RSS
 

Archiwum - Marzec, 2012

Tyyyle jeszcze nie wiemy.

28 mar

Prawdziwa wiedza
to znajomość przyczyn.


Po kilku nieprzespanych z powodu kaszlu nocach wybrałam się wreszcie do lekarza. Poinformowano mnie, że mam zapalenie tchawicy. Żyję ze świadomością, że zjada mnie od środka choroba o poważnej nazwie, ale poza tym wszystko wygląda tak samo. Nawet bym się nie zorientowała, że coś mi jest. To zapalenie to taki cichy zabójca widocznie. Ale jak się okazało – nie jestem oryginalna, bo teraz podobno wszyscy mają coś z tchawicą. Dziadek oczywiście zaproponował kit, bo samym orzechem mógłby mnie nie wyleczyć.

A takie oto smaczki wyłuskałam spośród długich wywodów staruszek w poczekalni:
- dzisiaj to wszystko jest takie postępowe i do przodu…
- a w Ameryce w podstawówce dzieci uprawiały seks! w podstawówce!
- nieee!
- no tak tak. a to przecież nie trzeba daleko szukać. słyszałam, że w Polsce też się kiedyś coś takiego zdarzyło!
- nieee!
- ano, takie to postępowe…
(…)
- a te dzieci to dzisiaj niczego nie wiedzą. gęś byś im dała, a one by się z nią zaczęły bawić!
- no, a gęś to przecież trzeba poderżnąc i czekać aż krew spłynie.
- e co tam, powiedziałabyś dzieciom takie coś, to by się wystraszyły jeszcze.
- a bo one nic nie wiedzą. o życiu

Pewna dziewczyna kopnęła dziś na moich oczach gołębia. Szła z chłopakiem, a gdy ptak pojawił się na jej drodze – potraktowała go z półobrotu. Gołąb wydał z siebie „phhuuum”, a później miał kłopoty ze złapaniem oddechu, nie wspominając już o podniesieniu się z chodnika. Zdarzenie uświadomiło mi jak ja sama wyglądam, gdy skradam się za gołębiem, by później wystraszyć go na śmierć. Wystraszyć klaskając, albo tupiąc mu za ogonem, ale nie, do cholery, skopać! Czy nastolatki naprawdę są takie puste? Chyba coś we mnie pękło…

___________
dwa. [*]

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Let it be.

26 mar


Whatever.

Miałam o tym wspomnieć już miesiąc temu, ale podniosłyby się głosy, że jestem prześmiewcza, nietolerancyjna, nie znam się, nie szanuję zwyczajów innych ludzi, jest rok przestępny i że w ogóle ma być jak jest. Miesiąc temu patrząc przez okno powstrzymałam się, bo stwierdziłam, że to minie. Jest jednak dwudziesty szósty marca, lada dzień będzie Wielkanoc, a w oknie sąsiadów z naprzeciwka nadal świeci się choinka. Każdego wieczoru. Nie oceniam. Po prostu Wam donoszę.

To był najdłuższy weekend jaki w życiu przeżyłam. Od czwartku do dziś spałam 13 godzin. Nie to, żebym się jakoś wyśmienicie bawiła. Przebimbałam oczywiście trzy dni, ale kosztem nadwerężenia układu nerwowego i płuc, niestety. Jeśli już spałam, to nie u siebie (dzięki, P.!:*), bo u mnie nie było warunków. Sześć osób przyjechało odwiedzić M. A M. nadal jest u K. w Holandii, więc szóstka niezrównoważonych bezrobotnych magistrów filologii angielskiej hulała mi po mieszkaniu, robiąc burdel jakich mało. Był też kot, który uświnił mi wannę. Gdybym miała coś powiedzieć, to powiedziałabym, że czas dla nich, by dorosnąć. Ale ja przecież nie oceniam.

Tęsknię za ludźmi, z którymi mogę bezstresowo pogadać. Bo ja mam dużo pytań studyjno-egzystencjalnych, a osoby, którym mogę zadać pytanie ze świadomością, że mnie nie wyśmieją, są deczko poza zasięgiem. Tak tak, pozdrawiam Erasmuskę na Islandii i uczennicę szkoły ludowej w Szwecji :). Nie oceniają.

Poniedziałek -_-

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jeśli wiesz co chcę powiedzieć.

16 mar


I jutro gdy obudzisz się
Poczujesz swą w nocniku dłoń
Jeśli wiesz co chcę powiedzieć

Jestem oficjalnie chora. Już nie chorusiana. Mam gorączkę, której nie można w żaden sposób zbić, więc okładam się zamrożonym mięsem. Powaga. Jest całkiem przyjemnie, gdy na karku leży mi kura, którą jutro zobaczę w rosole. Do tego mam tak przeokropny katar, że zaczęłam wierzyć, że przytrafiło mi się to samo, co jednemu z pacjentów w „Chirurgach”. Chłopak miał katar ponad cztery tygodnie, tak potężny, że nie mógł normalnie funkcjonować i co…? Okazało się, że wycieka mu przez nozdrza płyn mózgowy. U lekarza oczywiście nie byłam, ale sądzę, że zaleciłby mi odstawienie serialu, gdybym mu powiedziała, że smarkam mózgiem. Także pakuję w siebie kilo lekarstw w nadziei, że pojutrzę będę się czuć jak nowo narodzona.

Nigdy nie oglądałam filmu „Gry uliczne” i bardzo tego żaluję. Bo na podstawie trailera można stwierdzić, jest w nim wszystko, czego od filmu oczekuję: afera, skandal, Wolszczak, seks i wokal Nosowskiej :D. Rzadko tak napalam się na filmy polskiej produkcji, ale ten muszę sobie skombinować. Przypominam, że wielka ze mnie znawczyni kina xD. 
Zalinkuję Wam:

Dobranoc, idę brodzić we własnej flegmie. :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

No light, no light.

15 mar


Obgadywanie to ostatnia rzecz, która zostaje głupcowi,
gdy nie potrafi ci już w żaden inny sposób zaszkodzić.

Spośród wszystkich czynności na „o” zdecydowanie najbardziej gardzę obgadywaniem. Człowiek wydaje się być twoim przyjacielem, a gdy tylko znikniesz z pola widzenia, to obsmaruje cię do suchej nitki. Ubolewam. Naprawdę. Bo mnie to się zawsze kojarzyło ze zjawiskiem gimnazjalno-licelanym, w małych miejscowościach na dodatek. Ale nic bardziej mylnego. Ja na przykład mam zaszczyt dostawać smsy o sobie, chociaż wcale nie są kierowane do mnie. Kolejny raz. Lucky me! :) Nie miałam pojęcia, że moje życie jest dla kogoś tak pasjonujące. Teraz już nie wiem czy to, że jestem małomówna jest powodem, czy skutkiem takiego zainteresowania moją osobą (mam problem z umiejscowieniem przecinków w tym zdaniu). Jedno jest pewne: nie tędy droga do mojego zaufania.

Dawno nie chorowałam, może już czas? Jak powiedziałam tak zrobiłam! Założony nos, bolące gardło, męczący kaszel. Przyjechałam do domu, bo tu jakoś szybciej zdrowieję. Fizycznie znaczy się, bo moja psychika ucierpiała jeszcze bardziej przy obiedzie z rodzicami. Bo ziemniaczki podsmaża się na margarynie przecież, a nie na oleju. I zaczęło się :D

Wczoraj niewiarygodnie się wzruszyłam, gdy M. zakomunikował, że jedzie do Holandii odwiedzić K. Bo K. dostała tam pracę i wyjechała trzy tygodnie temu. No i M. jedzie do niej, ale ona o tym nie wie, więc będzie niespodzianka. Na dodatek M. wybiera się stopem(!), więc nie wiadomo, czy w ogóle do K. dotrze, ale przecież warto próbować. On to musi ją chyba bardzo kochać. A ja myślałam, że między nimi jest tylko seks.

I jest coś niesamowitego, czym chciałabym się podzielić z całym światem,
ale jestem przecież małomówna, więc zachowam to dla siebie :D.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hujen morhen!

06 mar

niderlandzki i niderlandzki!

Dzisiaj przeszłyśmy z K. D. i W. same siebie. Bo od pół roku miałyśmy parcie, żeby zapisać (i dostać!) się na lektorat z niderlandzkiego. Co to była za rywalizacja o miejsca z germanistami, przepychanka przy zapisach, trauma, że jest się na liście rezerwowych, wydzwanianie do sekretariatu, że się nie udało i jak dalej żyć…
Wczoraj odbyły się pierwsze zajęcia z holenderskiego. Nie było nas na nich, no bo rzekomo się nie dostałyśmy. A gdy się okazało, że lektor imieniem Holender wyczytał nas wczoraj przy sprawdzaniu obecności, to o mało majtek ze szczęścia nie zgubiłyśmy :D. Także poszłyśmy dziś całe w skowronkach na pierwsze zajęcia do Holendra. Kosztem niemieckiego, z którego trzeba się było zwolnić, wytłumaczyć, prosić o pozwolenie i odrabiać w innym terminie. Ale co to dla nas!
Siedziałyśmy przed Holendrem zielone jak szczypiorek na wiosnę, podczas gdy on razem z germanistami powtarzał wczorajszy materiał i liczył do stu w tym tragicznym języku :D. W połowie zajęć nie byłyśmy już tak podniecone całą sprawą. Nasze spojrzenia mówiły jedno „chcę stąd wyjść i nie wrócić”. Jak pomyślałyśmy – tak zrobiłyśmy. Pobiegłyśmy do sali obok by powiedzieć naszej psorce, że my wracamy do niej na niemiecki! :D Dodatkowo w sekretariacie dowiedziałyśmy się, że wcale na lektorat się nie dostałyśmy i nie mamy prawa tam chodzić. Dzięki Bogu!
Napraaawdę, ten język jest przedziwny. Pomieszanie z poplątaniem, samogłoski, dużo samogłosek, maasdamer i ogólnie to takie pierdnięcie słonia. A dzisiejszy tytuł to najprawdziwsze ichniejsze powitanie!:D Myślałam, że holenderski będzie moim kolejnym wyzwaniem, ale… nie. Holenderski już nie. Tak samo nie jak prażynki po imprezie u W., a może nawet bardziej. Jednak żaden język nie będzie tak melodyjny jak szwedzki, ahh<3.

A później miałam bardzo dobry dzień <zawstydzona>.

_________
Na wiadomość o tym, że w katastrofie kolejowej zginął znajomy, żarty o „czołówce” wydają się już jakby mniej śmieszne. Nie?

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kto się w piątek śmieje, w niedzielę będzie płakał.

04 mar

- Miłość nie jest skarbem, który się posiadło,
lecz obustronnym zobowiązaniem.
(Antoine de Saint-Exupery)
- So true.
(ja)

Z bycia w związku wynika więcej zobowiązań, niż przyjemności. No bo związek jest przecież zobowiązaniem, nie przyjemnością. Może nie widać tego na co dzień, ale gdy już przyjdzie do podejmowania ważnych decyzji, to argument zobowiązania wali po oczach. Ale nie o ogólnie przyjętych normach tutaj. Tylko o mnie.
Od wczorajszego wieczoru chodzę z jedną ogoloną nogą. Sceptyk powiedziałby, że w takim razie mam jedną nieogoloną, ale że ja jestem entuzjastką mojej asymetrii, to eksponuję ogoloną. Bo wczoraj się spieszyłam na randkę i gdy S. wszedł mi do domu, to ja byłam w połowie roboty. Trudno, będę przy nim siedzieć od mojej ogolonej strony, pomyślałam. Jak zaplanowałam – tak zrobiłam. Choć później strony jak zwykle się pomieszały. A dziś rano nie było wody prawie w całych Kluczach (prawie, bo w bloku Ani oczywiście się przelewało), więc nogi też nie ogoliłam. No cóż, przynajmniej będzie mnie łatwiej zidentyfikować, gdyby mi się coś stało, pomyślałam. 

I tu, idąc za identyfikacyjnym ciosem, mała dygresja we wczoraszją tragedię kolejową.
Ja nie wiem jak mogło do czegoś takiego dojść. N i e   w i e m. Nie dość, że w Polsce jest pięć pociągów na krzyż i jak człowiekowi się spieszy – wtedy jeżdżą jakieś 50km/h, to teraz okazuje się że dwa z tych pięciu zderzyły się jadąc z ogromną prędkością. Skąd oni w Polsce wzięli aż dwa pociągi, które na dodatek jechały z ogromną prędkością?
Tragedia okropna. Na symulację zderzenia aż nie chce się patrzeć. Człowiek siedzi sobie spokojnie w przedziale i nawet się nie spodziewa, że zaraz na głowę spadnie mu wagon z przeciwnego pociągu. Teraz już nie wiem czym najbezpieczniej podróżować, pozostaje chyba tylko teleportacja.

Wracając do moich zobowiązań. Jestem starsza i podobno mądrzejsza. A przynajmniej powinnam. I to zobowiązuje. Na przykład do tego, że o swoim życiu nie decyduję już sama. A jeśli decyduję, to muszę brać pod uwagę życie drugiej osoby. Niestety nie działa to w dwie strony i często wychodzi czarno na białym kto tak naprawdę jest mądrzejszy. Ja dziś dowiedziałam się, że bez sensu moje zabiegi o przyszłość, bo po studiach i tak wyląduję w Lublinie. Bo bycie w związku z zapracowanym biznesmenem i włóczykijem na dodatek zobowiązuje.
Moje jelito oszalało na tą wiadomość, a w głowie usłyszałam śmiech. Także mam już o czym myśleć przez najbliższy rok:D. Kupię sobie przewodnik po Lublinie i dowiem się gdzie mieszka Beata Kozidrak.

Jak widać dojrzały związek to już nie tylko zobowiązanie do ogolenia obu nóg. To decyzja czy pójdę tam, gdzie wcale nie będę chciała, a życie zweryfikuje, czy warto było podporządkowywać się zobowiązaniom.

P.S. Ale tak naprawdę: co ja tam wiem? Jestem przecież młoda i głupia.

P.S.2 Moja weekendowa piosenka:


 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS