RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2011

złe rzeczy dobrym ludziom…

30 lip

Ten dzień zdecydowanie zajmuje pierwsze miejsce na liście najgorszych dni
w moim życiu.

Dziękuję, dobranoc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

.możesz przyjść i pozbierać mnie z podłogi.

26 lip

…albo położyć się obok.

ładną mamy jesień tego lata.
natomiast kwater nad Bałtykiem nie mamy jeszcze żadnych. nie mówiąc już o ładnych.
rezerwację na co innego za to mamy ;)
mam super składankę wakacyjną, którą niedługo odpalę w corsie.
soczewki mam. takie prawdziwe. od dziś.
nie mam już pieniędzy, a mam tyyyle do zakupienia.
pogody nie mam w Kluczach.
mam miejsce na studiach.
jutro będę mieć włosy nie z tej ziemi ;p
powinnam mieć czas dla M. na jakieś piwo czy coś…
najwięcej planów i chęci ich realizowania mam po alkoholu.
a wspominałam już, że mieszkania w Krakowie też jeszcze nie mam?

(nie)mieć czy być? heh…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nawiew zawsze będzie dobry, a akumulator nowy ;-)

24 lip


She said „Time is irrelevant, it’s not linear”.

Then she put her tongue in my ear.


On cierpliwy jest, łaskawy jest.
Nie unosi sie pychą, nie szuka swego.
(…)

Nawet nie wiecie co tracicie nie znając Go.

:*

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o tabunach z Warszawy i Gdańska.

19 lip

- Państwo muszą się wziąć za naukę,
bo szwedyści w innych miastach nie śpią!
Na rekrutacji pojawi się mnóstwo osób i stanowić będą one dla państwa konkurencję.
Z niektórymi z państwa przyjdzie mi się pożegnać, o c z y w i ś c i e.

Taaak, tabuny z innych miast przybyły dziś do Zakładu w liczbie 6 (sł.sześć). Także tego…tłumy. Trzy miesiące stresu tylko po to, by zobaczyć kilka sierotek spieszących się na pociągi powrotne do swoich miast.
Rozmowa rozmową, egzamin egzaminem, ale dla Jona jedno i drugie było raczej przynudnawe, więc skupiał wzrok na naszych nogach :D. Ten to ma wyjebane na wszystko :D

Weszłam, powiedziałam co miałam powiedzieć, a większość z tego okazała się być „bardzo ciekawa”. No, to umiem opowiadać bardzo ciekawie o rzeczach, o których nie mam pojęcia, ale nie jest to chyba dobre na dłuższą metę. 
Także dzień ciekawy, zwłaszcza, że kilka godzin wcześniej miałam okazję spóźnić się na busa, zobaczyć zwłoki na przystanku, na dworcu w Krakowie poproszono mnie o kupno s k a r p e t, a wieczorem spaliłam garnek… ale ogólnie to dobrze gospodarze pod nieobecność rodziców :-).

P.S.
http://demotywatory.pl/3240887/Ciesze-sie-kiedy-mnie-obgadujesz
 
chyba wiesz, że to do ciebie ;-)))

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

bye bye, Balicka!

07 lip

Wczoraj wyprowadziłam się z Balickiej.
Nadal traktuję to mieszkanie jak trochę swoje ;].
Przecież trzy lata to nie byle co!
Zawsze ze wzruszniem będę wspominać moje skrzypiące łoże pod oknem, poszarzałe firanki, urywające się żabki z zasłonami, niebywale szybko kurzącą się podłogę, zatkaną umywalkę w łazience, telewizor, który przez ostatni rok służył jako ozdoba kuchni, wiecznie przepełnioną skrzynkę pocztową, tykający zegar na ręce wmurowanych w ścianę zwłok nad Anny łóżkiem, a z wydarzeń – pierwszą noc tam po spotkaniu integracyjnym :D, pierwszą imprezę oragnizowaną przeze mnie i Annę dla ludzi, z którymi niestety nie mamy już kontaktu, pęknięcie węża i zalanie mieszkania, impreza administracyjno-szwedzka, która nadal stoi na szczycie najlepszych domówek ever :D, malowanie pokoju na zielono, odwiedziny kominiarzy i innych elektryków, codzienne sprawdzanie przez Annę czy za jej łóżkiem nie ma pająka, zabijanie pająków…
…no i sami współlokatorzy, o których dłuuugo by mówić ;p

Zmiany czasami są dobre. Zobaczymy jak tym razem na tym wyjdziemy ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

licencjonowana ;-)

06 lip


Zdałam. I to jak! ;D

Po trzech porannych melisach na czczo zdecydowałam, że może jednak wybiorę się na ten egzamin.
Wszystko wyglądało nie tak, jak to sobie wyobrażałam przez tyyyle miesięcy. Nie mówię, że gorzej. Ale zupełnie inaczej. Począwszy od tramwajów, które nie jeździły, poprzez nastrój i całą egzaminacyjną otoczkę aż do wyników i postawy ludzi.
W każdym razie mam to za sobą. Ciągle jednak przypomniają mi się sekwencjami moje i komisji wypowiedzi – między innymi prośba Jona abym za bardzo nie wnikała w aferę seksualną króla Szwecji i taaaakie tam ;p.
Największą bohaterką egzaminu była Karin Boye (:*), którą wymieniliśmy przy każdej odpowiedzi, niezależnie od tego kto jaką dostał epokę :D. A z pytania Bjorna wyratowała mnie Wisława Szymborska. Myślę, że skoro jest moją ulubioną poetką, to powinnam głębiej zapoznać się z jej twórczością :D

Nastał magiczny czas „po licencjacie”, więc mogę się wybrać na zakupy, eller hur? ;p.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Fogg w skórze Cyklopa.

04 lip

- No przyjechałbyś kiedyś na noc,
napilibymy się… Noooo, ale tak, żebyś nie wracał samochodem, tylko został.
Ty w ogóle tu nie przyjeżdżasz do nas!
- Co? No człowieku, przecież ja jestem w Kluczach codziennie!
- Do kogo ty codziennie tu przyjeżdżasz,
przecież moja siostra siedzi cały czas w Krakowie…?!
- ;o :DDDD

Weekend był jedną wielką patologią.


Piątek.

Nieszczęście zaczęło się w piątek rano, gdy uświadomiłam sobie, że przecież jest już lipiec, więc koniec z dostawą neta na Balickiej.
Przeżyłam jakoś 12 godzin odcięta od źródła wiedzy - gmaila svenskiej mianowicie. Wieczorem przyjechał po mnie Seba i zabrał do cywilizowanych Klucz :D Zabrałam ze sobą wszystkie tezy (obecnie nigdzie się bez ich nie ruszam), książki, notatki, segregatory i inne pomoce naukowe, więc na ubrania nie było już miejsca :o.

Mama pojechała do Nałęczowa na wesele swojej chrześnicy, o której pierwszy raz w życiu usłyszałam tydzień temu. Tata też nic na ten temat nie wiedział, więc generalnie śmierdzi nam tu jakąś wymyśloną rodziną, no ale…
Zatem przyjechałam do pustego domu i uczyłam się do momentu, aż Edek wrócił z imprezy. Była piąta rano, gdy wreszcie mogłam się położyć^^.


Sobota.
Nadszedł dzień wesela Mohuki (przyp. epuls.pl) ;D. Gdy już ogarnęłam mieszkanie, ugotowałam zupę dla siebie, Edka i psa (a każdy je co innego) i przeczytałam kilka tez - zaczęłam się szykować na imprezę. Nie powiem, że nie przemknęło mi przez głowę, aby do torebki schować notatki z oświecenia i romantyzmu w Szwecji, no bo przecież każda minuta jest na wagę złota, a w kościele nie było za wiele do roboty :D. Uspokoiłam dupę i stwierdziłam, że po prostu wrócę z tego wesela wcześniej i się pouczę do rana. Taki był plan.
Nigdy nie byłam na  t a k i m  weselu. Po pierwsze przy tak dużej ilości osób (pół tysiąca) nie rozmieszczono wizytówek i miejsca trzeba było sobie zajmować. Nie zdążyłeś, tudzież nikt ci nie zajął, to siedziałeś na szarym końcu z ludźmi, których na oczy nie widziałeś. Na szczęście nam zajęli :D. Po drugie z parą młodą nie zamieniłam zdania, dalej - nie umoczyłam nawet ust w wódce, do tego zatańczyliśmy może trzy razy… ale i tak było zabawnie (z kilku istotnych dla mnie powodów, które usilnie chciałabym zachować dla siebie) :).
Po któreśtam, bo przestałam już liczyć, oczepiny nie odbyły się o 24:00, a przecież po nich miałam się zbierać do domu. Zebrałam się i tak, bo stwierdziłam, że panna młoda widocznie nie chce się bawić w symboliczne przechodzenie ze stanu panieńskiego w zamężny. Wyszliśmy oczywiście po angielsku :D Przyjechał po nas Chodak, a my zrealizowaliśmy grejt ajdija Seby i usiedliśmy w tyłu. Razem :D.
A zatem jedziemy sobie do Klucz. Zapomniałam wspomnieć, że ok. 23:00 odebrałam od taty telefon, żebym sprawdziła co się dzieje na chacie, bo wydaje się jakoby Edek urządzał tam imprezę. W drodze do domu zadzwonił Edek, żebyśmy wpadali. Do nas na imprezę. Do nas do domu na imprezę. Nie umiem oddać ironii tej sytuacji, ale wierzcie, nawet ja nie wiedziałam co powiedzieć ;D. Dojechaliśmy. Już wtedy wiedziałam, że nic nie pójdzie według mojego planu. Wydarzenia następnych czterech godzin są dla mnie tak niepojęte, że aż trudno mi sobie wyobrazić, że naprawdę miały miejsce. W skrócie było to: jechanie po Małpę w kapciach, ciągłe dowożenie wódki, poznanie czterdziestoletniego pana Cyklopa, który śpiewał dla mnie Fogga i opowiadał proste historie w taki sposób, że prawie popuszczałam z każdym wybuchem śmiechu; mentorskie zapędy Seby, jego pouczenia w stronę Małpy, „nie piliśmy na ostatnim weselu, jak do tego dopuściliśmy?!”, historie o Klaudiach, Karolinach i innych babciach, których nigdy na oczy nie widziałam, nauka angielskiego według Cyklopa i taaaaakie pożegnanie Seby i Chodaka, gdy wracali na wesele jeszcze :D. Dodam tylko, bo chyba nikomu się jeszcze nie chwaliłam: Edek całą tę noc zwracał się do mnie „Asia”. :o Generalnie spać poszłam po piątej. Zła byłam przeokropnie, ale nie tak, jak
wstałam…
 

Niedziela.
…wstałam. Wtedy to dopiero było śniadanie :o. Przecież impreza wcale się jeszcze nie skończyła! Małpy, Cyklopy i inne Paździochy nadal szaleli jak dzicy po mojej kuchni. A moje tezy… ehhh. To nie był dobry dzień.
A mama wracała po 18, trzeba było po nią wyjechać, więc Edek pojechał do Zawiercia na pełnym floł ;D.
I w ogóle ja już tak nie chcę więcej, a wszyscy tylko czekają aż rodzice wyjadą na wakacje i chata będzie wolna…

I chyba mam jutro egzamin licencjacki, o faaan! :o

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS