RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2010

.I forgot to remember to forget.

28 kwi

:-) !

_______________
Hej, dziewczyno! Ty chyba nie wiesz, że kiedyś dałabym się za Ciebie pokroić. Nie wiesz, bo Ci tego nie powiedziałam, a teraz jest już na to za późno…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

.Before it`s to late.

25 kwi

Jutro lub we wtorek rozpierdoli mi się świat. Częściowo zrobił to już wczoraj, ale prawdziwe 2012 przyjdzie do mnie troszkę wcześniej, niż do innych. Na dniach.

Pięć sekund. Pięć sekund, które potrafię analizować godzinami. Rozkładać na czynniki pierwsze, przypominać sobie każdy gest, istotny element. Bo to jest tak, że te pięć sekund przychodzą falami. Raz w ogóle o nich nie myślę, chcę dać temu spokój, zwisa mi co będzie dalej. Ale przychodzi taki moment, taka fala smutku i żalu, że tylko uderzyć ręką w ścianę.

Teraz właśnie jest fala, rzekłabym nawet – wielki przypływ, jeśli nie sam sztorm.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czas.

24 kwi

Tears are coming,
and years are going
I hope we learned something…

A to był On…

_______________________________
Placebo – Passive aggressive

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bellmans Afton :-)

23 kwi


I nagle skończy się
to wszystko, w co wierzysz,
co kochasz zasypie śnieg.
Dziki uniesie cię wiatr,
upuści cię nagle, uderzysz,
ufałeś mu tak.

Istotnie, po wczorajszym wieczorze Bellmana nic u Nas w Zakładzie nie będzie tak, jak dawniej.
Ale słowem wstępu dla tych, którzy pierwszy raz widzą wyżej wymienione nazwisko i nie umieją go w żaden sposób umiejscowić w czasie i przestrzeni. Carl Michael Bellman to XVIII wieczny szwedzki poeta i kompozytor, uważany za jednego z najważniejszych narodowych skaldów. Podczas pisania swoich pieśni i ballad był najczęściej pod wpływem mocniejszego trunku, dlatego też jego dzieła są raczej  k o n t r o w e r s y j n e. Postanowiliśmy więc pójść w ślady naszego klasycystycznego autorytetu z dziedziny szwedzkiej poetyki i… też spłodzić coś pod wpływem alkoholu. Tak oficjalnie, z wykładowcami^^. Niestety już po godzinie okazało się, że jedyne, co jesteśmy w stanie spłodzić, to dzieci. Zaniechaliśmy zatem pomysłu:D, śpiewając tylko i popijając najlepsze bułgarskie wino (sześć złotych od butelki) z plastikowych kubeczków^^.

To chyba tyle jeśli chodzi o część oficjalną, albo po prostu część, z której wszyscy jeszcze wszystko pamiętają :D
Po wyjściu z Zakładu udaliśmy się gdzieś  w s z y s c y  r a z e m . Btw. po drodze ustaliliśmy skład i Głowę Rodziny Szwedystów. No i osoby bijące brawo na widowni. Heloł, wybieramy się na dniach do Familiady, nie? :D
Gdy już doszliśmy gdzieś, to okazało się, że znajdujemy się w nowo otwartym klubie X przy Jubilacie. Szczegóły nie mają tutaj większego znaczenia, a poza tym kto by je spamiętał..? :P Klub urządzony pomysłowo, wystój za kupę kasy, jednak nie każdy miał okazję to dostrzec, spędzając większą część imprezy z głową w kiblu^^. Ale ma to też swoje dobre strony, ubikacje były bowiem jedynym miejscem, w którym DJ zapodawał koncerty na flet i skrzypce oraz gloria na instrumenty solowe, chór i orkiestrę Vivaldiego. Dacie wiarę? Właściciele doskonale wiedzieli, że klubowe WC to najlepsze miejsce na choćby częściowe odchamienie pijanej młodzieży ;D.

Jednak cały nasz pobyt w klubie X i przygody z tym związane jest niczym wobec wiadomości, jakie wczoraj do nas dotarły; wobec zwierzeń i zachowań pewnych osób; wobec tego, co teraz przed nami…
Wiem jedno: jak na jeden wieczór dowiedziałam się za dużo. Za dużo o tyle, żebym mogła spokojnie zasnąć, obudzić się i powiedzieć: „no cóż, samo życie”.
I to samo życie właśnie pokazuje, że ja potrzebuję trochę więcej czasu na ogarnięcie rzeczywistości… :D

Do jutra!

________________________________
FOB – Coffee’s for closers

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Świat nam się kończy

17 kwi

codziennie po trochu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Somewhere a clock is ticking.

15 kwi

Czekam na twój jeden znak,
A ciebie bawi to,
Że mnie już trafia szlag.

Dacie wiarę, że konie potrafią pływać?!
Jasne, przecież to wiecie. Bo jak się okazało – każdy to od dawna wiedział i nic mi nie powiedział. Zatem tu oto siedzi przed Wami uświadomiona w wieku dwudziestu lat dziewczyna, która oglądając westeryny myślała, że konie wchodzą do wody tylko do momentu, w którym czują grunt pod nogami. 
Powiedzenie, że człowiek uczy się całe życie, nabrało dla mnie wczoraj podwójnej mocy. A jak jeszcze kiedyś będziecie wiedzieć coś równie istotnego, to się, do cholery, podzielcie!

Byłam dziś u G. Każde spotkanie z nim kosztuje mnie sto pięćdziesiąt złotych.
Ceni się.
A dziś powiedział, że jestem piękną kobietą^^.
I dotykał mnie już w k a ż d y m (nie)możliwym miejscu mojego ciała, co teoretycznie daje mu predyspozycje do bycia moim mężem.
Jest tylko ciut starszy od mojego taty, ale na pewno znaleźliby wspólny język. A to przecież istota małżeństwa ze mną ;D.
Niestety leci na kasę.  M o j ą  kasę. I żyje z tego, że go odwiedzam.
Nie, nie. Nie mogłabym przecież utrzymywać mojego potencjalnego meża, doktora.

Powiedział mi, że mam nie płakać. Bo „każdy coś ma, tylko jeszcze o tym nie wie.”
Więc nie płaczę. Czasami.
;-)

Chcę do domu.
Zabierzcie mnie Ktoś do domu.
Nie wiem jak się dostanę do Klucz, a tym bardziej jak wrócę w niedzielę do Krakowa. Chyba samolotem. Jeden w tą czy w tamtą na Balicach nie zrobi różnicy. Nie ukrywam, ze pogrzeb pary prezydenckiej na Wawelu pokrzyżował mi plany. Ale nie będę się na ten temat wypowiadać, bo decyzja została już podjęta, a moje ciche sprzeciwy nie mają tu większego znaczenia. Poza tym nie jestem wystarczająco kompetentną osobą, by móc w ogóle w tej kwestii zabierać głos, ani też na tyle zdesperowana, by protestować pod Oknem Papieskim. :P

…i dlaczego wulkan na Islandii wybucha akurat wtedy, gdy Karol ma mi przywieźć Vikinga? ;o

_____________________________________________
Strachy na Lachy – Chory na wszystko

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co z tą Polską…?

10 kwi

Teraz to dopiero będzie bida z nędzą.

___________________________
„Wzrasta tylko ilość zniczy…”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

It gets the worst at night…

09 kwi


Kolejny tydzień, kolejne doświadczenia.
Piętnastominutowe zakupy w Ikei są bardzo ekonomiczne… kiedy wiesz po co idziesz. Albo kiedy nie ma tego, co chcesz kupić :P .
Nie powinno się publicznie i głośno doradzać koleżance jak ma usprawiedliwić nieobecność u profesora z powodu wizyty u ginekologa. Ty zostaniesz opatrznie zrozumiana na środku ulicy, a sam profesor mógłby czuć się bardzo zmieszany, zwłaszcza, że „to dopiero zwykły magister”. :D
Przyjaciółka, która widzi, że zaraz kogoś podeptasz (bo idziesz tyłem) i w żaden sposób nie zareaguje - nie jest twoją przyjaciółką. :P
Życie w akademiku jest zorganizowane i rządzi się swoimi prawami. Dlatego też jeśli jego mieszkaniec prosi cię o zatrzymanie windy, to to do cholery zrób.
Gra w bilard też rządzi się swoimi zasadami. Ale wcale nie trzeba ich znać i się do nich stosować, żeby przodować w ilości wbitych bil :D. Nieważne jakiego są koloru :P.
Nie robimy grilla gdy pada deszcz. Nie robimy.

Krzyczy we mnie prawda.
Sytuacja, w której żyję, jest nie do zniesienia. Z jednej strony chcę być miła i okazać choć ciut serdeczności w imię tego, co kiedyś miało miejsce i jak blisko było się z drugim człowiekiem. Niestety kosztem tego, że wystawiam się na pośmiewisko, jestem tematem pokątnych rozmów i nie wiem co i komu mogę powiedzieć, by nie obróciło się to przeciwko mnie… I po co się tak męczyć? – pytam. Przecież mogę dokończyć brudną robotę i rozerwać całkowicie to, co zostało naderwane. A jeśli TO w ogóle zostało naderwane i nie przetrwało próby, to może nigdy nie było prawdziwe? :(  Próbuję zrozumieć. Ehh boli mnie to. Przykro będzie za kilka lat mieć świadomość, że może mogło się coś zrobić, naprawić, a jednak się tego nie dopilnowało…

_____________________________________
Anita Lipnicka – Moje oczy są zielone

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ja przecież nie marudzę.

06 kwi


Olkusz.
Niewiarygodnie zimne jest to miasto szóstego kwietnia tego roku.
Kolejki do złożenia wniosku o paszport są długie i złe.
Zdjęcia do paszportu są szpetne i równie złe.
Oczekiwanie na nowy paszport jest takie, jak kolejki.
A Marcin jest w tym wszystkim bardzo cierpliwy, nawet gdy opóźniam mu randkę i zakręcam ciepłą wodę, co by nie mógł się ogolić. Przy okazji jest też trochę zły. Na mnie ;p.

Kraków.
Po pięciodniowej przerwie witam wszystkich lekarzy, do których wybieram się w nadchodzących dniach. It`s good to see you again!
A tu… wciąż to samo zawalające się łóżko, na którym przyszło mi spać.
I parkiet, na którym już dawno powinien leżeć dywanik.
I śmiertelnie kurząca się łazienka
Ciągły smak herbaty z dodatkiem kamienia. Gratis!
Woda wysuszająca skórę, przez co balsamowanie po kąpieli wydłuża się o…
o tyle, że Marcin przyzwyczaił się już do tego, że prowadzi monolog z moim numerem gg.
Są też gołębie drące gumiora od świtu do nocy na moim balkonie.
Sąsiadka dewotka, która uprzykrza mi życie już samym swoim wyglądem. Oraz wyglądem psa. Nie wspomnę o ich deczko nietaktownym zachowaniu.
Jest też bałagan, który zrobię jutro z samego rana zastanawiając się, w co mam się ubrać. On już jest, widzę go.
I tysiąc kserówek na przedmioty, do których nie kupiłam jeszcze zeszytów/skoroszytów.
Leży też pięć modeli telefonów, z których działają dwa, a jeden z nich jest z epoki kamienia łupanego. I tak też należy się z nim obchodzić.

…czyli generalnie na Balickiej bez zmian.

______________________
Hey – Faza delta

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

.Ofiarę złóżcie z głupiej kozy, co sama sobie winna jest.

03 kwi

Gdy już spostrzegłam, że znalazła mnie tu Kasia D., to postanowiłam zrodzić nową notkę. Przede wszystkim dlatego, żeby napisać: „Kasiu D., podczas wiosennych porządków w mym pokoju, znalazłam należący do Ciebie ‚Pulp Fiction’, który pożyczyłaś mi przed rokiem. Gdy tylko go obejrzę (!), oddam. Jest mi wstyd, kalam się.”

Okres przedświąteczny jest zły.
Pięć kilo, które zgubiłam w lutym ze zdrowotnych powodów (a wcale nie chciałam, serio), przybyły do mnie ze zdwojoną siłą w Wielki Tydzień. Postuluję zatem zakaz wchodzenia do kuchni na trzy dni przed świętami.
Nie wiem co prawda, kto wtedy będzie gotował, piekł, smażył i inne takie
(czyt. p o d j a d a ł ), od których człowiek przybiera na wadze. Ale nie może być tak, że ja już w Wielką Sobotę leżę w agonii z (pełnym) brzuchem do góry i czekam na Zmartwychwstanie. Pana, nie swoje.
Mój dzień zaczął się w środku nocy. No tak. O 7:40 byłam już na nogach i gnałam z tatą święcić jajka. „Pojedziemy wcześnie, żeby później nie marnować mojego dnia.” „A co z marnowaniem mojej nocy?!” „Wyśpisz się kiedyśtam, a najbardziej po śmierci.” „No nie wiem, biorąc pod uwagę moje plany zmartwychwastania, będę miała tylko trzy dni na odespanie wszystkich Twoich nie-zmarnowanych dni”.
Lubię go :).

W Wielką Sobotę człowiek pragnie mieć 10 rąk i 5 mózgów. Tzn człowiek taki, jak ja. Albo inaczej. JA (nie wychodzę tu wcale ponad pojęcie człowieka) pragnęłam dziś mieć tyle rąk i mózgów. Bo jak tu ogarnąć sprzątanie, podjadanie, krojenie sałatki, czytanie cudownej ‚Cudownej Podróży*’, podjadanie, szukanie pracy na wakacje, pisanie listów motywacyjnych, podjadanie, załatwianie sobie praktyk, szukanie tematu na pracę naukową z metodologii i tłumaczenie tacie listu z norweska. I o podjadaniu zapomniałam. Swoją drogą nie ma nic bardziej irytującego, gdy człowiek poświęca swój cenny czas na tłumaczenie długiego tekstu z języka, o którym ma m a ł e pojęcie, by w ostatnim zdaniu przeczytać: „…ale jeśli Pan wysłał już wszystkie dokumenty, o których piszemy wyżej, to może Pan zignorować ten list.” i dowiedzieć się od taty, że takowe już wysłał…

*’Cudowna Podróż’ Selmy Lagerlöf - lektura dla piątoklasistów mająca (uwaga) 750 stron. I co mi po tych pięciu mózgach, skoro każdy zatrzymałby się na etapie czwartej klasy? :P.


_____________________________________
Elton John – I`m still standing

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS