RSS
 

Archiwum - Marzec, 2010

Cyt, iskierka zgasła…

30 mar

Bo my jesteśmy takie Życiowe Dziewczyny ;)

Zdanie wypowiedziane przeze mnie w pamiętne lato 2005 sprawiło,
że  Ż y c i o w e  byłyśmy od tego czasu już zawsze…
…i na zawsze, według ustaleń.
Dwa dni temu jedna z Życiowych odeszła

Połowa Klucz nie wierzy w to, co się stało.
Druga połowa pociesza tych niewierzących, że widocznie tak miało być.
Nie…
Tysiące pytań, spekulacji, twierdzeń, doniesień.
Jakiekolwiek by nie były - nie tak miało być.
 
Tak już jest, że śmierć osoby, z którą było się w jakimś stopniu związanym, wywołuje liczne przemyślenia, wspomnienia, postanowienia. Człowiek zaczyna sobie przypominać każdą razem spędzoną chwilę, nawet najmniejszą. I najgłupsze szczegóły oczywiście.
Obraz Życiowej, który na zawsze zapamiętam zawiera w sobie nasze zabawy z dzieciństwa, kiedy częściej to ja jeździłam do niej, bo to przecież ona miała swój własny śliczny różowy pokój
i późniejsze krycie jej przed jej własną mamą, gdy podpalała za blokiem :P
i nasze jedzenie surowych kostek rosołowych, bo ona też uwielbiała na słono :), i to, jak nauczyła mnie jeść pomidora z keczupem; 
i gimnazjalne rajdy; 
i nasze wspólne życiowe dwa tygodnie pod namiotem (aczkolwiek przy pensjonacie) w Karwi, gdzie każdej nocy śpiewała mi „Na Wojtusia z popielnika…”, bo nie mogłam zasnąć; 
i to, jak wyskoczyłam przez nią z wanny, gdy zadzwoniła powiedzieć mi z kim zaczęła się spotykać…
Ale najbardziej zapamiętam ją samą jako radosną, szaloną, pełną pomysłów dziewczynę, przed którą było jeszcze całe życie…

[*]

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do jutra, kochanie.

27 mar


To nie było mądre.
TO, wczoraj.
Ale ja tak bardzo chciałam.
Ktoś mi tylko musiał uświadomić,
że ja tak naprawdę znowu chcę!

Byłam stuprocentowo pewna, a zarazem tak bardzo sparaliżowana strachem, że nie wiedziałam jak zacząć.
‚Nigdy nie pozwól, by strach przed działaniem wykluczył cię z gry’.
Zatem gdy już coś wymyśliłam, to…
…po kilku godzinach podcięto mi skrzydła.
‚Jakaś misterna część w konstrukcji zdarzeń pękła.’

Dziwisz sie, głupia kozo?
Twoja nieprzewidywalność i niekonsekwentność w działaniu ma za swoje.
I co to miało być w ogóle?

…bo ja chciałam, naprawdę.

Ogarnij się, idiotko.

___________________________________
MH 07-08 2009, str.51

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Chciałabym

23 mar

być zdrowa.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Merci.

21 mar

Zatem Paryż. :)
Dykasyszyn, Asiczka i Pachołczino.
Jedna z obolałymi węzłami, druga z brzuchem, trzecia zdrowa.
Trzecia miała się opiekować dwiema pierwszymi, a tymczasem zajmowała się oczarowywaniem męskiej części paryskiej populacji za sprawą swych rudych włosów :P
Wylądowały, kupiły bilety, dojechały do stolicy.
Było im gorąco. Dosłownie i w przenośni^^.
Znalazły metro, przeszły przez bramki bez przewieszenia się przez nie i podziarały na Rue jakąśtam.
Mieszkanie miały ładne. Współlokatorki też ;D.
Rzuciły bagaże i wyszły na miasto.
Jedna z nich zakochała się w Wieży Eiffla. Od pierwszego wejrzenia. Mówiła do niej i generalnie nie wierzyła w to, co widzi. Chciała umrzeć. :D
Druga miala zajebisty aparat, za sprawą którego uwieczniła wszystkie prezentowane przez koleżanki pozy. A było ich wiele :D.
Jeździły metrem.
Przeszły z pińcet kilometrów.
Mało jadły :).
Dużo rozmawiały. 
Śmiały się jednak najwięcej :D
Zwiedziły piękne miejsca. O jeeeeeejku, piękne! :)
Podziwiały. Podziwiały baaaardzo!
Tułały się po różnych dzielnicach.
Peruki, łacina, chińszczyzna, sex shopy itd.
Łan juro, łan juro, maj frend. Kofiprajs! Łer ar ju from?
Mogłyby jeszcze dużo opowiadać.
Następnym razem polecą do Paryża ze swoimi mężczyznami. Albo w odwiedziny do swoich mężczyzn…
…i trzeba Wam wiedzieć, że wszystkie będą miały mężów Francuzów. Zaprawdę.
Są z siebie dumne, że tak ładnie sobie ze wszystkim poradziły. :)

P.S.1 Dziękuję za wspólną wycieczkę. Czekam na następne^^.
P.S.2 Jedna z nich naprawdę nie umie robić zdjęć (można się domyśleć, że to ta od Wieży E.) Totalne beztalencie, bożeszci…

:*

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

rozmowy (zimną) nocą

13 mar

„Myślisz, że może tak być, że człowiek kocha tak naprawdę tylko raz w życiu?” – zapytano mnie smsowo pewnej nocy.

Temat na poważną rozkminę.
Ale na ów pytanie odpowiedziałam od razu. I to dość stanowczo.

Ostatniej nocy też dostałam smsa. Anonimowego i nie do mnie skierowanego na dodatek, ale oczywiście mnie obudził.
Jednak nie zirytowała mnie sama wiadomość. Ani to, że wyrwano mnie z tego samego snu, który mam od kilku nocy. „To dlaczego miałabyś się denerwować, skoro już pewnie znasz ten sen na pamięć?” – ktoś mógłby zapytać. „Bo za każdym razem chcę wiedzieć, czy zakończy się tak samo” – odpowiedziałabym.
Nie te dwie rzeczy, zatem co?
To zimno mnie zirytowało. W Kluczach zawsze marznę o tej porze roku, a mój pokój w nocy to prawdziwy biegun zimna. I za każdym razem, gdy tak leżę nocą w łóżku i marznę, to przypomina mi się pewna sierpniowa noc zeszłego lata. Mogłyby mi się także przypominać dwie zimne grudniowe noce (’09), jedna w Poznaniu, druga w Kluczach i to, że moim sposobem na ogrzanie się było zamknięcie okna i pójście do Karoli po moją bluzę. Albo zejście na dół do mamy i spanie z nią. Ale nie. Mnie przypomina się ta noc, ta zimna sierpniowa noc, w której metr od mojego łóżka był biegun ciepła. I z perspektywy czasu cieszy mnie myśl, że ogrzałam się przy Tym biegunie. ;-) Cieszy, mimo że to była ostatnia taka noc…

„O Peggy Brown, o Peggy Brown, kto ciebie ukochać będzie umiał…?”

Jednak lubię zimne noce:). Dają mi tyle miłych wspomnień, że nie sposób się na nie denerwować. Zwłaszcza, że stres to ostatnia rzecz, której potrzebuję.

„Wiesz, obecnie jestem trochę niepełnosprawna emocjonalnie, ale ilekroć pomyślę o tym, co miałam, a już straciłam (w odniesieniu do S.), to myślę, że tak właśnie jest. I nawet mam w tym potwierdzenie (…).”

______________________________________
Athlete – Street map

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

bezpiecznie mi tu.

12 mar


Klucze.
To już trzeci weekend z rzędu, gdy tu przyjeżdżam.
Chyba odbijam sobie po półtora miesięcznym nieprzerwanym pobycie w Krakowie, od 3. stycznia licząc.

Styczeń i luty były dla mnie kryzysowe. Niekończące się wizyty u profesorów medycyny do spraw bolesnych, kilo tabletek, trzy tuziny nieprzespanych nocy, tyle samo opuszczonych zajęć, niepewność*, niezręczne sytuacje, bolesne słowa, których do dziś żałuję. Zaczęłam wspominać stare dobre czasy. Chciałam znów do liceum. Chciałam być taka, jaką byłam wtedy. I chciałam mieć przy sobie tych samych, którzy wtedy przy mnie byli. To nie tak, że źle mi z tymi, których mam teraz. Po prostu druga połowa mnie za czymś tęskni. Ale za wszystkie grzechy teraz ponoszę karę. Zaprawdę. Odbija się to nawet na Krakowie, na który nie mogę patrzeć. I na Zakładzie, do którego nie chce mi się wstać rano z łóżka. Dacie wiarę? :o

W marcu wyszło słońce. Niestety jedynie w znaczeniu dosłownym. A ja przecież tak lubię przenośne znaczenia.
11. marca spadł śnieg. Niech go szlag. Śliskie chodniki, czerwone nosy, brudne kozaki. I pomykanie z łopatą przed kluczewską posesją, ale to akurat lubię. :D
Iiii… pojawiło się światełko w tunelu. A właściwie dwa. Nie tunele. Światełka. :) Wiem, że czeka mnie jeszcze długie i mozolne odgruzowywanie, ale od czegoś trzeba zacząć, hę? ;)

Za kilka dni będzie wesoło. Daj Bóg :D .
‚Myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć’ :)

* już z samej wikipediowej definicji wyciągniemy, że niepewność to zło. Ja dodam tylko, że i zabić potrafi.

_____________________________________
Queensryche – Silent Lucidity

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

yanielka założyła bloga…

10 mar

…i nosiła się z tym zamiarem od bliżej nieokreślonego czasu. Donosiła do 8. marca. Nie wie, dlaczego akurat tego dnia. Może pod wpływem wzruszenia/zaskoczenia, jakiego dostarczyli jej pewni mężczyźni ;D. Może.
W każdym razie yanielka dziękuje ;-).

Mój nick miał być inny. Miał. Mogłam przecież iść za Szwedynkami i nazwać mnie Asiczką, Łasiczką, Asiką, Sikaczem etc., albo po prostu tak, żeby nie kojarzyło się od razu ze mną.
Jednak mimo wszystkiego, co się przez ostatnie półtora roku wydarzyło* – nie lubię zmian. Nawet w nicku. No i wartość sentymentalna robi swoje ;p.

*A wydarzyło się dużo. I pewnie często będę do tego ‚dużo‚ wracać w moich wypocinach, co by się pośmiać i uronić łezkę wzruszenia. Bo chyba po to ta cała instytucja bloga……….czy nie? ;P

Na zakończenie:
leiowuyediuhadapdfkkhdauynabaisdpaliausoiaufdsafh(…)

Ha det bra! ;-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS