RSS
 

Archiwum - Luty, 2011

PoNIEdziałek.

28 lut

Tytuł mówi sam przez sie <3

Dziś na uczelni czekały na mnie i resztę szwedzkiej dwa niezapowiedziane testy. Które podobno miały sprawdzić naszą dotychczasową wiedzę w dziedzinie czasowników z partykułą (u pana dyrektora Zakładu) oraz drugi - weryfikujący nasz poziom z niemieckiego u pani, która podobno zawsze ma rację. Zero stresu. Absolutnie. Relanium i melisa chyba już w życiu na mnie nie zadziałają. Nie lubię wracać po długich przerwach. Zwłaszcza gdy powroty są w poniedziałki.

Chcę wakacje. 

Łóżko od byłej sąsiadki nadal stoi w naszym pokoju. Trzeba je obchodzić żeby dostać się do czegokolwiek, ale powoli odkrywamy plusy rekwizytu^^ ;D

Wyczytałam jak poprawić wygląd biustu. Niestety jest to podobno dość długi i wymagający cierpliwości proces. Ale efekty zadziwiające!No i dziś pierwszy raz postanowiłam zastosować się do wskazówek cud-porady. Niesamowite! Już po pierwszej sesji widzę poprawę. Albo to tylko moje przywidzenia, ale naprawdę wyglądam jakoś jędrniej. Cała :D

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

.My po łóżko.

27 lut

Od wczoraj mamy na Balickiej dodatkowe łóżko.
Bo zadzwoniła do mnie sąsiadka z góry z zapytaniem, czy nie potrzebujemy przypadkiem łóżka.
Od razu stwierdziłam, że nie, ale jak dowiedziałam się, że jest za darmochę, to mówię b i o r ę !
S. i pan właściciel byłego mieszkania ów koleżanki sprowadzili je z drugiego piętra i teraz stoi.
Tata krzyczy, że do Klucz go nie chce, bo nie ma gdzie postawić. No to ja mówię, że w garażu. Na co on, że tam zgnije. No to ja mówię, że zostawię na Balickiej. No to on, że właścicielka się nie zgodzi. No to ja, że ona nawet się nie dowie, a jeszcze się ucieszy, że ma w mieszkaniu jedyne łóżko, na którym można spać bez obawy, że się zawali. No to on, że mam sobie robić co chcę. No to robię. Pomagam Kasi z góry, która obecnie nie mieszka już na naszej górze, tylko na Karmelickiej.

Nie wiem co zrobię z tym gabarytem, ale przecież ja zawsze się w coś wpakuję. :P

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

24,5h

26 lut

I dał im Pan tą dobę i wiedział, że to było dobre.

Dla mnie było też zabawne ;D. 
Czasami żałuję, że mam okazję być jedynym świadkiem kuriozalnego zdarzenia, nie mam kamery i wiem, że bez dowodu ciężko będzie komuś uwierzyć w moje słowa :D

„Samochody? Jesteśmy na Floriańskiej!”

:*

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A więc to tak… ;>

25 lut


Krakowskie Przedmieście zalane jest słońcem
Wirujesz jak obłok, wynurzasz się z bramy
A ja jestem głodny, tak bardzo głodny
Kochanie, nakarmisz mnie snami
Zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz
Rozkwita na drzewach na krzewach
ściekami z rzeki kompletnie pijany
Chcę krzyczeć, chcę ryczeć, chcę śpiewać

Już dzień przed wyjazdem do Warszawy coś poszło nie tak. Marcinowi nie pojechał bus do Krakowa, więc następnego dnia czekała go pobudka w środku nocy :D. Mnie całą noc śnili się ‚Przyjaciele’, biję się w pierś i przyznaję: jestem uzależniona. Niech ktoś mi zabierze te płyty, na litość boską! Z Naszej trójki wyspała się tylko Ania, która co chwilę przestawiała drzemki i nie przyjmowała do wiadomości, że budzik nie kłamie ;D.

Gdy pokonaliśmy już senne trudności, zmagania z poranną toaletą, przesiadkami tramwajowymi i znalezieniem właściwego peronu, okazało się, że pociąg się nie spóźni, że jesteśmy pięć minut przed czasem i że Marcin nie ubrał kaleson. Ta ostatnia informacja zdecydowanie wyznaczyła kierunek całej naszej stołecznej przygody, a moją mamę wprawiła w nie lada zdumienie.
„-Siedzicie? -Siedzimy!”, tylko zimno jak w psiarni. W pierwszą stronę jechaliśmy w przedziale z bardzo zwykłą starszą panią, która podczas snu miała otwartą buzię i zabawnie ruszała językiem. To bardzo popularne, serio. Był też pewien pan, ubrany w koszulę i dwa swetry z owczej wełny (tyle dało się zauważyc, ale na pewno miał jeszcze coś pod spodem. Na pewno miał kalesony.), który obdarzył nas bezgrnicznym zaufaniem wychodząc do toalety i zostawiając uruchomionego laptopa, nie mówiąc przy tym ani słowa, typu „popilnujcie” „zaraz wracam” „jak ukradniecie to zajebię”… nic. W międzyczasie przeglądał tylko repetytorium do nauki języka greckiego. Natomiast gdy ja wróciłam z toalety…:D… no cóż, po prostu musielibyście sami zobaczyć tę śnieżną kabinę… :D.

Warszawa-Śródmieście.
Pierwsze, co nas sparaliżowało, to zimno.
„Kuuuźwa, w tym mieście ludzie mają inne granice wytrzymałości niskich temperatur”
„Niby stolica, a tak zimno” (;D) 
„Ja chcę do Krakowa”
„Marcin, będzie ci zimno…”

Pierwsze pół godziny krążyliśmy na obszarze 200 m.kw w poszukiwaniu toalety. Następne pół godziny w poszukiwaniu odpowiedniego autobusu. Muszę przyznać, że nasza wycieczka po Warszawie w większym stopniu opierała się na zwiedzaniu atrakcji przez szybę ciepłej sto.osiemdziesiątki ;) . Ale nie przesadzajmy, chodziliśmy dużo, zobaczyliśmy dużo, Marcin nie miał kaleson. Każdy z naszych aparatów miał swe ciężkie chwile, mój jednak umarł całkowicie ;/. Baterię grzałam w rączkach lub kieszeniach spodni. Marcin zagrzałby ją pewnie w kalesonach, ale przecież ich nie miał.
Z Łazienek mam sporo wspomnień. Przede wszystkim wyszliśmy z nich spoglądając jedynie na pomnik Chopina^^. Dobrze, że zorientowaliśmy się, że coś jeszcze musi być „za pomnikiem”, bo przecież skądś ci wszyscy ludzie wychodzili :P. No i to właśnie tam zrobiliśmy najwięcej zdjęć. Pawiom ;D. Do Ani szły jak do żywicielki, ode mnie uciekały, Marcina zascynowały kaczki. Każdy znalazł coś dla siebie, idziemy dalej. :)
Belweder, Ambasada Szwecji^^, Plac Trzech Krzyży (odrywanie plastra rozgrzewającego z moich pleców na przystanku^^) , Plac Piłsudskiego, Krakowskie Przedmieście i Starówka. Marcin nie miał kaleson.
Kiedyś musiał dopaść nas głód. Wiedzieliśmy o tym, zawsze się tak dzieje. Nie wiedzieliśmy natomiast jaką trudność sprawi nam znalezienie obojętnie jakiej pizzerii. Do obojętnie jakiej pizzerii jechaliśmy dwoma autobusami, nie mówiąc już o szukaniu pieszo. Rewelacyjna nie była; cena jak na stolicę przystało, ale przynajmniej nie jedliśmy w sieciówce. :P
Zabawnie było zobaczyć, że tuż za Zamkiem znajduje się PizzaHut i kilka kebabów. Należało jedynie przejść sto metrów od miejsca, w którym zawróciliśmy. ;p
Na dworze nadal było minus dwieście. Marcin nadal nie zdecydował się na kupno kaleson. Postanowiliśmy więc wracać wcześniejszym pociągiem. W kolejce po bilety spędziliśmy czterdzieści minut, co chwilę słysząc zapowiadającego pociągi Jarka Kaczyńskiego. Dorabia za mikrofonem na Centalnej ;D.
W drodze powrotnej było już troszkę cieplej. I senniej też było. Zmęczeni i zmarznięci wsiedliśmy do 4 i od razu poczuliśmy, że jesteśmy u siebie ;D.

Wszędzie dobrze, ale wiadomo… ;-)


Dziękuję! :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gdyby tak zima się skończyła.

22 lut

Założyłabym którąś z sukienek leżących w szafie. Z metkami jeszcze :P
I balerinki.
Albo adidasy.
I kurtkę przejściówkę.

Ale nie. Oczywście musi być jeszcze mroźniej.
I jeszcze więcej śniegu.
Jeszcze więcej soli na butach
i coraz mniej mojej cierpliwości. ;/

Mama: Asia, co chcesz dziś na obiad?
Ja: Mamooo, nie umiem odejmować pisemnie.
Mama: Ja też nie. Ani dzielić. To jak z tym obiadem?
Ja: Dzielić umiem! Ale to odejmowanie… ehhh ;/

Istotnie, pamiętam jak dziś. Lekcje z odejmowania pisemnego mieliśmy na zastepstwie u p.Cukierskiej. Drżała przed nią cała podstawówka. I akurat moja klasa musiała przerabiać tę matematyczną kobyłę właśnie z nią. Wzięła mnie nawet do tablicy, żebym rozwiązała przykład i gdybym się tak bardziej skupiła, mogłabym sobie dokładnie przypomnieć jaki to był przykład. Ale ja zrobiłam go wcześniej, w ławce, żeby przy tablicy wypaść dobrze. Nie zniosłabym, gdyby Jakub się ze mnie śmiał. Tak, ten sam Jakub, późniejszy chłopak Ani, który obecnie pisze do mnie i dzwoni jak jest porządnie wstawiony. Taka byłam!
Konsekwencją tych lekcji sprzed wielu lat jest to, że nie umiem odejmować na karteczce i nie jadłam dziś obiadu, bo w końcu nie powiedziałam mamie co chcę.

Byłyśmy dziś u Edka w sklepie. Mam mieszane uczucia, aczkolwiek życzę mu jak najlepiej!
Z całego asortymentu różnych rzeczy, o których nie mam pojęcia kupiłyśmy… rękawiczki! Bo mamie potrzebne do ogródka. Prace ogródkowe zacznie dopiero w kwietniu, ale rękwiczki trzeba mieć! ;D

Jutro wybieramy się z Anią i Marcinem do Warszawy. Wycieczka miała się odbyć początkowo we wrześniu, no ale wiadomo jak to z nami jest. Jutro w stolicy ma być -15, ale przecież ‚przygoda, przygoda…!’. Dlatego przebiorę się za cebulę, zacisnę zęby i będę sobie wyobrażać, że jest co najmniej lato ;D

;-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

.Asia, Ty tu (u)rządzisz.

21 lut

Nie ma to nic wspólnego z Ikeą.
Ej, właśnie, widzieliście najnowszą reklamę Ikei? Jak żona wyrzuca męża z domu… a raczej wszystkie jego ubrania, fantastycznie to komentując…? Kapitalna! ;D

Jeśli już o porządkowaniu mowa, to pochwalę się, że dziś zrobiłam rewolucję w pokoju. Kluczewskim oczywiście, bo na Balickiej Ania nie zgodziłaby sie na tak radykalne zmiany. Zamieniłam bowiem miejscami fotel i stolik. Nowy image powala^^. W sobotę tata zrobi dwie dziury w ścianie (nikt oprócz niego nie może dziurawić ścian w naszym domu) i zawieszę obraz. Trzeba wspomnieć, że pozbyłam się książek z gimnazjum, które zalegały na najniższych półkach regału. No i kilku kilogramów kserówek z niemieckiego. Raaany, ja naprawdę żyłam tym językiem przez 9 lat! :o
Na uprzątnięcie kąta w drugim końcu pokoju nie starczyło mi już sił i czasu. Musi poczekać do wiosennych porządków ;D. Mimo to zapraszam wszystkich zainteresowanych nowym, porywającym wystrojem pokoju na herbatę i ciasteczka^^.
„Możesz do mnie przychodzić bez zapowiedzi, tylko poinformuj mnie kilka dni wcześniej. Żebym wiedziała”

Jutro babcia będzie lepić pierogi.
Tak, długo na to czekałam ;-)

Pozdrawiam wszystkich uczących się i piszących referaty. :)))

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

.witaj w 2003.

20 lut

Hejsan!
Niewiarygodne jak ten czas leci.
Z roku na rok ta pieśń jest coraz bardziej przeterminowana.
Ale wciąż kojarzy mi się z jedną osobą ;)

Niewiarygodne, że byłam aż tak bardzo zajęta, że nie pokazałam się tu prawie dwa miesiące.
Kalam się.
W wielkim skrócie co u mnie od końca grudnia:
Święta, święta i po świętach. Mijają coraz szybciej, a ja coraz mniej dostrzegam ich magię.
Wieczór sylwestrowy w Olkuszu na Osiedlu Młodych u niejakiego Buddy. Przebierany. Byłam cyganką, miałam najlepszy strój i high five, nikt nie podskoczy ;D
Piątego stycznia odbył się bal w hotelu Park Inn. Łucja. Ikeowa. Były okrągłe stoły^^. Bawiłam się świetnie. S. bawił się całkiem inaczej, choć porównywalnie świetnie. Następnego dnia też :D
A w Zakładzie… zakaz zakręcania kaloryferów. :D Odgórny. Jak Boga kocham.
Ludzie zaczęli wracać z Erasmusów i chwalić się swoją wyśmienitą znajomością szwedzkiego. Nie zazdrościłam im za to sytuacji z nadrabianiem semestralnych zaległości :P
Stres przedsesjowy ujawnił się w połowie stycznia.
Kilka dni później zamienił się już w sesjowy.
I tak oto sesja zdominowała moje życie. Rzadko się zdarzyło, że spałam ;]. Nie mogłyśmy się z Dredem już na siebie patrzeć/słyszeć po całych dobach spędzonych na skypie. Mieszkanie było jednym wielkim pobojowiskiem, moje kserówki opanowały każdą wolą przestrzeń, a Tomka nie było na Balickiej ze trzy tygodnie. Trzy tygodnie życia więcej zyskałam^^.
Dni po skończonych egzaminach były na tyle zwariowane, wykańczające i osobiste, że aż powstrzymam się od pisania o nich.
Dużo się natrudziłam, aby zdobyć kartę zniżkową na Ryanaira, ale jak się później okaże – przydała się ;D
Powodów do zdenerwowania posesyjnego też było sporo. Między innymi szewc bez powołania. Otwarcie mówię: szewc przy przystanku Urzędnicza w Krakowie to cienki bolek. Nie zdecydowałam się zostawić mu trzeci raz kozaka do poprawy…  ;/
Poznałam wujka i ciocię z Kanady. LOL. Wujek Roman ucałował mnie sześć razy i mówię to każdej spotkanej osobie bardziej lub mniej zainteresowanej moim losem ;)
Urodziny Kasi można skomentować w kilku słowach: wódka, soki, dodatki :D. No i spotkaniem po latach też można je nazwać ;)
Walentynki <3
Urodziny Marcina ;-)))

Nie wiem co jeszcze, ale generalnie sporo się działo. Nie czuję, abym wypoczęła.
I pluję sobie w brodę, bo przecież miałam zrobić tyyyyyle rzeczy, a w każdej wolnej chwili oglądam ‚Przyjaciół’. Wszystkie sezony trzeci raz. Niech mnie diabli, po co przywiozłam je do Klucz..? Chyba nie muszę wspominać, że każdej nocy śnią mi się ich przygody? :P :o

‚Seba, mogę kopnąć gołębia? Nie luuubię ich…’

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS