RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2012

Odcedzać komary, a przepuszczać wielbłądy.

31 sty


Mała zemsta też jest zemstą,
powiedział chłop i splunął na świnię sąsiada.

Za każdym razem, gdy mam w rękach notatki ze szwedzkiej frazeologii, to nie mogę się nadziwić jakie Szwedzi mają wyobrażenie o świecie, jak postrzegają rzeczywistość. Otóż na pewno inaczej niż my, Polacy. Ja wiem, że każdy naród dostosowuje sobie powiedzonka do swojej kultury, historii, położenia geograficznego i stopnia zadłużenia państwa, ale i tak nie mogę usiedzieć jak czytam dosłowne tłumaczenia szwedzkich frazeologizmów :D. Weźmy na przykład zwrot nie dać sobie w kaszę dmuchać. Ten własnie zwrot u Szwedów oznacza mniej więcej to samo, co: mieć nogę w nosie. Albo jak Polakowi się spieszy, to Szwed ma ogień w dupie. Albo to, bo my mamy w jednym palcu, oni mają w pięciu. Nie mówiąc już o tym, że u nas zrobić z siebie głupka, to u nich nasrać do niebieskiej szafy. No powaga! Mogłabym takie smaczki wymieniać bez końca, jaram się! Jak widać dzieli nas nie tylko Bałtyk :D

Na dworze jest minus dwieście. U nas w mieszkaniu minus sto. Ja co chwilę przestawiam termostat na 25 stopni, po czym Marcin podchodzi i przekręca na 20. Czy on ma jakąś inną granicę wytrzymałości? Jeśli tak, to niech się przeprowadzi do stolicy ;p. Mróz zawsze udawadnia mi, że jestem słaba. Trzęsę się na samą myśl, że mam wyjść na dwór, a jak już wyjdę, to idę i wyglądam jak jakaś przetrzymana. I co ja takiego widzę w tej Skandynawii, skoro tam taki frost jest na porządku dziennym? Mogłam iśc na iberystykę.

Dziś dwudziesta piąta rocznica ślubu rodziców. Tacie wysłałam smsa, że czas sobie uświadomić, że nawet jak już znudził się mamą, to i tak jest już za późno na zmiany. Mamę zapytałam jak to jest mieć cały czas jednego i tego samego faceta. Czy poleca i czy warto się w to pchać :P. Podobno warto, ale trzeba się kilka(set) razy zastanowić :D. Jakby coś, to zawsze możemy sobie sprawić koguta, bo nie wiem czy wiecie, ale mimo wszystko smakuje jak facet, powiedziała kobieta
i pocałowała koguta.

:)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niechaj Bóg wyprostuje mi sny…

26 sty


prof: o jakim przesądzie mówiono w audycji?
my: że nie można rozkładać parasola w mieszkaniu!
K.: jak to? a deszczowa piosenka w pokoju?
:D

Ostatni tydzień na uczelni to wręcz kumulacja trafnych spostrzeżeń i gier słownych. Zaczęłam je sobie nawet spisywać w kalendarzu, zupełnie jak w czasach liceum. Ahh, wtedy to były smaczki! Na przykład pani od fizyki: proszę zasunąć firankę metodą ręczną, albo pan od PO do koleżanki: dobra, Baśka, teraz ja stoję, ty klęczysz! albo pani od polskiego: jego koń nie odważył się stanąć, albo nasza wychowawczyny: tam, gdzie jest alkohol, narkotyki i seks, tam nie ma dla mnie zabawy!

Ogólnie to zaczęła się sesja, więc mam problem z odróżnieniem nocy od dnia, często nachodzi mnie chęć wyprania firanek, rozmowy z Anną o dupiemarynie nabierają patetycznego charakteru, porządkowanie plików na dysku nie może poczekać kolejnych kilku miesięcy, z szuflady czai się na mnie lakier do paznokci, a sprzątanie łazienki jest takie ekscytujące! Czyli standard.

Sny. Jedne lepsze od drugich. Zawsze śniły mi się pierdoły, ale ostatnio to już przechodzę samą siebie. Myślę, że za dużo myślę. Zwłaszcza o rzeczach niepotrzebnych i to wszystko później wychodzi w nocy. Kiedyś tak się zaczytałam w pracach Freuda, że bałam się myśleć przed snem. Ba! W ogólę bałam się myśleć! A każde przypadkowe gesty innych ludzi tłumaczyłam sobie ich niezaspokojonymi popędami. Ot, taka była ze mnie obserwatorka.

Czekałam i czekałam i doczekałam się pytania od babci o co chodzi z tymi całymi Aktami. Bo to podobno jakaś afera jest, że internety mają zamknąć, że cenzura jakaś, że panika na świecie. No to tłumaczę jej najprościej jak mogę, że jak Polska podpisze te wszystkie Akta, to jakby kto chciał sobie z internetów na przykład piosenkę z Titanica ściągnąć, albo dzielić się czymś publicznie, co do niego nie należy, to mogą do niego zapukać i go zamknąć. Na co babcia – że ona już w takim razie przestanie buszować po stronach, które dotychczas odwiedzała, a i dzielić też się niczym i z nikim nie będzie.

P.S. Polubiłam ostatnio serek kanapkowy o smaku czosnkowym.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stygnę.

17 sty

I promise
I’m not trying to make your life harder.

Ktoś kiedyś powiedział:
„przynoś swojej kobiecie kwiaty, zapraszaj ją do kina, dotrzymuj danego słowa, zaskakuj mile i czule, nie denerwuj przed, w trakcie i po okresie, nie rób awantury o to, że nie pije przy Tobie alkoholu w mamucich ilościach, odpisuj na wiadomości, oddzwaniaj.”

Mądrze gadał, wiesz?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

To się posypało

14 sty


…z nieba.


Gdy dziś się obudziłam i zobaczyłam zaspy przed domem, to myślałam, że z kapci wyskoczę. Wizja biegania z łopatą po podwórku była oczywiście sprzeczna z moimi wielkimi planami na ten dzień, czyli oglądaniem Przyjaciół. Po raz ósmy. Jestem uzależniona i naprawdę nie ma takiej siły, która powstrzymałaby mnie przed ponownym odpaleniem pierwszego sezonu :D. Marzy mi się taki teleturniej ze znajomości fabuły serialu, czasami sobie nawet wyobrażam, że wygrywam w nim grube pieniądze. Mama mówi, że jestem upośledzona. :o

Piątek trzynastego prawie wcale nie okazał się pechowy. A ja troszkę przesądna jestem. Zwłaszcza przy przesądach, które sobie sama wymyślę. Istnieją takie, ale to kompletny kosmos jest, więc nie będę się tu obnażać ;p
A mam kolegę, który panicznie boi się soboty czternastego ;o. Naprawdę. Nie wychodzi wtedy z domu, nie rusza ostrych przedmiotów, siedzi i pachnie. No i co zrobisz, nic nie zrobisz na ludzkie przesądy. Pozdro, Tomek! ;)

Zbliża się sesja i jak to w tym czasie takie oto standardowe plucie sobie w brodę: przecież sobie obiecałam na początku semestru, że będę systematyczna. A gdzie tam! Czwarty rok studiów, siódma sesja…już się nigdy nie nauczę. A mam już tyyyle planów na magiczny czas po sesji. ;-)

Jutro wracam do Krakowa i mam nadzieję, że Junkers zagrzeje mi wreszcie wodę na gorącą kąpiel. Nie omieszkam porządnie się zdenerwować jeśli będzie przeciwnie. Przecież istotą kąpieli jest w większej mierze wygrzanie tyłka,
a w drugiej kolejności chodzi o mycie się:P. Czy nie?

:D


;-)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

No i co jeszcze..?

09 sty


dziewiąty stycznia.
dobry dzień na śmierć.

Poniedziałek <3

Sprawy mają się tak, że dla pewnych ludzi wyglądam jak pasterz opiekujący się swoją trzódką, dla innych jak informacja turystyczna, dla niektórych jak kopalnia pieniędzy, a dla jeszcze innych jestem niewidzialna.

Idę sobie Szewską na Rynek i gdy tylko widzę zielone kamizelki greenpeace’owców tworzące nieprzepuszczalny mur, zaczynam przeklinać w duszy. Doskonale wiem, że ich spotkam, zawsze ich tam spotykam, ale i tak idę. No to idę. Słyszę pierwszą maniaczkę środowiskową wypytującą swoją ofiarę co sądzi o tajemniczych plemionach w Afryce/Ameryce Południowej, do których nie dotarła cywilizacja: czy lepiej zostawić ich samych sobie żyjących w nieświadomości, czy może zrobić im wjazd na chatę (chatki) z mobilnym netem i książkami do historii, żeby zobaczyli ile nie widzieli. Mam swoje zdanie na ten temat, ale ucieszyłam się, że nie muszę go wygłaszać komuś, kto zaraz podstawi mi pod nos puszkę na datki. Omijam następne trzy zielone kamizelki udając, że rozmawiam przez telefon, że nie rozumiem polskiego i że jestem głucha. I to wszystko jednocześnie! :D

W południe odbieram telefon z banku. Pani pyta kiedy i czy w ogóle mam zamiar uregulować moje zadłużenie. „Przepraszam, co?” A tak. Okazało się, że na koncie, które według umowy zawartej między mną a bankiem miało być wolne od opłat, jest sto dwadzieścia złotych długu. I ciągle rośnie! Przez dwa lata nie wykonywałam żadnych transakcji, to konto było dla mnie martwe. Będę się zapierać nogami i zębami, wiem na jakich warunkach otwierałam tam rachunek! Zapytam ich też skąd mam wytrzasnąć taką sumę – przecież jestem tylko biedną studentką, a wydatki na ksera zjadają 3/4 mojego kieszonkowego!

Trzy razy wskazywałam dziś drogę turystom. Najlepsza była pani (mówiąca po angielsku), która stała pod Pocztą Główną i gorączkowo szukała… poczty. No to mówię, że właśnie przed nią stoimy. Ale czy jestem pewna, bo ona ma ważny list i to musi być zaufana poczta. „Nie ufam żadnej innej” powiedziałam i zapobiegawczo się pożegnałam ;p

Cztery razy podeszli do mnie dziś żebracy. Czy ja wyglądam jakbym spała na pieniądzach? Pisałam już chyba ile schodzi mi na ksero. Każdy potrzebuje, każdemu brakuje. Też bym tak postała z puszką po pasztecie pod przejściem, ale nie mam na to czasu.

W drodze do domu odbieram telefon od pana z fajnanszal czegośtam. Mówi, że jest doradcą i pyta czy mógłby się zaopiekować moimi oszczędnościami. (:D za każdym razem, gdy tylko sobie to przypomnę, siuram ze śmiechu) To ja na to, że u mnie się raczej nie będzie miał czym zaopiekować, bo ja nie posiadam oszczędności. Ba! Że nawet długi mam, jak dziś się dowiedziałam. A jak mu powiedziałam, że jestem studentką, to od razu wszystko zrozumiał. Obiecał, że odezwie się w przyszłości :D. 

I jeszcze słowem o znajomych z ogólniaka. Widzę co kilka dni ludzi z dawnej klasy. Biegę w ich stronę, macham, witam się krzycząc z daleka, a oni nic. Dziś na przykład z jedną laską stanęłam nos w nos przy windzie i mówię „cześć!”, a ona patrzy na mnie i nic. Kamienna twarz. Kilka dni temu z inną dziewczyną to samo. Czy ja noszę, kurwa, czapkę niewidkę? Albo byłam jakaś nielubiana w tym liceum? :o

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dzisiaj żyjem, jutro gnijem.

04 sty

Tym oto optymistycznym tytułem witam wszystkich w Nowym Roku.
Jestem. Ale nie myślcie sobie, że do tej pory trzeźwiałam czy coś ;p.
Nie nie, spokojnie było ;-)

Nie chciałam mieć żadnych postanowień noworocznych, ale chyba nie da się tego tak do końca uniknąć. Moim postanowieniem jest zatem, żeby coś ze sobą w tym roku zrobić. Mocne, nie?

Byłam wczoraj korepetytować P. Teraz już wiem na pewno, że chłopak ma problemy z głową, poinformowali mnie o tym sami rodzice! Szkoda tylko, że tak późno, bo nie zorientowałam się, czy należy mi się jakieś odszkodowanie w razie, gdyby kiedyś przyszło mu do głowy spalić mnie żywcem w swoim małym pokoiku za pomocą lampki biurkowej…
Zatem siedzę z nim przy biurku i tłukę do głowy niemieckie słówka. Nagle słyszę, że on musi stopić plastelinę. Że to jest absolutny mus, że dalej nie będzie lekcji, jeśli nie stopi sobie tej plasteliny. No to mu pozwalam, ale tylko trochę.

P: A wie pani, że ja jestem chory na głowę?
Ja: Wiem.
P: A pani też jest psychiczna?
Ja: Myślę, że jeszcze kilka wizyt tutaj i będę…

Stapia przy lampce plastelinę, dymi się po sam sufit. Lepi z niej coś w rodzaju miniaturki książki i mówi:
P: To jest, proszę pani, słownik do niemieckiego. I niech pani patrzy co z nim robię.
Zaczyna walić pięścią z całej siły w plastelinę.

Nie pozostaję na to obojętna i w trakcie, gdy tak uderza, mówię mu:
Ja: A ja sobie właśnie wyobrażam, że to jest twój mózg.

Przestaje uderzać. Jest w szoku.

P: Proszę pani, a w Niemczech też są zbrodnie?
Ja: Jakie zbrodnie?
P: No takie… kradzieże, podpalenia, morderstwa…?
Ja: No to chyba tak jak wszędzie, podobnie jak w Polsce.
P: Ale oni tam robią inaczej. Ja słyszałem, że jak łapią ludzi, to wyrywają im płuca, rozszarpują serce, deptają głowę, i na koniec jedzą ludziom wątrobę. I to takim zwykłym ludziom jak ich złapią.
Ja: Mógłbyś tam zatem jak najszybciej pojechać? ;-)

Jest w szoku. Później się śmieje.

No i niech mi ktoś powie, że nie mam podejścia do dzieci!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS