RSS
 

Archiwum - Październik, 2011

KaDwa

31 paź

Nowa płyta Kajmana urywa dupę. Serio. Słuchaliście?

Imioła wysłała mi dziś życzenia urodzinowe. W tym roku to już pobiła rekord. Ale muszę przyznać, że to jej nierozgarnięcie jest w swej istocie całkiem urocze ;-).

Oto jak mama dziś do mnie z kuchni:
„yanielka, chodź na obiad, wszystko gotowe!”

:o

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

That’s It, I Quit, I’m Moving On

30 paź

Po jedenaste: szanuj siebie.

Dziś był mój ostatni dzień pracy w hotelu. Rzuciłam to. Jak widać dobrze mi się powodzi, skoro to ja rzucam pracę, a nie inni mnie z niej zwalniają :D. Pomyślałam sobie, że jestem jeszcze w takim wieku, że to ja mogę decydować dla kogo chcę sprzątać. Dziewczyny dały mi na odchodne napiwki z puszki, które nie do końca mi się należały, ale miło z ich strony, nie? :) Niestety pewien Niemiec nie okazał się być tak miłym i pozostawił po sobie zawartość swojego żołądka all over the room (in dem ganzen Zimmer jak kto woli). Niech go sczyści!
 
A wczoraj któraś z dziewczyn znalazła w pokoju karty do gry erotycznej. Super sprawa! Siedziałyśmy na przerwie w naszej kanciapie i zamiast jeść kanapki, to przeglądałyśmy całą talię tych zbereźnych kartoników. Z wypiekami na twarzy czytałyśmy co i jak kochankowie powinni robić, by… robić dobrze. O ile dobrzerobiące polecenia opisane były dość jasno, to nielada kłopotu przysporzyły nam karty z obrazkami. Really! B. na przykład obracała kartą z pozycją 69 do momentu, aż się nie wkurwiła i zapytała z której strony ma na to patrzeć. Jakżeśmy jej już wytłumaczyły (gro znawczyń seksu), to stwierdziła, że przyjdzie do domu, rzuci kartę mężowi i powie: „Wiesz jak się za to zabrać? Wiesz? Jak nie, to dobranoc, seksu nie będzie w ogóle <szyderczy uśmiech>”. Na to M. zapytała: „A co będzie, jak on będzie wiedział…?”. Nastąpił tu historyczny moment – B. została czymś zagięta ;o. „Wtedy mam kurwa przejebane…” – skomentowała. :D Potem do kanciapy wszedł P. i jak zobaczył co mamy, to od razu chciał zagrać. Tu i teraz.  :DDD. Ojjj, dobra to była przerwa, jednak strasznie wykańczająca umysłowo. I tak można by było wspominać, wyciągać sytuacyjne smaczki, ale przecież what happens in Kossak stays in Kossak, czy nie? ;-)

P.S. To był bardzo udany weekend, tack! ;-)
 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

.szukam tu prawdy o sobie i nic więcej.

27 paź


A: Podobno to ja jestem niepociumana, ale to ty zapomniales portfela!
M: Haha, ja się przynajmniej zorientowałem w połowie drogi do baru, nie tak jak
    ty.
A: Przecież ja nie zapomniałam portfela!
M: To po co wracałaś do stolika?
A: Zapytać K. co jej powiedziałeś!
M: Wariatka.. :D

Tak więc zorganizowałam wczoraj spotkanie klasowe. Takie standardowe, dla 1/10 klasy :D. Bóg i barman z Ciszy mi świadkami, że dawno się tak nie uśmiałam :D. Szczęka boli mnie do dziś. Było niesamowicie miło i zabawnie ;-). Zauważyłam, że M. wyostrzył się żart i wreszcie można się od niego doczekać ciętej riposty. Oczywiście nic nie zmieniło się w kwestii tego, że to nadal ja wygrywam we wzajemnym doprowadzaniu się do szału, ale trzeba mu przyznać, że nie pozostaje daleko w tyle :P. Z K. natomiast musimy się umówić same, bo przecież plotki od czerwca same się nie nadrobią ;p.

Dziś pomyślałam sobie, że jestem dobrą osobą.
Troszkę się wzdrygnęłam stwierdzając to, bo przecież ja i ogólnie pojęte dobro..? Nieee.
Mhm… może po prostu miałam dobry dzień? Ale przecież jest czwartek, najgorszy dzień w tygodniu, więc skąd ta dobroć? Dlaczego uśmiechałam się do każdego przechodnia? Dlaczego wreszcie dałam się zaczepić i udzielić wywiadu greenpeace’owi? Dlaczego pierwsza powiedziałam ‚cześć’ tej rudej u nas na mieszkaniu? Dlaczego bez ironii potraktowałam młodsze o kilka lat laski, które wyrwały się do Krakowa na łowy? Staję się dobrym człowiekiem po prostu.
Utrzymuję także, że jestem wartościową i interesującą kobietą pomimo braku całej gamy aktywności fizycznych. Bo daleko mi przecież do biegania, treningów, aerobików, fitnessów, siatkówek, basenu, nurkowania, tańców, rumb, zumb, wspinaczek, szpagatów i ciul wie czego. Takie rzeczy imponują, wiem doskonale. Zwłaszcza jak kobieta zajmuje się wszystkimi wyżej wymienionymi dyscyplinami, każdą w innym dniu tygodnia. Tylko czasami co za dużo to niezdrowo, tydzień ma tylko siedem dni, no i powszechnie wiadomo, że osoba robiąca tysiąc rzeczy –  w rzeczywistości nie robi nic dokładnie. Pomyśl o tym następnym razem… ;-)  


M: K., dzisiejsze spotkanie można by zaliczyć do całkiem udanych, gdyby nie obecność pewnej osoby…
K: :D
M: Następnym razem umówimy się tylko we dwójkę.
K: No wiesz, jeszcze razem busem do domu wracamy, to sobie pogadamy :).
M: Racja. I cieszę się, że to z tobą wracam, bo z A. to bym już chyba nie wytrzymał.
K: :D
X: Cześć, wybieracie się może gdzieś na piwo?
A: Z nim (wskazując palcem na M.)? A w życiu!
X: :o
M: :o
K: :o

A: :D :D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jeśli się nie uspokoję, to się rozchoruję.

23 paź

Dziś wszystko od końca. Taka sobie retrospekcja.

(…)
E: no i słuchajcie, pisze do niego laska z tej samej szkoły.
P: a co mu pisze?
E: no żeby z nią pisał, bo jej się podoba.
P: a on?
E: on nie chce i brzydko jej odpowiedział…
Ł: …no żeby spierdalała. napisał jej.
E: i wczoraj Cyklop był…
P: no, w garażu, wiem, dzownili po mnie
E: i oni zadzwonili do tej laski, że przepraszają i w ogóle nagrali całą rozmowę.
P: no wiem, dzwonili do mnie dziś z rana, że mają bekę z jakiegoś nagrania, żebym przyszedł, pośmiał się z nimi…

To tylko fragment rozmów na poziomie w BMW;p. W cztery minuty czterdzieści sekund zajechałam dziś z domu pod supersam. A to dlatego tak d ł u g o, bo na 20stu Straconych wlekliśmy się za jakąś furmanką.

- Mamo…Ty nie wiesz jak on pędził…
- No dziecko co ja ci poradzę, to ten samochód tak szybko jeździ, nie Edek przecież!
- :D

Niedzielne przedpołudnie upływało mi bardzo spokojnie w rytmie pana Wow`a i jego pieszczącego zmysły utworu, którego link podaję Wam już teraz, bo nie wytrzymacie do końca notki ;D.



Siedziałam nad niemieckim i zastanawiałam się dlaczego po dwunastu latach (!!!) nauki tego języka ja nadal nie mówię płynnie. Ba! Ja ciągle mam problemy z rodzajnikami! Albo jestem totalny nieuk, albo mam (nie)świadomą barierę, przez którą niemiecki przedostać się nie może i dlatego jestem taka ograniczona. :o

Dzisiejsza noc niestety nie wyglądała tak błogo jak przedpołudnie. Po 03:30 przyśniło mi się, że S. obwieszcza mi, że wybiera się z kumplami do Zakopanego. Z miejsca zaliczyłam to do koszmarów, a że koszmar ten należy do najgorszych, które przyśniły mi się ever, to wierzcie lub nie, dostałam rozstroju żołądka. Nie tylko w śnie if ju noł łot aj min… ;o Ja się muszę opanować, bo jeśli pewnego dnia naprawdę usłyszę to zdanie, a nie będzie w okolicy toalety, to może być nieciekawie. I nie ma w tym ani odrobinki ironii, żartu czy wszechobecnego pierdolenia o niczym - ja nadal tak przeżywam tamtą jebaną noc.

Pewność nie szuka potwierdzenia.
To niepewność chce za wszelką cenę zabić wątpliwości.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

‚te włosy masz jak len co w błoto wpadł’

22 paź


Jestem trochę wyczerpana zdarzeniami ostatnich dni. Spokój i równowaga w moim małym świecie zostały jakby zachwiane. Ktoś lub coś próbował na siłę wedrzeć się do niego i nabałaganić. Choć może intencje miał dobre?
Zacznę od tego, że we wtorek dostałam telefon z pewnej znanej firmy, bym zjawiła się u nich następnego dnia na rozmowie kwalifikacyjnej. Cała w skowronkach po tym telefonie pojechałam na Kurdwanów do Pawełka. Ma ten chłopak coś takiego w sobie, że jeszcze na niego nie nakrzyczałam, ani jego mamie nie powiedziałam, że już więcej nie przyjdę. Nie! Zaciskam zęby i za każdym razem od nowa cierpliwie powtarzam, że „ja” po niemiecku to „ich”, a nie „I”. Przez godzinę w jego pokoju jestem okazem stoickiego spokoju, a wszystko po to, by później zejść trzy piętra niżej do gabinetu psychologicznego. Zaprawdę, pewnego dnia tam trafię. 

W środę miałam dwugodzinne wytężanie mózgu na grupowych testach rekrutacyjnych. 
- no i mamo, w jednym zadaniu chodziło o to, żeby pokłócić się z zarządem.
- no to tobie chyba poszło najlepiej..?
Ogólnie wyszłam stamtąd z myślą, że gdziekolwiek bym nie poszła, to wszyscy będą mieć ode mnie lepsze wykształcenie, lepsze doświadczenie i będą lepiej bajerować tych z HRu na takich właśnie rozmowach. I że już do końca życia będę sprzątać.

W czwartek zaskoczyły mnie moje dwudzieste drugie urodziny. Nadal oczywiście czuję się jak nastolatka, nawet wyglądam jakoś młodziej, piersi i pupa są coraz bardziej jędrne. Chyba nikt nie zaprzeczy? Niespodziankę zrobił mi też S. i ludzie na mieszkaniu, którzy później  j a k  z w y k l e okazali się zwykłymi dziwakami/chamami. Współmieszkańcy, nie S. oczywiście ;-). Tego dnia też komuś z Onet.pl spodobała się moja ostatnia blogowa notka, więc postanowił wrzucić ją na główną stronę tegoż właśnie portalu. Lol na wrotkach. Taki oto prezent urodzinowy. Chętnie jakoś bym to skomentowała/coś z tym zrobiła, ale naprawdę nie wiem jak/co.

W piątek zadzwoniono do mnie ze środowej firmy obwieszczając, że to ze mną chcieliby współpracować. Ze mną. Rozumiecie? Myślałam, że majtki zgubię ;p. To już drugi raz w życiu (zaraz po wygranej castingu mieszkaniowego), gdy to ja okazałam się najlepsza ;D.

Jeśli chodzi o dzisiejszy dzień, to trzy zdania:
Kolejny raz byliśmy z S. w Ojcowie i dziś po raz pierwszy nie padało^^.
Gdyby nie sweter S., zamarzłby mi szpik w kościach (bo gdzie indziej zamarzł od razu). ;-)
Tortille domowe staną się naszą specjalnością ;)

Pozdrawiam,
yA.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hotelowa**** rzeczywistość.

15 paź

-Idziemy spać na saunę? ;-)

Praca w hotelu to sinusoida nastrojów. I obowiązków. Raz szwendam się po korytarzach udając przed kamerami, że jestem czymś mega mocno zajęta, co napawa mnie optymizmem, a innym razem zapieprzam z wywieszonym językiem, przewiązana odkurzaczem i mikrofibrą po pachą, nie mając nawet czasu poprawić sobie rajstop. Bo tak, my tam mamy sukienunie, do których trzeba nosić rajstopy. K. i M. ich nie noszą, dlatego mają tyłki na wierzchu i wzrok portierów na sobie. Po 5 tygodniach pracy tam wiem już komu co można powiedzieć, żeby za dużo z tego nie poszło w świat, tudzież aż na szóste piętro i oranżerię. Najmniej mówi się Pani Ani z pralni. Bo na drugi dzień można się dowiedzieć o sobie sporo interesujących rzeczy od kelnerów z szóstego.

Jeśli chodzi o pracę na pokojach, to książkę można napisać. O gościach nie wspomnę. Jedni po tygodniu pobytu w hotelu zostawiają pokój w stanie nienaruszonym, inni po jednym dniu narobią takiego burdelu, że poduszek szuka się na dole na parkingu, ściana przy wannie pieni się przy każdej próbie wyczyszczenia jej, zużyta prezerwatywa ozdabia lampkę nocną, a pilot do telewizora znajduje się w łazienkowym koszu. Lol. Sprzątanie tzw. pobytów także zaskakuje. Z każdym dniem. Raz wchodzisz, poprawiasz pościel, bierzesz dyszkę z łóżka, wyrzucasz śmieci i wychodzisz. Innym razem wchodzisz i…masz ochotę od razu wyjść, bo czujesz, że to nie na Twoje siły.
Ale bywa też śmiesznie ;-). Na przykład ostatnio wybrałam się obsłużyć pobyt w dwieście sześć. Wisiała kartka, że można, make my room, please. No to pukam. Cisza. Wchodzę. Cisza. Dzień dobry, mówię. I wtedy zapalają się światła i ja już wiem… Spod kołdry wychyla się pan mówiący po ichniemu angielskiemu. Przepraszam, biję się w pierś, że przeszkadzam i się wycofuję. A on, że fajnie, że przyszłam, tylko że on odpoczywa i czy mogę za godzinę. Przepraszam jeszcze raz i tłumaczę mu, że myślałam, że można, bo na drzwiach wisiała kartka, dał mi green light, że mogę i dlatego weszłam. A on, że na pewno się tak nie pomylił, że tam wisi do not disturb przecież i że on może wstać i pokazać, ale nie ma nic na sobie. Nie musiał mi już nic pokazywać, naprawdę :D.

Albo tzw. „wysuszona pani”, z nią też były jazdy. Tydzień w hotelu spędziła i nie nauczyła się otwierać drzwi kartą. Za każdym razem, gdy chciała wejść do pokoju, to wołała mnie, żebym jej otworzyła. A jak mnie i innych dziewczyn nie było, to zostawiała w pokoju męża, a sama gdzieś wychodziła, żeby jak wróci - ten otworzył jej drzwi od środka. I na odwrót. W ten sposób razem ale jednak całkiem osobno zwiedzali Kraków, mówiła.

Są też goście, którzy okropnie mijają się z prawdą. Gdy wymeldowują się z hotelu, dostaję cynk od Michała z recepcji i biegnę szybciutko do pokoju, by sprawdzić czym poczęstowali się z minibarku. Podczas gdy recepcjonista podlicza gości i mówi mi do zjedzenia/wypicia czego się przyznali, ja sprawdzam czego brakuje i krzyczę mu do słuchawki, żeby doliczył jeszcze Snickersa, Żubrówkę i Johnego Walkera. Wtedy w tle słyszę głosy że nie, przecież my już nic wiecej nie wzięliśmy. Wtedy ja krzyczę Michałowi do słuchawki, żeby nie pieprzyli, bo kłamcami są i ja widzę czego nie ma przecież. I tak sprawiedliwości staje się za dość, każdy płaci za wszystko w czym maczał usta. ;-)

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

!

08 paź

Call your girlfriend
It’s time you had the talk
Give your reasons
Say it’s not her fault
But you, just met somebody new…


 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

‚we live as we dream – alone’

05 paź


nie umiem tak głośno krzyczeć
żebyście tam gdzie jesteście mogli mnie usłyszeć

- Cześc Asia, jak jest?
- Jak jest? Opowiem ci jak to jest, gdy jednego wieczora rozmawiasz z człowiekiem i tłumaczysz mu jakie to ważne, by nie zrobił sobie nic głupiego,
a w porannej gazecie czytasz, że znaleziono już jego ciało. Opowiem ci jak jest, gdy dwa dni później na każdym kościele widzisz klepsydrę i nie wiesz czy powiedzieć rodzinie, że byłaś ostatnią osobą, z którą rozmawiał przed śmiercią.

Posłuchaj, mam trochę myśli, chcesz słuchać?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS