RSS
 

Archiwum - Luty, 2012

Właśnie tak.

29 lut


Nie opowiem dzisiaj nic szczególnego.
Po prostu nie mam jeszcze żadnego wpisu z datą 29.02, a na następny taki musiałabym czekać cztery lata. Więc teraz albo…za długo ;p

Wspomnę tylko, że na miejsce K. wprowadził się do nas Michaił. Mołdawianin. Lista ludzi, z którymi mieszkałam, mieszkam i pewnie jeszcze będę mieszkać na tych studiach ciągnie się w nieskończoność. A ja przecież potrzebuję stabilności.
Ale mniejsza o to. Michaił mierzy ze trzy metry i snuje się po naszym mieszkaniu na wiecznym kacu ( w końcu to Erasmus). Nie nosi kapci, ma bose stopy, więc katar jest tylko kwestią czasu. Zanim moja Anna poznała Michaiła, wiedziała o nim już  z a  w i e l e. Bo wiecie – podniesiona do granic możliwości deska sedesowa mówi o facecie wszystko. Doprowadziło to do takiej oto reakcji Anny, gdy weszła do łazienki po naszym nowym koledze:


 :D. No coż…może się chłopak jeszcze nauczy ;p.

Wiek emerytalny w Szwecji wynosi 75 lat. Dowiedziałam się o tym wczoraj i w tym momencie straciłam swoje przyszłe miejsce na ziemi.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Every breath is a bomb.

26 lut


- dlaczego nie mogę nazywać cię Pysiakiem?
- bo kojarzy mi się z siusiakiem.

To nie jest tak, że u mnie się nic nie dzieje. Albo że mi się nie chce. Mam lekkie urwanie dupy i piszę dopiero wtedy, kiedy sobie na niej spokojnie usiądę. I kiedy mi ciepło. Bo jak mi zimno, to ni ch*, nic nie napiszę.

Praga.
To wcale nie taka bułka z masłem tam dojechać. Zwłaszcza z pomocą GPSa!
Więc niech już nikt nie mówi, że Praga jest rzut beretem, bo jednak nad morze byśmy szybciej dojechali.
Miasto piękne, tylko Polacy paskudzą krajobraz. Słychać ich na każdym kroku, człowiek nie czuje się jakby był za granicą. A ja lubię takie charakterystyczne zagraniczne uczucie. No, mniejsza o nich. Przeżyłam tam jakby wiosnę związku. Praska wiosna, możnaby rzec, choć mniej krwawa niż ta w ’68.  ;)
Język czeski niezwykle zabawny. I wszystko rozumieliśmy! My do Pepiczków po polsku, oni do nas po czesku i komunikacja pełną gębą:D.
Wrócimy tam jeszcze :)

Bodziec.
Już myślałam, że nie znajdę. Bo mimo wiosny w Pradze, bodźca nie było nigdzie. Nawet w majtkach. A kilka dni temu okazało się, że wystarczy zagrozić mi przeniesieniem się do innego miasta i proszę bardzo: bodziec jest tak intensywny, ze emanuje nawet z otwieranej konserwy. Polecam.

Nerwy.
Są. Czasami wydaje mi się, że udziela mi się zdenerwowanie innych ludzi, a moja empatia jest jak stąd do Etiopii. Nie jest łatwo. Ani fajnie.

A oto proszę bardzo nasz hit z Pragi:


 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

potrzebuję bodźca.

13 lut


W powietrzu metale ciężkie
Dobrze znane nadmiary
Bulwary śpiewają o średniej sytuacji
Wszystko układa się w jedną czytelną myśl.


Tak dużo chciałabym powiedzieć, a tak brakuje mi słów. Tak wiele mam pomysłów, a tak brakuje mi odwagi. Tak bardzo chciałabym ruszyć…

Potrzebuję bodźca, by wiedzieć… czy w ogóle żyję.

Do Pragi się wybieramy. Jutro. Chyba muszę się zacząć pakować ;p


Pod światło widać jak bardzo się różnimy.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Priorytety…

10 lut


Don’t make me sad, don’t make me cry
Sometimes love is not enough when the road gets tough
I don’t know why…

…każdy ma jakieś. I sprawiedliwie by było, gdyby każdy był czyimś priorytetem. A tak się nie da. Przynajmniej w moim przypadku. Ja nigdy niczyim nie będę. Nie mam tego nikomu za złe. A przecież życząc sobie tego, abym była czyimś priorytetem, pozbawiam innego człowieka tego samego. Najgorzej jednak, gdy człowiek się stara, a okazuje się, że dwadzieścia nieodebranych połączeń to wciąż za mało…

Pobudkę miałam dziś o 8:30. Telefon odebrałam w półśnie, z zaschniętą śliną ciągnącą się prawie do kolan, z głową w szafie, bo tylko tam mam zasięg i z taką suchością w gardle, że pani po drugiej stronie myślała, że jestem chora.
- I’m not sick, we can talk…
Tak zaczął się pierwszy etap mojej rozmowy kwalifikacyjnej, z której nie pamiętam absolutnie nic. No, może tylko to, że nigdy wcześniej nie miałam tak spoconego tyłka.
Zdolności analityczne i numeryczne. Nie posiadam takich i choćbym nie wiem ile mądrych poradników czytała, to nie posiądę ich w kilka dni. Musiałam się do tego przyznać sama przed sobą i przed panią też. Jej to nie przeszkadza, ale mnie przeszkadza, że zrobię z siebie pośmiewisko. Zatem nie zrobię. Za tydzień będę mieć złamaną rękę, tego się trzymamy.

Przedwczoraj widziałam się z K. Dobrze, że spotkałyśmy się w południe, bo spotkania z nią wieczorami zawsze kończą się tak samo: na drugi dzień odbieram dziwne telefony :D Niestety piwa wypite o 14 siały spustoszenie w moim organiźmie jeszcze dzień później, bez kitu, nie wiedziałam, że pora ma znaczenie. A na Brackiej spotkałyśmy pana Turnaua, ale co w tym dziwnego, przecież musi kiedyś wychodzić z domu, nie? ;p Dwa razy koło nas przechodził, to w końcu się zatrzymałyśmy, ale i tak nie wiedziałyśmy co mu powiedzieć, ani jak się zachować, a patrzeć się jak w obrazek to też tak średnio… :D.

Piosenka na dziś?


 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Życie pokaże.

04 lut

Siedzę, słucham The Kelly Family i czytam o wyrodnych matkach zamiast pisać pracę egzaminacyjną na kurs szwedzkiej literatury kobiecej u Pani W. Kurs powinien się raczej nazywać: szwedzka literatura feministyczna, ale takich zajęć ona nie prowadzi -.-
Mam wrażenie, że każda z autorek przeczytanych przeze mnie książek ma nierówno pod sufitem. W trzech (na pięć) książkach tematem przewodnim jest kazirodztwo. Niemiły dreszczyk przechodzi mi po plecach jak czytam o scenach łóżkowych sióstr z braćmi, ojców z córkami, matek z synami. Każdy z każdym, wszyscy ze wszystkimi, istna moda na sukces. Naprawdę? Taka jest współczesna Szwecja? Z tego wszystkiego sprawdziłam co na ten temat do powiedzenia miał Freud. A miał sporo, ale udowodniono mu, że opierał się na błędnych założeniach. Wikipedia zrobiła mi więc takie pranie mózgu, że teraz już sama nie wiem na jaką odległość mogę podchodzić do własnego ojca.

Rozważam zamieszkanie z facetem. Moim. Ale to by oznaczało, że mieszkam
z mężczyzną i że to jest następny krok w dorosłość i że to jest zachowywanie się na poziomie i że opuszczona klapa od sedesu jest oczywistością i że to jest spowiadanie się z każdego wyjścia i wspólne gotowanie i wspólny bałagan. A ja bałagan muszę mieć tylko swój.
Tak bardzo chciałabym zamieszkać sama. Bo w mojej głowie TO jest właśnie następny krok po mieszkaniu ze współlokatorami podczas studiów. To jest chronologicznie następny etap. Zamieszkanie z chłopakiem byłoby tak jakby przeskoczeniem jednego etapu w życiu. A aż tak szybko to ja nie dojrzewam, żeby sobie pozwolić na pominięcia. I nie wiem.

Pojawiły się duże szanse na to, że nasza mieszkaniowa szmata się od nas wyprowadzi. Chodzą słuchy, że na jej miejsce wprowadzi się Włoch. Erasmus znaczy się. Informacja jest jeszcze niepotwierdzona, ale Włoch był już oglądać pokój i wszystko mu się spodobało. Mnie jeszcze nie widział, a szkoda, bo wtedy wprowadziłby się już jutro :P. Ania mówi, że będzie już tylko lepiej, ja obawiam się, że wpadniemy z deszczu pod rynnę, czy jak kto woli cadere dalla padella nella brace.

Życie pokaże.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS