym, co mam na sobie i jest to totalna głupota. Mogłabym założyć na siebie c o k o l w i e k i gwarantuję, że nie wywołałabym tym większego poruszenia. To nie jest Polska, gdzie za założenie różowych rasjtop do jaskrawo żółtej bluzki zostaje się spiętnowanym i okrzykniętym wielkim bezguściem.

Ja wybrałam jednak mniej drastyczny sposób wpasowania się w sztokholmski krajobraz. Jeżdżę rowerem :). Nie mam oczywiście kasku, no bo bez przesady, ale rower jest, koszyk rowerowy jest i ja pedałująca przez najbardziej ruchliwe ulice miasta też jestem :D. Frajda pełną gębą, polecam każdemu!

A o Jonasie będzie później…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Oto jestem.

09 lip


I’m not lost in space
there will always be a place
that I can call my home…

Powinnam chociaż dać znak, że żyję, nie? Zatem daję znak – żyję i mam się dobrze :). Przez pierwszą dobę biegałam po Sztokholmie taszcząc za sobą 35 kilowe walizki. Noc spędziłam u couchsurfera, który przyjmował akurat Kanadyjczyka, więc mieliśmy międzynarodowe rozkminy na temat życia, polityki, pieniędzy, religii… mimo iż bardzo się starałam, to Polska wypadła blaaado:/

Gdy drugiego dnia dotarłam do Jonasa i rozpakowałam walizki to… poczułam się jak w domu :). Mam wypasione mieszkanie, 5 minut pieszo do pracy, kupiłam sobie sezonową kartę rowerową, przesiaduję w Sztokholmie każdą wolną chwilę, ludzie tu są tak mili, że aż chciałabym ich uściskać, 103 osoby zatrudnione przez to samo pośrednictwo pracy pochodzi z Finlandii, zapadam wszystkim w pamięć, bo tylko ja jestem z Polski. Oczywiście mówcie mi Johana :D Męczy mnie już tylko odpowiadanie każdemu z osobna na pytania Jesteś z Polski? Jakim cudem mówisz po szwedzku? Jak się tu znalazłaś? Dlaczego studiujesz szwedzki? Chociaż…jest to w pewnym sensie urocze :D.

Praca. Nie wiedziałam, że zostanie na mnie zrzucona TAKA odpowiedzialność za drugiego człowieka. Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą na stanowisku opiekunki staruszków, bo przecież co ja wiem o życiu i o trosce? No ok, o życiu troszkę już wiem, ale opiekuńcza to ja się tak szybko nie zrobię. Nie potrafię o tym jeszcze rozmawiać w każdym razie, trochę się zablokowałam po pierwszym tygodniu. Jeśli to przetrwam, to… tylko dzięki sobie :DDD

Czas do spania. Kupiłam sobie wczoraj pościel w szwedzkim salonie meblowym Ikea (:D), więc musi być wygodnie.
Do następnego! :)

P.S. Kocham mój pokój. Kocham to mieszkanie. Kocham Sztokholm.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS