RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2011

2010. szesnasta z minutami.

26 kwi

- Czemu ten bus się nie zatrzymał?
- Bo mu nie machnąłeeem! ;>


Następny także się nie zatrzymał, nikt mnie nie spławił i byliśmy już w drodze nad Wisłę.
Jednych zastanawia pewnie fenomen przypadku, nieliczni znają prawdę, a ja nadal cieszę się czyścidełkiem do ubrań.


Moi rodzice mieli randkę dziś dwadzieścia pięć lat temu.

Z okazji dwudziestopięciolecia wybuchu elektrowni w Czarnobylu dziękuję, że S. nie urodził się z trzema rączkami.

:*

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

_

22 kwi



I´m not calling for a second chance
I´m screaming at the top of my voice.
Give me reason, but don´t give me choice
Cause I´ll just make the same mistake again.

Przypomniało mi się zeszłoroczne mycie okien. I świąteczne porządki.
 Po wszystkim siadałam w fotelu i pisałam.
Jakby to było wczoraj.
Wszystko jest tak samo, a przecież tyle się zmieniło.
Na pewno nie zmądrzałam, nie dojrzałam, nie wyzdrowiałam.
Zachowania też wzorowym nazwać nie można.
Noalejednaktojużnietamtenkwiecień.

Zrobiliśmy z tatą pisanki. Jak co roku.
Jestem pewna, że znowu zgarniemy główną nagrodę w konkursie jajkowym.
Jak co roku :D.
- Tej, którą mama trzyma w rękach nie wystawimy. Zobacz, że już popsuła.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Korepetycje z życia.

19 kwi


Siedziały tam.
Nieopierzone takie.
Żółtodzioby.
Raczkujące w branży zwanej dorosłością.


Jednak jestem normalna.
Moje potrzeby są zrozumiałe.
Myśli dojrzałe, ale trzeba je jeszcze opanować. 

Miło czasami popatrzeć na życie oczami trzydziestolatków. :-)

Było tak: oooj wow ljsdiodshoidhawytyqwfshasjmaxdkj !
i chcemy więcej.
Dzięki, Żaba ;*

Borys Szyc też mieszkał Na Widoku, dacie wiarę? :D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

.Weeks go by like days.

17 kwi

- wiesz, M., śpiewają mi Anielski Orszak.
  Nie wiem jeszcze tylko w którym kościele.
- przyjdzie czas, to będziesz wiedzieć.

Nasz Zakład jest po kolejnym Wieczorze Bellmana.
Ten zakończył się inaczej niż w zeszłym roku, ku prawdopodobnemu rozczarowaniu panny E. 
Wydarzenia po tamtym Bellmanie zapisały się bardzo pozytywnie w mojej głowie.
I nie tylko w mojej ;-)
…bo po nim wszystko zaczęło się układać.
Mam nadzieję, że teraz też tak będzie.

P.S. Od tygodnia jakoś tak inaczej myję stopy ;>
;-)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Strumień świadomości Ania nie wie.

12 kwi


Ja już wiem. Kryzysy mijają, ten też minie. Przecież takie przedsięwzięcia nie trwają wiecznie ;-). …bo chooooć zapomniaaaał o nas świaaat, nie traciiiimyyyy naaaadzieeeiiii.
Czekam na odpowiedź z rządu. Z zarządu tak właściwie, ale „rządu” brzmi poważniej ;p.
Szukam piosenki, by ją sobie tu włączyć przy pisaniu, by zrobiło mi się tak tak… że chciałabym wyskoczyć z łóżka. Choć czasami najchętniej w ogóle bym z niego nie wychodziła ;-). W sobotę ugryzł mnie łabędź. Łabędź, dobrze czytacie. Do dziś mój kciuk jest lekko czerwony, ale przynajmniej wiem czym karmić te ptaki. I nie mam tu na myśli chleba. Żonkile dostałam. Bez przyczyny. Tzn. powodu. Bez okazji znaczy się, czyli tak, jak lubię najbardziej. Zabraknie mi kiedyś słoików, ale nie chcę dzbanka z Ikei:D. Tomek nadal nie był u fryzjera. Nie mogłam na niego patrzeć już w styczniu. Jest połowa kwietnia, a on nadal obrzydza mi śniadanie. Obejrzałam właśnie niedzielnego X-factora. Zajęło mi to trzy godziny, ale już wiem kto wygra :D. Naprawdę. Śniło mi się ostatnio coś dziwnego. Nawet kilka razy. Takie coś, co nie powinno. Mam iść z Anią na Kopiec Kościuszki. Z nią najpierwszą. Miasto z morza, ciekawe co u Ciebie. Myślę dużo ostatnio, bo to przecież ten czas był. To nie był film. Pamiętam. Pamiętam mowił, ach chciałbym sobie postrzelać. Wiesz, do dziewczyn na ulicy, w biały dzień, teraz. Nie do zwykłych dziewczyn, ale do tych najpiękniejszych. Wybrałam piosenkę. Gregorian – Moment of peace. Jedna z ulubieńszych mojego taty. A dziś przyszedł do nas pan. Wiedziałyśmy, że przyjdzie, ale miałyśmy nadzieję, że jednak tego nie zrobi :D. - Dzień dobry, ja do przeglądu stanu technicznego mieszkania, można? – A powie mi pan na czym to będzie polegać? – A wpuści mnie pani do środka…? Anna, you made my day ;D. Koncert Roda Stewarta jest 11 czerwca. Chce tam jechać i nie piszę se tutaj tego tak se. Tylko po to, żeby ktoś coś z tym zrobił^^. Mam lenia strasznego. Naprawdę. A przecież to jest już ten czas. Nie w sensie tego czasu, o którym pisałam wyżej i tego, o którym jeszcze napiszę niżej. Mam szlaban na „Przyjaciół”. Co najmniej do końca postu. Ale później to już nie będzie czasu :(. Znalazłam idealne wyjście z tej sytuacji i zaczęłam ogladać Alfa^^. Za to śmiać muszę się nauczyć jak elf :D. Żart sytuacyjny:P. Rozumie go tylko ten, który porzucił czytanie tego strumyka daaawno linijek temu. I ironia losu jest taka, że kupiłam sobie nowe słuchafony, podczas gdy stare znów zaczęły działać. A te nowe wypasiooone, człowieeeku, nauszniki jak u Eskimosa, mikrofon taki, że mnie tata mnie w Norwegii bez włączonego skypa usłyszy no i za całe 14,90zł ! Marcin by się uśmiał. Czekamy jeszcze na kominiarza i pana elektryka, mam nadzieję, że będę przy tym, jak Ania będzie im otwierać drzwi :D.

Jutro czeka mnie dzień. A jaki – to się okaże.
Dobranoc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W trzech słowach o minionym weekendzie.

10 kwi


Podnoszący na duchu.

:-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Fish and chips…

09 kwi

…and chips with sugar ;D
(takie smaczki jada mój mężczyzna)

Pasowałoby chociaż wspomieć, że byliśmy w Londynie. Nie? :D
Owszem, nasze nogi tam postały. Ale nie wiem czy jeszcze kiedyś to zrobią. ;p
Początkowy pech odbijał się na mnie i moich nastrojach przez resztę pobytu na Wyspach. Tak, jak odbija mi się po wielkim talerzu pomidorówki. Ale ale! Opanowanie i cierpliwość Seby zdawały się być jak balsam na me psychiczne rany. :) I teraz nawet się ze wszystkiego śmieję, a zdjęcia oglądam z największą przyjemnością. Oprócz tych, na których nawet nie-wyglądam :D.

W kilku słowach: dziwny to kraj, w którym przechodząc przez ulicę patrzysz najpierw w prawo (kto patrzył, ten patrzył – prawie zginęłam), i gdzie to pasażerowie prowadzą samochody, bo kierownica jest po ich stronie ;D, gdzie mówi się z takim akcentem, że chce się człowiekowi roześmiać w twarz (ale też przyznać, że to soł najs), gdzie ludzie przepraszają za to, że to ty(!) im w czymś przeszkodziłeś, no i gdzie… jest największe na świecie skupisko Murzynów i Polaków :o.
Naprawdę, Polaków w Londynie na potęgę, a najwięcej Polek w Primarku :D. Ani jednego rodaka nie spotkaliśmy natomiast w Muzeum Nauki, co nas aż tak nie zdziwiło ;D.

Zobaczyliśmy większość tego, co zaplanowaliśmy, zjedliśmy tradycyjne brytyjskie danie, włóczyliśmy się po mieście do późnych godzin, jeździliśmy piętrowym autobusem, oszukaliśmy panów z metra („darmowy” przejazd metrem wpisze się chyba w tradycję podczas naszych zagranicznych wyjazdów :D), nie widzieliśmy królowej, wsiedliśmy na London Eye i… dużo jeszcze innych fajnych rzeczy robiliśmy ;-).

Seba, wróżę Ci, że otworzysz kiedyś fabrykę kanapek. Najlepszych na świecie :D
A cierpliwość będziesz sprzedawał na wagę :)
<3

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS