RSS
 

cz.2: Międzywodzie i okolice.

06 wrz

Dojechaliśmy na miejsce. 
Kwatera była najtańsza w całym internecie i chyba nie przesadzę mówiąc, że czułam się jakbym mieszkała w Ikei. Seba miał pewnie zniżkę, dlatego nie zbankrutowaliśmy przy ośmiu noclegach. W pokoju brakowało tylko czajnika, lodówki i sklepu spożywczego, ale to nawet dobrze, bo w przeciwnym razie S. już w ogóle nie wychodziłby z łóżka. A tak przynajmniej robił sobie codziennie przebieżki po świeże bułeczki i kursy do kuchni po herbatkę dla mnie. Oczywiście nie bezinteresownie, nie nie! W zamian życzył sobie różnych rzeczy, o których pisać tu nie będę, bo jest grubo przed 22:00.
Może jednym zdaniem o samym Międzywodziu jeszcze, cobyście mieli jakiekolwiek z nim skojarzenie. Seba był tam kiedyś na kolonii, były to czasy późnego PRLu, więc na Wojska Polskiego (główny deptak) stała jedna wata cukrowa, jeden gofer i świderek, a po pamiątki trzeba było jechać do Międzyzdrojów. Codziennie mijaliśmy budynek, w którym S. wtedy pomieszkiwał. Dziś jednak przyjeżdżają tam na kolonie dzieci z domów dziecka, więc smutno ogólnie.
A więc wakacjujemy. Na plażę zabieramy ręczniki, namiot, jedzenie, Men’s Health, krem z filtrem. Nie wyglądamy już jak wielbłądy – w zeszłym roku dźwigaliśmy jeszcze koc, parawan i ponton. Na plaży wyglądamy jak dzieci młynarza i na pewno widać nas z kosmosu.
Słońce rozpieszczało nas swoją obcenością całe dwa dni, więc pozostałe pięć trzeba było sobie jakoś zagospodarować. Codziennie wkładaliśmy najcieplejsze bluzy, kurtki, adidasy i długie spodnie. Parasolka stała się naszą najlepszą przyjaciółką, stół do cymbergaja zapychaczem deszczowego czasu, a dochodzące z małopolski wiadomości o trzydziestostopniowych upałach (tam) tylko dodawały nam otuchy :). Ale dobra, koniec łażenia w te i nazat po Wojska Polskiego. Jedziemy na wycieczkę! Głównym punktem była latarnia morska w Niechorzu. Już na parkingu spotkaliśmy się z nieprawdopodobną życzliwością losu – Seba zamknął kluczyki od samochodu…w samochodzie. Oficjalna wersja jest taka, że zrobiliśmy to wspólnie, ale to przecież mój blog i chcę to choć raz wykorzystać ;]. Zatem zostałam bez torebki, bez telefonów, bez głupiej chusteczki do nosa, papiru do podciru czy czegkolowiek innego. Seba nie powiedział nic, nie przeklnął, nie krzyknął, po prostu wziął telefon, zadzwonił do gdańskiego serwisu otwieraczy samochodów i kazał im się wypchać za cenę jaką zaproponowali ;p. Cała historia zakończyła się szczęśliwie dzięki panu z Opla Astry i jego kluczykom. Chyba powinniśmy wymienić zamki w samochodzie. Na Gerdę. Panie Jezu Świebodziński, dziękuję Ci za pomysłowość i skuteczność mojego mężczyzny… już myślałam, że do Szwecji pójdę boso.
Może jeszcze tylko słówko o Pani Bogusi: spotkałam ją podczas spaceru po plaży. Co za spotkanie! :D
Czas zbierać się do Szwecji :D. Spakowałam wszystkie moje manele w pół godziny i upchnęłam je do Corsy tak, żeby Jego siedem walizek plus 3 rekalmówki (bo zrobił sobie jakieś pamiątkowe zakupy) zmieściły się bez konieczności trzymania czekokolwiek na moich kolanach.
Jedziemy do Świnoujścia na prom!

cdn.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS